Śri Sadhu Om - Ścieżka Śri Ramany



Ścieżka Śri Ramany

Czym jest szczęście?

Człowieku, czy pragniesz szczęścia? Czy aktywnie go poszukujesz? Albo czy przynajmniej chciałbyś poznać ścieżkę, która pozwoli ci właściwie ukierunkować swoje wysiłki? W takim razie los ci sprzyja!

Poznaj znajdujący się tutaj opis pewnej metody. Po wnikliwym przeanalizowaniu go, zobacz, czy jesteś przekonany, iż można tą drogą dojść do stanu niczym nieograniczonej szczęśliwości. Jeśli tak, podążaj tą ścieżką. Zaangażuj w nią wszystkie swoje siły i ciesz się owocami swej pracy. Wsłuchaj się w opis unikalnej ścieżki prowadzącej do ponadczasowego szczęścia, która rozjaśni wszelkie wątpliwości wytworzone w twoim umyśle przez różne święte pisma – taka jest bowiem boska nauka Bhagavana Śri Ramany dla świata.

„Posłuchaj drogi człowieku! Sagduru, który wskutek swojego boskiego współczucia pojawił się na świecie w formie Bhagavana Śri Ramany stoi na stoku świętej góry Arunaczali i naucza swojej boskiej Wiedzy tak głośno, że aż drżą niebiosa, a prawdziwe Oczy ludzi na ziemi otwierają się! Przebudź się, wiedz, że On przygarnął nas do siebie i chroni nas przed wszelkimi pułapkami. Dlatego przebudź się, przejrzyj na oczy i nasyć się nektarem Jego łaski; obudź się moje dziecko i nigdy więcej nie zasypiaj”
‘Sri Ramana Embavai’. wers 6(1)


O człowieku, który bez końca pożądasz szczęścia i trudzisz się nad jego zdobyciem, skomląc: „Szczęście! Szczęście! Ja chcę szczęścia!”, czy ty chociaż wiesz, czym jest szczęście? Wiele razy w swoim życiu doświadczałeś szczęścia, czyż nie? Czy możesz mi więc powiedzieć, czym ono jest? Doświadczenia zmysłowe, które dostarczają twojemu umysłowi poczucia przyjemności nazywasz szczęściem, a te, dostarczające cierpień nieszczęściem, prawda? W taki razie dowiedz się, że taka koncepcja szczęścia i nieszczęścia jest błędna! To jest prawdziwy powód, dla którego zawiodły wszelkie metody, którymi próbowałeś osiągnąć szczęście. Niczym niezakłócone szczęście nigdy nie znajdowało się w twoim zasięgu, ponieważ metody, których używałeś by je zdobyć, były niewłaściwe.

Stawiamy tezę, że twoja koncepcja szczęścia i nieszczęścia jest fałszywa, wyjaśnijmy zatem dlaczego tak jest i powiedzmy, czym naprawdę jest szczęście. Posłuchaj zatem.

Zgodnie z twoją definicją, powinieneś być szczęśliwy, kiedy posiadasz obiekty zaspokajające twoje pięć zmysłów a nieszczęśliwy, kiedy ich nie posiadasz. Ale zauważ, że jesteś szczęśliwy gdy śpisz głębokim snem. Nie ma wówczas najmniejszego doświadczania zmysłowego, a jednak każdy doświadcza w tym stanie błogości. Zgodnie z twoim założeniem, kiedy zmysły nie pracują człowiek powinien doświadczać wyłącznie nieszczęść - jest jednak inaczej. Wręcz wprost przeciwnie: kiedy zmysły nie pracują, tzn. kiedy nie ma świadomości ciała, człowiek doświadcza szczęścia. Jak to uzasadnisz? Musisz przyznać, że szczęścia można doświadczać nawet wówczas, gdy zmysły nie pracują. Co więcej, zgodnie z twoją koncepcją, człowiek, który posiada dobra zaspokajające zmysły, takie jak: bogactwo, piękny dom, ubrania, smakowite pożywienie, wspaniałego męża czy żonę, rodzinę i dzieci – które zgodnie z twoją ideą są jedynymi środkami prowadzącymi do zdobycia szczęścia – musi być najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, podczas gdy ktoś, kto tego wszystkiego nie posiada, lub posiada z tego niewiele, musi być nieszczęśliwy. Jednakże, patrząc dookoła, widać, że tak nie jest. Nawet najbogatszy człowiek ma swoje problemy i nieszczęścia, czasami nawet nie może z ich powodu spać. Z drugiej strony, ubogi robotnik, któremu ledwo starcza na chleb i który śpi na twardym posłaniu, cieszy się spokojnym snem, wolnym od wszelkich zmartwień. W tym miejscu należy uprzytomnić sobie istotny fakt. W głębokim śnie nawet bogaty człowiek jest odłączony od zewnętrznych źródeł przyjemności, lecz bez względu na to jest zupełnie szczęśliwy. Wobec tego musisz zaakceptować, iż szczęście jest możliwe nawet bez udziału zmysłów. Co więcej, szczęście jest doświadczane w głębokim śnie, w czasie, kiedy nie ma ani świadomości ciała ani świata, a zatem szczęście nie może się znajdować poza tobą, lecz w tobie.

Teraz już wiesz, że przez cały czas byłeś w błędzie, sądząc, że doznanie szczęścia ma swoje źródło w obiektach zewnętrznych. Wszystkie obiekty znajdujące się w świecie – nawet twoje ciało – są na zewnątrz ciebie, dlatego też są zapominane w głębokim śnie. A przecież każdy doświadcza szczęścia w tym stanie, dlatego jedynym możliwym wnioskiem jest przyznanie, iż szczęście znajduje się w tobie. Zaiste prawdą jest, że ty sam jesteś szczęściem! Szczęście jest twoją prawdziwą naturą! Ty nie jesteś tym ciałem! Jesteś pełnym i doskonałym szczęściem!

Nie wierzysz? Możemy dojść do tego samego wniosku również inną drogą. Posłuchaj.

Czy lubisz dużo mieć? Przyjrzyj się dokładnie każdej rzeczy, która jest ci droga. Kiedy będziesz to robił, zdasz sobie sprawę, że kochasz tylko to, co, jak sądzisz, daje ci szczęście. Tam gdzie jest szczęście, tak jest też i miłość. To uniwersalne prawo od którego nie ma wyjątków. Tak więc, podążając kursem wskazanym przez to prawo, powiedz mi, co kochasz najbardziej? Będziesz musiał przyznać, że najbardziej ze wszystkiego kochasz samego siebie; dużo bardziej niż przyjaciół, rodzinę, żonę czy męża, dzieci, ojca, matkę itd. Kochasz ich wszystkich, gdyż uważasz, że przyczyniają się do twojego szczęścia. Jeżeli zdarzy się cokolwiek, co przekona cię, iż oni nie dają szczęścia tobie lecz komuś innemu, twoja miłość do nich natychmiast wyparuje. Dlatego oczywistym jest, że kochasz innych ludzi czy przedmioty tylko dlatego, że kochasz samego siebie. Niektórzy powiedzą jednak: „Moja miłość nie jest miłością własną. Działam w świecie nie dla mojego własnego szczęścia, lecz dla dobra innych ludzi. Żyję dla innych. Troska się o siebie jest egoizmem – to nie jest mój cel. Moim celem jest szczęście całej ludzkości”. Taka postawa wskazuje jednak na bardzo powierzchowne podejście, zdradzające brak poważnej, rzeczowej analizy. Ludzie nie zdają sobie sprawy, że każdy ich akt tzw. bezinteresowności ma na celu przynieść szczęście właśnie im. Weźmy za przykład człowieka, który postanawia zapewnić swojemu dziecku, bez względu na koszty i cierpienia jakie musi ponieść, wszystko co najlepsze - dużo więcej i lepiej niż wynikałoby to ze zwykłych potrzeb i pragnień dziecka. Postępując w ten sposób, będzie on jedynym, który będzie czerpać z tego zadowolenie – działa więc on wyłącznie dla własnej satysfakcji. Czyż nie? Czy takie samozadowolenie nie jest prawdziwą intencją kryjącą się pod zasłoną tzw. bezinteresownych działań?

Abraham Lincoln, były prezydent USA, uratował pewnego dnia tonącą w błocie świnię i sam przy tym ucierpiał brudząc swoje buty i ubranie. Kiedy ktoś z gapiów zapytał, dlaczego prezydent największego kraju świata tapla się w błocie, żeby uratować jakąś zwykłą świnię, Lincoln odpowiedział: „Zrobiłem to wcale nie po to, żeby ulżyć cierpieniu świni uwięzionej w błocie, ale po to by ulżyć własnemu cierpieniu, którego doświadczałem widząc jak to zwierzę się męczy; zrobiłem to dla spokoju własnego umysłu”. To, co Lincoln powiedział, jest praktyczną wykładnią natury tzw. bezinteresowności. Jedynym motywem ukrytym za fasadą bezinteresowności jest nasze własne samozadowolenie – nasze własne szczęście. Nie sposób temu zaprzeczyć.

Tak jak poświęcenie dla „mojego” dziecka czy „mojej” rodziny okazuje się być egoizmem, tak i miłość do własnego kraju czy języka okazuje się być, w pośredni sposób, zwykłym egoizmem, gdyż tak samo jak miłość rodziny zakorzeniona jest w miłości do własnego ciała jako do „ja”. Należy tutaj odnotować, iż „ja” jest nieodłączne od „moje”. Ten, kto deklaruje: „Poświęcę nawet życie dla mojej ojczyzny”, czyni to powodowany miłością do samego siebie. Niektórzy chwalą się, że ich oświecony internacjonalizm jest przeciwieństwem ksenofobicznego nacjonalizmu. Mówią: „Nie jestem takim egoistą, żeby dbać tylko o dobro swojego domu czy kraju. Pragnę powszechnego szczęścia panującego na całym świecie. Moim celem nie jest dobro jakiegoś pojedynczego kraju – czy to nie jest bezinteresowność?”. Cóż, nawet taka postawa wpisuje się w tę samą kategorię co poprzednie. Ten człowiek zazna spokoju tylko wtedy, gdy cały świat będzie szczęśliwy, a zatem tym czego naprawdę pożąda jest jego własny spokój i szczęście. Stąd też jasnym jest, że nawet taki bohater pełen tzw. bezinteresowności powodowany jest miłością własną. To właśnie jest miłość do samego siebie (2). Dlatego to, iż każdy kocha najbardziej samego siebie, jest niepodważalnym prawem. Zatem musisz przyznać, że najdroższą spośród wszystkich rzeczy na świecie jesteś dla siebie ty sam.

Zgodnie z dwoma wysnutymi tutaj wnioskami, że:
1. Sam dla siebie jesteś najcenniejszą rzeczą na świecie.
2. Miłością obdarzyć można tylko to, co jest szczęściem.
oczywistym jest, że to ty sam musisz być wiecznym szczęściem (paramasukham).
Tam gdzie miłość, tam i szczęście, a ponieważ to siebie samego kochasz najbardziej, to ty jesteś wiecznym szczęściem. Czy zatem znów nie dotarliśmy do tej samej konkluzji?

Szczęśliwość, nasza prawdziwa natura, jest tym, czego doświadczamy w głębokim śnie. Dzieje się tak - pomimo iż umysł i jego instrumenty są nieaktywne - gdyż ta szczęśliwość jest twoją prawdziwą naturą; w rzeczywistości ty jesteś tą szczęśliwością!

Możesz tutaj zapytać: „Czy doświadczenia, które zbieram poprzez zmysły w stanie czuwania nie są szczęściem?”. Przyjrzyjmy się temu zatem głębiej.
Powinieneś zbadać z najwyższą starannością wszystkie swoje przyjemne doświadczenia w stanie jawy pod kątem zmian, jakie zachodzą w tobie podczas tych wydarzeń. Posłużmy się przykładem. Powiedzmy, że masz ochotę na coś słodkiego np. słodki deser. W momencie, kiedy w twoim umyśle pojawi się taka myśl, zaczynasz podejmować działania zmierzające do przygotowania słodkiej przekąski, w końcu ją przyrządzasz i zjadasz. W tym momencie doświadczasz szczęścia. Jeśli przeanalizujesz dokładnie w jaki sposób to poczucie szczęścia się narodziło, dojdziesz do wniosku, że trwający do tej chwili potok myśli, który narodził się wskutek pragnienia skosztowania czegoś słodkiego, ustał. Myśli się zatrzymały, lecz jedynie na krótką chwilę; dlatego szczęście jest doświadczane tylko przez chwilę, po czym na powrót zaczynają przelewać się fale myśli, co sprawia, że szczęście znika. Niektórzy zaprzeczą argumentując: „Słodycze są słodkie, dlatego dają doznanie szczęścia, to nie ma nic wspólnego z zatrzymaniem myśli. Powodem doświadczania szczęścia jest słodycz zawarta w słodkim deserze.”. Jednakże ten wniosek jest błędny i wskazuje na brak dostatecznie głębokiej analizy. Uzasadnijmy to. Język z kubkami smakowymi jako narząd smaku odpowiedzialny za rozpoznawanie smaku, jest w stanie wyłącznie rozróżnić smaki poszczególnych produktów: cukierek jest słodki, sól jest słona, cytrus jest kwaśny itp., lecz to umysł wartościuje je, decydując, które smaki lubimy a których nie: „Ten smak lubię a tego nie”. Nawet jeśli coś jest gorzkie a umysł zdecyduje, że to lubi, spożywanie takiego produktu będzie przynosić doznanie szczęścia. Czyż nie ma na świecie ludzi, którzy nie cierpią słodkiego a delektują się gorzkim? Albo czy nie ma ludzi lubujących się smakiem smażonych ryb, podczas gdy inni uciekają na kilometry, gdy tylko poczują ich zapach? Co więcej, człowiek spożywający najsmaczniejszy nawet posiłek, może mieć w tej chwili umysł tak zaangażowany w inne sprawy, że nie jest on w stanie nawet wytworzyć myśli pożądającej tego wspaniałego pożywienia a w konsekwencji nie poczuje nawet smaku potrawy i nie doświadczy przy tym ani odrobiny szczęścia. Podobnie, kiedy umysł jest skoncentrowany na czymś innym, człowiek może zjeść nawet niesmaczną potrawę bez cienia awersji. Co więcej, człowiek naprawdę głodny jest w stanie zjeść z radością nawet najbardziej niesmaczną i źle przygotowaną potrawę. Jaki wniosek z tego wypływa? To nie smak potrawy, lecz strumień myśli umysłu w formie chęci i niechęci jest odpowiedzialny za doświadczanie szczęścia lub nieszczęścia.

„Kiedy zapala się ogień prawdziwego głodu, wtedy nawet czerstwy chleb czy skwaśniała zupa będzie dostarczać rozkoszy najwspanialszego posiłku na świecie. Dlatego przyczyna doświadczania szczęścia nie leży w obiektach sensorycznych, lecz w ich pożądaniu”.
‘Guru Vachaka Kovai,’ wers 583


Zatem, jeżeli w umyśle aktywna jest myśl niechętna jakiemuś smakowi, wówczas usunięcie produktu o tym smaku powoduje, iż ta myśl się uspokaja a umysł cichnie; wówczas szczęście, które jest twoją prawdziwą naturą, ujawnia się. Jeżeli zaś w umyśle aktywna jest myśl pożądająca jakiegoś smaku, wówczas spożywanie produktu o tym smaku powoduje, iż ta myśl się uspokaja a umysł cichnie; wówczas szczęście znów jest doświadczane. W związku z tym dla bacznego obserwatora będzie oczywistym, że szczęście pojawia się tylko wtedy, kiedy fale myśli ulegają wyciszeniu. Nie ma znaczenia czy spożywana potrawa jest słodka czy gorzka. Jedynym nieszczęściem jest pojawianie się strumienia myśli a jedynym szczęściem jego uciszenie – to wszystko!

Jedzenie odnosi się tylko do zmysłu smaku. Jednak ten sam opisany powyżej mechanizm zachodzi w przypadku innych zmysłów: dotyku, słuchu, węchu czy wzroku. W czasie głębokiego snu również dochodzi do tymczasowego uciszenia myśli, dlatego doświadczamy w nim szczęścia. Po przebudzeniu ze snu głębokiego pojawiają się myśli, tzn. pierwsza zjawia się myśl „ja jestem tym ciałem”, kończy się wtedy poczucie szczęścia stanu głębokiego snu. Jaki płynie z tego wniosek? Myśli są prawdziwym wrogiem szczęścia! Szczęście zjawia się wyłącznie wtedy, kiedy nie pojawiają się myśli! W istocie rzeczy myśli są przysłoną nałożoną na szczęście – kiedy znikają, szczęście jaśnieje samoistnie. Ponieważ ty jesteś szczęściem, jedynym co musisz zrobić, aby cieszyć się swoim przyrodzonym szczęściem, to pokonać myśli. Zrozum, że szczęśliwość doświadczana przez ciebie w stanie głębokiego snu, bedąca wynikiem zatrzymania myśli, może być również doświadczana w pozbawionym myśli stanie czuwania.

Umysł kieruje się na zewnątrz z powodu ignorancji upatrującej w obiektach zewnętrznych źródła szczęścia. Jeżeli umysł, poprzez badanie jakie właśnie wykonaliśmy, zostanie całkowicie i niepodważalnie utwierdzony w przekonaniu, że szczęście znajduje się wewnątrz i jest własną naturą człowieka, skieruje się wówczas do wewnątrz; innymi słowy, skłoni się ku przebywaniu w spokoju Jaźni. Wiedza ta jest warunkiem sine-qua-non skutecznej kontroli umysłu.

Kiedy jesz coś słodkiego, fale myśli ulegają uciszeniu i cieszysz się szczęściem, które jest w tobie, czyż nie? Jednakże, nie rozumiejąc istoty tego zdarzenia oszukujesz siebie, myśląc, że szczęścia dostarcza ci spożywana słodycz. Z tego powodu nieustannie pragniesz słodyczy i zjadasz je. Jednak powyżej pewnej granicy słodycz staje się trucizną, drażni żołądek i powoduje chorobę. Podobnie dzieje się w przypadku pozostałych zmysłów. Posłuchaj pewnej historii.

Pewien wygłodzony pies włóczył się po miejscu kremacji ciał. Znalazł tam poszarpaną, starą, wysuszoną kość, całkowicie przepaloną i pozbawioną mięsa czy szpiku. Jednak zaczął ją z entuzjazmem ogryzać. Ostre krawędzie poraniły mu wargi i dziąsła, które zaczęły krwawić. Po chwili pies wypuścił kość, jednak widząc, że cała jest we krwi, pomyślał, że krew pochodzi z ogryzanej kości, a że lubił krew, zaczął ją więc ponownie, jeszcze zacieklej szarpać zębami; w rezultacie powstało jeszcze więcej ran i pojawiło się więcej krwi. Głupi pies powtarzał bez końca ten sam proces porzucania kości i obgryzania jej po stwierdzeniu, że jednak wypływa z niej krew. Nic nie zrobił, by zauważyć, iż krew pochodzi z jego poranionego pyska.

„Głupi pies rzuca się na kość,
Która spalona pozbawiona jest mięsa,
Obgryza ją zapalczywie,
Aż cały pysk pokryje się ranami,
Smakując własnej krwi pyszni się:
‘Nie ma na świecie nic lepszego od tej kości’.
‘Guru Vachaka Kovai’, wers 585


Podobnie, kiedy człowiek doznaje przyjemności obcowania z obiektami sensorycznymi, doświadcza jedynie odrobiny szczęścia, która de facto już jest w nim samym. Jednak w skutek ignorancji myśli, że to w tych obiektach znajduje się szczęście, zachowuje się zatem jak pies z powyższej historii. Dokładnie jak pies rzucający się raz za razem na wyschniętą kość, człowiek przez całe życie poszukuje i gromadzi przedmioty zewnętrzne. Jaki jest tego skutek? Niestety, góry nieszczęść z okruchami przyjemności znajdowanymi od czasu do czasu pomiędzy nimi – nic więcej! W istocie to właśnie jest ignorancja, inaczej nazywana Mayą. Czy wszystkie poszukiwania i wysiłki człowieka, począwszy od epoki kamienia łupanego aż do współczesnej epoki atomu - bez względu na dziedzinę w jakieś się odbywają: intelektualną, społeczną czy naukową – nie są podobne działaniom psa niestrudzenie obgryzającego jałową kość? Nie czuj się urażony tym porównaniem, bo choć wygląda na przesadzone, jednak przyjęte z dystansem, okazuje się być czystą prawdą. Powiedz mi, cóż więcej ponad udoskonalanie i gromadzenie obiektów zewnętrznych potrzebnych do zaspokajania zmysłów, osiągnął człowiek do tej pory?

Wszystkie wyżej wymienione wysiłki ludzkości oparte są na założeniu, że obiekty zewnętrzne dostarczają szczęścia. Czy jest jakaś różnica między psem, który myśli, że im więcej będzie obgryzał kość, tym więcej krwi popłynie a człowiekiem, który myśli, że im więcej obiektów zewnętrznych zgromadzi poprzez rozwój nauki i przemysłu, tym szczęśliwsza będzie ludzkość? Oczywiście, że nie ma!

Zatem, nie znając właściwej ścieżki prowadzącej do wiecznego szczęścia, ludzkość poszła za daleko w niewłaściwym kierunku i nadal się w nim posuwa. Nie ma nic złego w ludzkim pragnieniu szczęścia – ono jest nam przyrodzone. Faktycznie przyrodzone jest wszystkim żyjącym istotom. Zatem to pragnienie nie powinno być nigdy tłumione a szczęście powinno być urzeczywistnione! Jednak nie bądź głupcem i nie trać czasu na poszukiwanie przyjemności, bo to da ci jedynie odrobinkę chwilowego doznania szczęścia. Skieruj wszystkie swoje wysiłki na realizację pełni szczęścia. Pożądając obiektów zewnętrznych doświadczysz tylko chwilowego i ograniczonego szczęścia. Dlatego nie zadowalaj się byle czym, dąż do realizacji pełni! Nie poddawaj się, zanim pełnia szczęścia nie zostanie urzeczywistniona. Poznaj drogę prowadzącą do wiecznej, nieprzerwanej szczęśliwości (ananda) która jest tobą i która istnieje (sat) i jaśnieje (cit) w tobie jako twoja prawdziwa natura. To jest najwyższe przeznaczenie człowieka, jedyny powód, dla którego pojawiłeś się na świecie.

PRZYPISY:
(1) Embavai oznacza metrum, poetycką miarę rytmiczną w języku tamilskim. (2) Celem naszych rozważań nie jest doprowadzenie czytelnika do wniosku, iż popieramy pospolity egoizm. Do tej pory termin „miłość własna” był niewłaściwie używany do określenia pewnej przywary. Ponieważ słowo „ja” czy „jaźń” było niewłaściwie stosowane w odniesieniu do ciała, miłość własna była synonimem pewnej wady. Jednak dla urzeczywistnionego (Atma-Jnani) prawdziwe znaczenie słowa „Jaźń” to doświadczenie, w którym cały wszechświat jest „Ja”. Jeśli to doświadczenie przyjmiemy jako autorytatywne staje się jasnym, że prawdziwe znaczenie pojęcia „miłość własna” nie jest negatywne.
To oznacza, że prawdziwym znaczeniem słowa bezinteresowność (altruizm), tak gloryfikowanym od niepamiętnych czasów, jest miłość własna jaką prezentuje Jnani, dla którego cały wszechświat jest „Ja”. Tylko Atma-Jnani jest prawdziwie bezinteresowny. Byt-świadomość-szczęśliwość (Sat-Cit-Ananda), czyli nasza prawdziwa natura, posiada trzy aspekty, z których szczęśliwość jaśnieje w każdym jako miłość do Jaźni (swatma-priyam): nie ma zatem nic dziwnego ani nic złego w miłości własnej (Jaźni), Jednak uznanie siebie (Jaźni), nieograniczonej szczęśliwości, za ograniczone formą ciało (podobnie jak uznanie swojego osobowego "ja" (ego) za Jaźń), jest wyłącznie złem. To dlatego w powszechnym rozumieniu miłość własna (egoizm) jest uznawana za wadę.