Praktyka [vichara marga]
Atma-vichara [Self-enquiry]

„Ta niemająca formy zjawa, ego, powstaje, opanowując formę (ciało). Utrzymując tę formę, ego kontynuuje istnienie; zachowując zagarniętą formę i rozkoszując się obiektami zmysłowymi, ego bardzo się wzmacnia. Pozostawiając tę formę podczas śmierci, ego zagarnia jakąś nową formę. Jeśli poszukiwać prawdy o nim, to ono bez wątpienia rzuci się do ucieczki”.



Pewnego razu na przyjęciu weselnym zjawiał się nieproszony gość, całkowicie obcy nowożeńcom, udający jednak bliskiego przyjaciela pana młodego. Na początku gospodarze wierzyli mu i traktowali z należnym szacunkiem. Jednak z czasem pojawiły się podejrzenia i wątpliwości, kim właściwie jest ten człowiek i jakim prawem zjawił się na przyjęciu. Obie strony spotkały się więc by ustalić wspólne stanowisko. Widząc to, oszust zorientował się, że wkrótce kłamstwo zostanie odkryte, a on będzie musiał zapłacić za swój czyn, czym prędzej więc zniknął bez śladu.

Oszust z powyższej przypowieści to ego. Nie jest ani Jaźnią, ani ciałem, lecz tak długo, jak długo pytania o jego prawdziwą naturę nie zostają zadane trwa uzurpując sobie status naszego prawdziwego ja i odcinając nas od naszej prawdziwej istoty - pełni szczęścia [sat-ćit-ananda]. Kiedy jednak poszukiwać odpowiedzi na pytanie o jego naturę, wówczas - nie mając innego wyjścia - znika.

Najwyższym przeznaczeniem i najważniejszym zadaniem człowieka jest postawienie tych pytań, zbadanie natury ego i sprawienie, by jego iluzja się rozwiała.

„Tak jak człowiek nurkuje w jezioro, poszukując czegoś, co tam wpadło, tak należy zanurzyć się w siebie ze skupionym umysłem, odrzucając wszystkie myśli o świecie i badając: „Skąd wyłania się poczucie ego?” - by w ten sposób odsłonić prawdziwe Ja, Transcendentalny Byt”.



Wrodzona tęsknota za należną nam z natury pełnią szczęścia sprawia, że bez ustanku - świadomie lub nieświadomie - poszukujemy sposobów jego uzyskania. Jednak zwykle popełniamy przy tym błąd, za punkt wyjścia biorąc realność ego na którym opieramy się w tych poszukiwaniach jako na naszym prawdziwym ja, naszej prawdziwej Jaźni. Takie podejście sprawia, że z góry skazujemy się na porażkę. Wszystkie pytania o kwestie ostateczne podnoszone przez umysł-ego są bezowocne, stawianie ich i trwonienie czasu na poszukiwanie odpowiedzi za pomocą umysłu jest zastawioną przez ego pułapką. Każda pojawiająca się w umyśle odpowiedź skażona jest ignorancją wynikłą z błędnego przyjmowania ego za coś, czym nie jest, a wydaję się być - za nasze prawdziwe ja.

Prawdy nie można dosięgnąć umysłem - zgodnie pouczają mędrcy.

W zamian, jak mówi mędrzec z Arunaczali, trzeba złapać sprawcę nieszczęścia - ego - a następnie pozbyć się go poprzez wnikanie w Jaźń, pod którą się podszywa. Człowiek powinien urzeczywistnić Jaźń, wówczas uzyska pełnię szczęścia i ostateczną odpowiedź na wszystkie nurtujące jego i całą ludzkość pytania - jednak nie wcześniej. Znalezienie odpowiedzi przy pomocy najbardziej nawet wyszukanych wysiłków umysłu jest niemożliwe.

Wszystkie pytania, jak naucza Ramana Maharishi, sprowadzają się do jednego: „Kim jest ‘ja’?”. To pytanie jest absolutnie fundamentalnym, pierwszym i w gruncie rzeczy jedynym jakie należy sobie postawić - lecz bynajmniej nie za pomocą umysłu. Właściwym służącym do tego narzędziem jest praktyka samobadania [Atma-vichary] ofiarowana światu przez Ramanę Maharishi.

Nie jest to w żadnym razie pytanie na które my jako osoby mielibyśmy czy moglibyśmy udzielić sobie odpowiedzi. Tak naprawdę znaczenie tego pytania jest następujące: kim/czym jest źródło naszego „ja” osobowego [ego] lub jakie jest jego pochodzenie. Ponieważ to „ja” osobowe [ego] zasłania sobą owo źródło, poznanie kim/czym jest źródło wyłaniania się tego „ja” jest możliwe dopiero wtedy, kiedy „ja” osobowe znika, co z kolei możliwe jest tylko wtedy, kiedy nieprzerwanie wnika się w jego naturę w sposób wskazany przez Śri Ramanę. W samobadaniu "Kim ja jestem?" chodzi zatem o poszukiwanie źródła "ja" osobowego, z którego wyłania się ja-myśl, zanurzenie się i przebywanie w tym źródle.

[Uwaga: W żadnym wypadku nie należy sądzić, że prawdziwe poznanie siebie osiąga się poprzez intektualne zadanie sobie pytania "Kim ja jestem?" i intelektualną na nie odpowiedź, jak wielu ma skłonność uważać czytając podobne nauki!]

Wnikanie w naturę "ja" na sposób podany przez Śri Ramanę nazywa się Atma-vicharą (inne spotykane nazwy: Atma-vićara, vićara, Self-enquiry, Samobadanie, Samouważność, wnikanie w Jaźń, Samownikanie, badanie "Kim ja jestem?", "Who am I?", Atmawiczara). Prowadzi ono do odkrycia ułudy ego, które znika, i odsłonięcia naszej prawdziwej Jaźni, taką, jaką naprawdę jest w swojej czystości i pełni. Atma-vichara to bezpośrednia, praktyczna droga, jedyna wiodąca poza uwarunkowaniami i ograniczeniami umysłu-ego, prowadząca bezpośrednio do urzeczywistnienia prawdziwej natury człowieka, a wraz z tym do odnalezienia należnej nam z natury pełni szczęścia.

Wybierając się w tę drogę poszukujący adept powinien najpierw dobrze pojąć nauczanie mędrców. Częścią tego procesu może być wstępna, introspektywna analiza przebiegająca mniej więcej w taki sposób: "Nie jestem ciałem fizycznym, ponieważ gdy śpię, inne ciało przejmuje jego rolę. Nie jestem też umysłem, ponieważ gdy śpię snem głębokim, ciągle istnieję, chociaż umysł przestaje istnieć. Umysł i ciało wyłaniają się i znikają, ja jednak istnieję nieprzerwanie, jestem więc rzeczywisty jako czyste ‘ja jestem’. Mogę odrzucić ciało i umysł jako ‘nie-ja’, gdyż są to zaledwie obiekty postrzegane przez mnie. Nie mogą jednak odrzucić ‘ja jestem’, ponieważ jest to punkt, z którego umysł i ciało są odrzucane. Dlatego ‘ja jestem’ jest prawdą o mnie; wszystko inne nie może być mną".

Taka analiza jest jednak jedynie przedwstępnym etapem zrozumienia teoretycznych podstaw potrzebnych do podjęcia sadhany - nie jest jeszcze właściwą praktyką.

Jak zatem wygląda i gdzie się zaczyna właściwa praktyka?

Pierwszą, absolutnie zasadniczą i podstawową rzeczą konieczną na drodze samobadnia [Atma-vichary] jest wyłuskanie i uchwycenie się obecnego w nas czystego poczucia "ja jestem" (czystego tzn. od dodatków takich jak myśli, utożsamienia itd.), co odbywa się poprzez porzucenie obiektów mentalnych drugiej i trzeciej osoby i skierowanie całej uwagi na pierwszoosobową świadomość "ja" z intencją poznania kim jest to "ja" (skąd się wyłania, jakie jest jego źródło) w wyniku czego znika ja-myśl, a tam gdzie zniknęła, samoistnie pojawia się czyste "ja jestem" [Ja-Ja, Ja jestem Ja].

Nasze osobowe istnienie nosi w sobie element Rzeczywistości, światło Czystej Świadomości przejawiające się jako poczucie ‘ja jestem’. To ‘ja jestem’ należy do Rzeczywistości, jest jedynym stałym i niepodlegającym zmianom elementem. Jeśli odrzucić nierzeczywistą cześć naszej osobowości uchwycić można to, co wówczas pozostanie, czyli czyste ‘ja jestem’. To ‘ja jestem’ jest kluczem do drzwi urzeczywistnienia; używając go - mówi Śri Ramana - z pewnością odkryjemy [urzeczywistnimy] Jaźń(1).

Pewnego razu Śri Ramana porównał poszukującego Jaźni do psa szukającego swojego pana, od którego ten został oddzielony. Pies ma coś, co nieomylnie prowadzi go tropem pana - jego zapach. Podążając za nim i odrzucając wszystko poza tym znajduje go ostatecznie. ‘Ja jestem’ w osobie jest tym samym, czym zapach pana dla szukającego go psa. To jedyny trop, jakim dysponuje poszukujący; jest to jednak trop niezawodny. Należy się go złapać i mocno trzymać, zakotwiczyć w nim umysł tak mocno, by wszystko inne zostało wyłączone. W ten sposób bez wątpienia umysł rozpuści się w Jaźni, źródle, z którego ‘ja jestem’ wypływa.
____________
(1) Uwaga: wbrew temu, co głosi dziś wielu ludzi, jednorazowe uchwycenie poczucia ‘ja jestem’ to nie jest jeszcze równoznaczne z Wyzwoleniem [Mukti, Moksza] czy urzeczywistnieniem Jaźni.

„Choć poczucie 'ja jestem' nazywa się aham-writti, nie jest ono właściwie wcale podobne do innych writti (cech i właściwości należących do umysłu), gdyż te nie są ze sobą we wzajemnej łączności i stosunku, zaś poczucie 'ja jestem' jest zasadniczo związane z każdą inną cechą […]. Bez aham-writti nie może istanieć żadna inna cecha, ale ono może istnieć samodzielnie, od innych niezależnie, […] jest więc ono zasadniczo różne od wszystkich innych.
Badawcze szukanie pochodzenia źródła aham-writti jest nie tylko poszukiwaniem podstawy jednej z form naszego 'ja' (osobowości), a poszukiwaniem najistotniejszego rdzenia, z którego wypływa samo poczucie 'ja jestem'. Innymi słowy, dociekanie i docieranie do źródła osobowości i indywidualności w postaci aham-writti i utożsamienie się z tym źródłem sprowadza z konieczności przekroczenie osobowego ja i wzniesienie się ponad osobowość i indywidualność we wszystkich możliwych jej postaciach”



Opisując właściwą praktykę Atma-vichary (atma-vićara) Śri Ramana pisze:

"Kiedy bada się wewnętrznie:
«Skąd wyłania się „ja”?»,
To „ja” znika.
To właśnie jest samobadanie [Atma-vichara].

W tym miejscu, gdzie znika „ja”,
Samoistnie pojawia się Jedyne
Jako „Ja-Ja” [„Ja jestem Ja”].
Ono samo z siebie jest Całością.


W innym miejscu mówi:

Powstrzymywanie umysłu od kierowania się na zewnątrz i utwierdzanie go nieustannie w Źródle, Jaźni, nazywanej także Sercem, w taki sposób, że pusta myśl-ja nie pojawia się ponownie, nazywa się Atma-vicharą .

Naucza także : Jeżeli porzuciwszy zewnętrzne obiekty gorliwie wnikamy, czym jest poczucie przejawiające się wówczas jako "ja", to otrzymamy czyste doświadczenie sphurany - "Ja jestem Ja" w Sercu (to jest stan czystego istnienia lub czystego bytu - przyp. red.).

Jeżeli pozostajemy w stanie czystego bytu, wówczas sphurana całkowicie niweczy poczucie indywidualności – wtenczas ego, poczucie "ja jestem tym ciałem", znika ostatecznie podobnie jak kamfora znika w płomieniach. Jedynie ten stan jest określany przez Mędrców i pisma święte Wyzwoleniem.

W jednej z rozmów poucza:

"Jak woda w dzbanie odbija ogromne słońce w obrębie swego ciasnego kręgu, tak samo wasany, czyli utajone skłonności umysłu człowieka działając jako odbijające środowisko, chwytają wszechprzenikającą nieskończoną światłość Świadomości, powstającej w Sercu i przedstawiają w formie odbicia zjawisko zwane umysłem. Widząc tylko odbicie ajnani ulega ułudzie, iż sam stanowi ową skończoną istność, dżiwę, czyli duszę.
Gdy myśl kieruje się ku wewnątrz, dzięki badawczemu szukaniu źródła aham-writti, wasany powoli zanikają, a z braku odbijającego środowiska stanowiącego podłoże, zjawisko odbite, czyli umysł, znika również wchłonięte w światłość jedynej rzeczywistości — Jaźni.
To jest streszczeniem i zawartością wszystkiego, co szukający powinien wiedzieć. Żąda się od niego jednego, a mianowicie żarliwego i wytrwałego badania w poszukiwaniu źródła aham-writti".

W "Nan Yar?" pisze:

"Umysł zostaje wygaszony tylko dzięki badaniu „Kim ja jestem?”. [...] Kiedy tylko pojawiają się inne myśli, nie należy za nimi podążać, lecz badać: „U kogo one powstały?”. Co za znaczenie ma to, jak wiele myśli się pojawia? Jeżeli w momencie wyłaniania się każdej myśli bada się czujnie „U kogo powstała ta myśl?”, pojawi się odpowiedź: „U mnie”. Jeżeli wówczas bada się „Kim ja jestem?”, umysł wycofa się do swojego źródła, a powstająca myśl ucichnie. Poprzez powtarzanie tej praktyki zdolność umysłu do pozostawania w swoim źródle wzrasta".

Jeszcze gdzie indziej mówi:

"Summa iru" - tylko bądź lub bądź nieporuszony. Tymi słowy Śri Ramana Maharishi naucza praktyki czystego bycia (czystego istnienia pod nieobecność wszelkiej aktywności umysłu i bez poczucia sprawstwa/bycia działającym) jako najwyższego i najpotężniejszego tapasu.

Na stawiany przez ludzi postronnych zarzut, że stan bycia nieporuszonym to stan indolencji, lenistwa i zwykłego nicnierobienia Śri Ramana z właściwym sobie poczuciem humoru odpowiada:
"Ten leniwy stan 'po prostu bycia' i jaśnienia jako 'ja jestem' jest stanem swarupy (naszą właściwą naturą lub istotą). Ten wzniosły stan jest stanem, w którym jesteśmy Tym (Brahmanem lub Absolutną Rzeczywistością). Do tych, którzy osiągnęli ten stan lenistwa, nieosiągalny inaczej niż poprzez bardzo potężny i rzadki tapas, odnoś się jako do największych spośród ludzi".

W Guru Vachaka Kovai Sadhu Om dodaje w komentarzu wyjaśnienie, że "bycie nieporuszonym" nie jest bynajmniej stanem lenistwa [nicnierobienia] czy pozostawaniem nieruchomym jak kamień w stanie laya lub kashta samadhi. Jest to stan podejmowania nieprzerwanych wysiłków w celu utrzymania osiągniętego stanu uważności Jaźni; przy czym im dalej w las, tym mniejszy wysiłek. Kiedy stan Jaźni doświadczany jest jako nasz naturalny stan, wtedy uważność Jaźni staje się całkowicie bezwysiłkowa i jest to stan sahaja samadhi.

W innym miejscu na zadane pytanie: „Czy jeżeli będę cięgle odrzucać myśli to wtedy będzie to vichara?” Śri Ramana odpowiedział: „To może być przejściowym etapem. Jednakże tak naprawdę Atma-vichara zaczyna się dopiero wtedy, kiedy zaczynasz trzymać się swojej Jaźni, a cały mentalny harmider (wszystkie fale myśli) został już porzucony.

Pytający: Zatem vichara nie jest procesem intelektualnym.

Śri Ramana: Nie, nie jest. To jest anthara vichara, wnikanie do wewnątrz”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Wskazówki uczniów Śri Ramany.



Swami Annamalai, jeden z najbliższych uczniów Ramany Maharishi i znakomity praktyk samobadnia, tak opisuje istotę praktyki Atma-vichary:

"Ciągłe wdechy i wydechy są konieczne do utrzymania przy życiu ciała. Ciągła praktyka jest konieczna dla tych, którzy chcą przebywać w Jaźni.

[...] Nie dawaj ani odrobiny swojej uwagi koncepcji ja-jestem-tym-ciałem. „Muszę coś zjeść”, „muszę wziąć kąpiel”, „muszę się położyć” - te i wszystkie podobne myśli są myślami należącymi do ja-jestem-tym-ciałem. Naucz się je rozpoznawać w momencie pojawiania i naucz się je ignorować lub odrzucać. Mocno trzymaj się Jaźni i nie pozwól umysłowi identyfikować się z czymkolwiek, co robi ciało.

Pytanie: Jaka jest poprawna metoda praktykowania samobadania [self-enquiry]?

Odpowiedź: Bhagawan powiedział:

„Kiedy pojawiają się inne myśli, nie należy za nimi podążać, lecz badać: „U kogo one powstały?”. […] Sposób na odwrócenie uwagi od myśli i zwrócenie jej na powrót do Jaźni jest następujący: Jeżeli w momencie wyłaniania się każdej myśli bada się czujnie „U kogo powstała ta myśl?”, pojawi się odpowiedź: „U mnie”. Jeżeli wówczas bada się „Kim ja jestem?” umysł wycofa się (z myśli) do swojego źródła (Jaźni), a powstająca myśl ucichnie. Poprzez powtarzanie tej praktyki zdolność umysłu do pozostawania w swoim źródle (Jaźni) wzrasta”.

W taki sposób powinno być praktykowane badanie siebie [self-enquiry].

Kiedy Bhagawan mówił o badaniu siebie, często używał analogii okupowanej i oblężonej twierdzy. Jeżeli ktoś systematycznie zamyka ogniem wszystkie drzwi takiej twierdzy i strzela do jednego po drugim okupantów, jak tylko ci się pokażą, to prędzej czy później twierdza wpadnie w jego ręce. Bhagawan mówił, żebyśmy tę samą taktykę zastosowali w odniesieniu do umysłu.

Jak to robić? Pozamykaj wszystkie wejścia i wyjścia umysłu poprzez niereagowanie na pojawiające się myśli czy wrażenia zmysłowe. Nie pozwalaj żeby jakieś nowe koncepcje, oceny, chęci, niechęci itd. wchodziły do umysłu; nie pozwól rozkwitać pojawiającym się myślom i nie pozwól im wymykać się twojej uwadze.

Kiedy pozamykasz już w ten sposób umysł, a będą próbowały pojawiać się myśli, zakwestionuj każdą pojawiająca się myśl w momencie, kiedy ta się wyłania pytaniem: „Skąd wyłania się ta myśl?” lub „Komu pojawia się ta myśl?” Jeżeli będziesz to w stanie robić nieprzerwanie, z pełną uwagą, nowe myśli pojawią się tylko przez moment i zaraz znikną. Jeśli wystarczająco długo będziesz w stanie kontynuować tę walkę przyjdzie dzień, kiedy myśli już się więcej nie pojawią lub będą to tylko nader przelotne, niewywołujące zakłóceń obrazy na peryferiach świadomości. W takim wolnym od myśli stanie zaczniesz doświadczać siebie jako Świadomości, nie ciała ani umysłu.

Jednakże jeżeli stracisz czujność choćby na kilka sekund i pozwolisz nowym myślom umknąć twojej uwadze i rozwinąć się bez zakwestionowania ich, oblężenie zostanie przerwane, a umysł odzyska część lub całość swojej dawnej zwodniczej mocy".

Jednemu z adeptów dał następującą radę:

"Zanurz się głęboko w poczucie 'ja'. Bądź go świadom tak mocno i tak intensywnie, żeby żadna inna myśl nie miała energii by się pojawić i rozproszyć cię. Jeżeli będziesz się trzymał tego poczucia 'ja' wystarczająco długo i wystarczająco mocno, fałszywe „ja” ulotni się, pozostawiając samo tylko nieprzerwane doświadczanie rzeczywistości, immanentne 'ja', czystą świadomość".

W innym miejscu zapytany o postępy na drodze Atma-vichary opisał je w następujący sposób:

„Kiedy dopiero zaczynamy kierować się do wewnątrz doświadczamy pokoju i błogości Jaźni w bardzo rozcieńczonej formie. Im głębiej się jednak zanurzamy, tym intensywniejsze jest to doświadczenie; w końcu przychodzi czas, kiedy w ogóle nie chcemy z niego wychodzić. W zamian pojawia się ciągłe parcie do zanurzania się głębiej i głębiej w Jaźni.
[…] Jeżeli praktykujesz intensywnie i poprawnie odkryjesz, że doświadczanie tego pokoju jest uzależniające. Kiedy to się stanie stracisz zainteresowanie czymkolwiek poza Jaźnią. [...]

Kiedy pozostawisz wreszcie wszystkie pragnienia i przywiązania ukaże ci się czyste złoto Jaźni. W tym ostatecznym stanie nie doświadczasz już pokoju i błogości. W tym stanie jesteś pokojem i błogością. Jesteś równy Śiwie”.

Pierwsza osoba - druga osoba.



W naukach Śri Ramany spotykamy się z pojęciem trzech osób: pierwszej [ja], drugiej [ty] i trzeciej [on, ona, ono]. Mówi się, że obiekty od których należy odwrócić uwagę są obiektami drugiej i trzeciej osoby, zaś podmiot, na który należy skierować uwagę, jest pierwszoosobowy.

Omawiający tę kwestię Sadhu Om - autor licznych cennych komentarzy i objaśnień do nauk Ramany Maharishi - trzymając się użytej niegdyś przez Bhagawana analogi projektora filmowego zwraca uwagę, że kiedy światło świadomości przechodzi przez kliszę naszych wasan przybiera dwie formy: widzącego [pierwszej osoby] i widzianego [drugiej i trzeciej osoby]. Oznacza to, że pierwsza osoba – ja jestem tym i tamtym - z którą powszechnie utożsamiamy się jako z „ja” w swoim codziennym życiu, jest już wypadkową wasan i jednym z obrazów [nazw i form] projektowanych na ekranie istnienia przez światło świadomości - nie jest czystą świadomością.

Kiedy w praktyce Atma-vichary odwracamy na wszystkich poziomach - od najgrubszych do najsubtelniejszych – naszą uwagę od myśli drugiej i trzeciej osoby zgodnie z nauką Bhagawana niszcząc [wygaszając, uciszając] te myśli jako nie-ja w miejscu i czasie wyłaniania, i kiedy jednocześnie i również z pomocą tego mechanizmu nasza uwaga kieruje i koncentruje się w stu procentach na pierwszej osobie, „ja”, wówczas ta pierwsza osoba ukazuje nam prawdę o sobie: ta pierwsza osoba „ja” objawia się nam jako druga osoba, jako „nie-ja”, i jako taka znika tak samo jak pozostałe różne od "ja" myśli drugiej osoby.

Tym co pozostaje jest czyste „ja jestem”, nazywane tutaj przez Bhagawana Ramanę sphuraną "Ja-Ja" lub "Ja jestem Ja" - i to nie jest ego. Jak powiedział Bhagawan: "Chociaż to pojawia się jako 'Ja-ja', to nie jest ego. To jest Rzeczywistość, Pełnia, Substancja Jaźni".
W tym momencie rozpoczyna się doświadczanie czystego istnienia, świadomości „ja jestem”. Jest to wkroczeniem we właściwy etap praktyki Atma-vichary, etap „tylko bycia”, na którym czyste światło świadomości wypala [niszczy, niweczy] nasze odwieczne ukryte skłonności. Kiedy wszystkie one ulegną anihilacji następuje urzeczywistnienie Jaźni.

Zwracamy na ten newralgiczny i bardzo subtelny punkt uwagę. Bez rzeczywistego, autentycznego - dokonanego realnie w praktyce, a nie wyobrażonego czy zrozumianego - odkrycia, że obecna pierwsza osoba jest fałszywą pierwszą osobą, że jest "nie-ja", nie będzie prawdziwej, pełnej Atma-vichary.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Wysiłek czy łaska?



"Jaźń pociąga cię z wewnątrz. Ty musisz próbować dosięgnąć jej z zewnątrz. Twoje próby są vicharą, głęboki wewnętrzny prąd jest łaską [arul]. Dlatego mówię, że nie ma prawdziwej vichary bez łaski ani aktywnej łaski bez Atma-vichary. Obie te rzeczy są konieczne".



Zapytany, co na tej drodze ma decydujące znaczenie - własny wysiłek czy łaska - Bhagawan Śri Ramana powiedział:

Pragnienie poznania siebie pojawiło się w tobie na skutek Łaski. To pragnienie poznania siebie jest jasnym i czytelnym znakiem działania Łaski Jaźni. Tak więc jako źródło twoich wysiłków działa już aktywnie Łaska. Łaska nie jest jakimś zewnętrznym atrybutem Jaźni lecz esencją jej natury. Płynie w twoim Sercu, stamtąd pociągając cię w głąb. Jedynym twoim zadaniem jest skierowanie uwagi do wewnątrz i poszukiwanie źródła "ja". To jest jedyny wymagany od nas osobisty wysiłek.

My, poprzez nasz wysiłek, staramy się dosięgnąć Jaźni z zewnątrz, łaska pociąga nas z wewnątrz; i wysiłek i łaska są niezbędne. Nie ma Atma-vichary bez łaski i nie ma aktywnej łaski bez Atma-vichary - mówi Śri Ramana.

Innym razem powiedział również:

To nie ciało pragnie otrzymać łaskę, dlatego pewnym jest, że to świadomość jest tym, co jaśnieje w tobie jako „ja”. Ty, którego naturą jest świadomość, nie jesteś w głębokim śnie połączony z ciałem, zmysłami, praną ani umysłem. Utożsamiasz się z nimi po przebudzeniu, nawet bezwiednie. Takie jest twoje obecne doświadczenie. Jedynym, co należy w tym momencie zrobić, to przestać się z tymi rzeczami utożsamiać. W stanie jawy i śnienia próbuj pozostawać takim, jakim jesteś w głębokim śnie. Ponieważ z natury jesteś niczym niezwiązany, musisz przetransformować stan niewiedzy głębokiego snu w którym jesteś wolny od formy i niezwiązany, w świadomy głęboki sen. Jest to jedyny sposób, byś mógł trwać ugruntowany w swojej własnej naturze. Nigdy nie zapominaj, że to doświadczenie może się pojawić tylko i wyłącznie po długiej praktyce. To doświadczenie da ci pewność, że twoja prawdziwa natura nie jest różna od natury Boga.

Jeżeli ty wykonasz praktykę własnym wysiłkiem aż po kres swoich możliwości, Najwyższy wykona za ciebie to, co leży poza twoimi możliwościami. Jeżeli jednak nie zrobisz nawet tego co znajduje się w twoim zasięgu, nie przypisuj nawet najdrobniejszej winy za to Bogu czy brakowi jego łaski.

Postawa



Jeżeli ci, którzy medytują nad Jaźnią, będą ciężko pracować, bez dopuszczania do siebie poczucia: "To gigantyczne wyzwanie! Nie ma nikogo, kto mógłby pomóc! Czy to jest dla mnie w ogóle możliwe?", wtedy pomoc Boga pojawi się automatycznie - zapewnia Śri Ramana. Zanim ta pomoc przyjdzie adept powinien pracować bez najmniejszego zachwiania wiary i na maksimum sił.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Summa iru



"Dla wszystkich poza tymi, którzy zakończyli już wszystko i których umysły są wolne od pragnień, pozostawanie nieporuszonym [summa iruttal] nie jest łatwe".



Indagowany o wyjaśnienie znaczenie pouczenia "summa iru" - tylko bądź lub bądź nieporuszony, najprostszego i najwyższego z pouczeń na ścieżce Śri Ramany, jednak dla większości nieuchwytnego i nader często błędnie interpretowanego jako trywialne wezwanie do nicnierobienia – Śri Ramana mówi:

Pytający: Co zrobić by zgodnie z twoim zaleceniem być wolnym od myśli? Czy jedyną metodą jest samobadanie „Kim ja jestem?”?

Śri Ramana: Pozostawaj tylko nieporuszonym [summa iru]. Zrób to i sam zobaczysz.

Pytający: To niemożliwe.

Śri Ramana: Dokładnie. Z tego właśnie powodu zalecam samobadanie „Kim ja jestem?”.

Wszystkie znajdujące się w umyśle od niepamiętnych czasów wasany unoszą umysł na zewnątrz i kierują go w stronę zewnętrznych obiektów. Wszystkie takie myśli muszą zostać porzucone a umysł zwrócony do wewnątrz. Aby tego dokonać u zdecydowanej większości ludzi konieczny jest wysiłek.
Oczywiście wszyscy, wszystkie książki mówią "summa iru" - tylko bądź lub bądź nieporuszony. Ale to nie takie proste. Dlatego niezbędny jest wysiłek. Nawet jeśli znajdzie się ktoś, kto natychmiast osiągnął stan Mouny lub najwyższy stan wskazywany słowami "summa iru" bądź pewien, że w jego przypadku cały potrzeby wysiłek miał miejsce w poprzednich wcieleniach.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Jagrat-sushupti



"O człowieku, który złapany w groźne sidła świata i rażony ostrymi strzałami srogich nieszczęść cierpisz wielce i poszukujesz osiągnięcia najwyższej szczęśliwości, wiedz, że tylko sen głęboki, w którym nie ma utraty świadomości [jagrat-sushupti], jest nieprzemijającą szczęśliwością. "



W naukach Śri Ramany Maharishi i komentarzach do nich spotykamy się z pojęciem jagrat-sushupti [dżagrat-suszupti] definiowanym jako „stan przebudzonego snu”, „sen w którym nie ma utraty przytomności/świadomości”, „świadomy sen głęboki” itp.

Jest to stan będący połączaniem świadomości stanu jawy z brakiem poznawania jakichkolwiek różnych od nas samych obiektów charakterystycznym dla snu głębokiego; jest w nim świadomość jawy i bezruch głębokiego snu. Jagrat-sushupti nie jest tym samym co rozpatrywane osobno jawa czy głęboki sen; mówi się, że jest atijagart (poza jawą) i atisushupti (poza snem głębokim); jest kombinacją pełnej świadomości i doskonałej nieporuszoności.
W stanie tym pozostajemy świadomi swojego własnego istnienia (jak na jawie, z tym, że tutaj to poczucie istnienia jest czyste, niezmieszane z żadnym dodatkiem), lecz poznający obiekty umysł nie pojawia się (jak w głębokim śnie).

Stan jagrat-sushupti pojawia się w wyniku stałego wnikania w siebie za pomocą praktyki Atma-vichary i jest stanem doświadczania czystego „ja jestem”. W pewnym uproszczeniu można powiedzieć, że zadaniem praktykującego samobadanie jest "przywołanie" w stanie jawy, będąc w pełni przytomnym/świadomym, stanu głębokiego snu.(1A)
Jak powiedział raz Bhagawan do jednego z pielgrzymów: „Musisz przekonwertować stan nieświadomości głębokiego snu w świadomy głęboki sen. Jest to jedyny sposób, byś mógł trwać ugruntowany w swojej własnej naturze. Nigdy nie zapominaj, że to doświadczenie może się pojawić tylko i wyłącznie po długiej praktyce”.

Adept musi podejmować wysiłki przebywania w tym stanie dopóki wszystkie skłonności [wasany], odciągające go od niego nie wyczerpią się całkowicie. Kiedy aspirant z wysiłkiem przywołuje ten stan i wydaje się, że stan ten przychodzi i odchodzi, jest to wciąż jeszcze etap praktyki, aczkolwiek zaawansowany. Kiedy stan ten panuje nieprzerwanie we wszystkich dotychczasowych stanach (jawy, śnienia i snu głębokiego) a na skutek całkowitego wypalenia wasan przez jnanagni zerwany zostaje węzeł ćit-jaga-granthi, te trzy stany przestają dłużej alternować. Pozostaje wówczas tylko jeden stan: Turiya lub Turiyatita.

____________
(1A) Uwaga: na podstawie tego, co tutaj napisane czytelnik nie powinien wyciągać wniosku, że Atma-vichara prowadzi do jakiegoś stanu odrętwienia, zamroczenia, półsnu, lunatyzmu lub czegokolwiek podobnego, gdyż będzie to ze wszech miar błędnym, odwrotnym od stanu faktycznego wnioskiem. Stan Jaźni jest stanem pełnej, czystej, doskonałej świadomości, przy którym nasz aktualny stan jawy wydaje się lunatycznym tańcem.

Opisywany tutaj stan jest z całą pewnością jest to daleki od stuporu, lunatyzmu, otępienia czy podobnych rzeczy.

Ci zaś, którzy w swojej praktyce dochodzą do stanu otępienia lub zasypiają, niechybnie gdzieś popełniają błąd, wykonują praktykę tylko częściowo uciszając umysł lecz nie wnikając w żródło umysłu, lub/i ich umysł jest zanieczyszczony tamasem, z którym w pierwszej kolejności należy się uporać.

Nie należy również mylić opisywanego tutaj stanu ze stanem laya, który jest stanem zawieszenia funkcji umysłu, w którym jednak brak przytomnego trzymania się "ja jestem". Jest to tego samego typu stan co sen głęboki w jaki codziennie wchodzimy na skutek zmęczenia. Stan ten można również osiągnąć poprzez pewne praktyki, jest on jednak bezwartościowy w kontekście Wyzwolenia ponieważ:

a) koliduje z codziennymi czynnościami z którymi nie da się go pogodzić;
b) odczuwana w nim szczęśliwość jest podobna do tej odczuwanej podczas głębokiego snu i podobnie przekłada się na życie codzienne;
c) nie są w nim niszczone sanskary ani wasany, adept wychodzi z niego z tą samą wiązką sanskar i wasan.

I choć stan laya w skutkach niewiele różni się od snu głębokiego - o ile w ogóle się różni - to cześć ludzi uznaje go za najwyższe duchowe osiągnięcie, kwestionując istnienie ponad nim stanu sahaja samadhi czyli inaczej stanu naturalnego, równoznacznego z Wyzwoleniem.

W swoim traktacie o samadhi Swami Sivananda nazywa takie stany jada-samadhi i wypowiada się o nich mocno krytycznie mówiąc m.in.: "Takie stany nie mają wartości, są rodzajem akrobatycznej sztuczki i wewnętrznej gimnastyki; nie dają Wyzwolenia czyli Mukti; takie sztuczki oszukują laików".

Swami Annamalai tak mówi o stanie laya: "Laya (czasowe wstrzymanie wszystkich władz/funkcji umysłu w transopodobnym stanie) jest w zasadzie tym samym co głęboki sen. Doświadczanie takiego stanu nie jest pomocne w sadhanie. Laya to nie jest medytacja, to jest nieświadomość – to guna tamasu w bardzo silnej formie. Medytacja wymaga świadomego/przytomnego, a nie nieświadomego umysłu. Głęboki sen i stan laya zwiększają utożsamienie z umysłem. Możesz odczuwać odrobinę pokoju w stanie laya, lecz kiedy z niego wyjdziesz, umysł staje się na powrót bardzo aktywny i cały pokój pryska."

Ramana Maharishi radzi, że, aby takich niepożądanych na jego ścieżce stanów uniknąć, należy od początku praktykować z samouważnością tzn. trzymając się światła "ja jestem". Z podobną dezaprobatą odnosi się do stanów tzw. "pustki", "pustkości" czy "nicości" mówiąc, że zdarzają się one u początkujących, lecz nie będą się zdarzać, jeśli uczeń porusza się od początku z samouważnością po promieniu "ja jestem".

Więcej o stanach laya można znaleźć w znajdujących się na naszych stronach tekstach Sadhu OM czy Swamiego Annamalai.


"Tak jak poprzez ubijanie śmietany uzyskuje się masło lub jak przez pocieranie roznieca się ogień, tak też przez nieustającą czujną stałość w Jaźni, nieprzerwaną jak nieustający przepływ oliwy przez knot lampy, odkrywa się naturalny i niezmienny stan zwany sahaja nirvikalpa samadhi, który z łatwością i spontanicznie daje bozpośrednie, niezakłócone i uniwersalne postrzeganie Najwyższego, które jest jednocześnie Wiedzą i Doświadczeniem przekraczającym czas i przestrzeń.
To jest Urzeczywistnienie Jaźni.
Fałszywe zwodzenie ignorancji, przewrotne i odwieczne skłonności umysłu zostaja zniszczone, wszystkie wątpliwości rozproszone, a więzy karmy zerwane.
I to jest Wyzwoleniem".



Jeżeli praktyka prowadzona jest poprawnie, wystarczająco głęboko i intensywnie, to u adepta budzi się wewnętrzna moc Jaźni przejmująca władanie umysłem. Można powiedzieć, że jego umysł zostaje sprowadzony do stanu Czystej Świadomości i zaczyna jaśnieć w czystej formie, jako bezosobowe ‘ja’. Śri Ramana określa tę bezosobową świadomość mianem ‘Ja jestem Ja’ (lub Ja-Ja), by odróżnić ją od poczucia ego przybierającego formę ‘ja’ (świadomości 'ja jestem tym ciałem'). Pociąga to za sobą wygaśnięcie ego w jego obecnej formie - skończone ego rozpływa się w nieskończonej Jaźni. Wraz z wygaśnięciem ego znika cała niedoskonałość i wszystkie troski nękające człowieka; ustają pożądania, lęki, niepokoje i cierpienia. Prawdziwe ja nigdy nie było ich podmiotem, należały wyłącznie do ego i rozpłynęły się wraz z jego zniknięciem. W stanie nieobecności ego Jaźń jaśnieje samoistnie w swojej własnej chwale jako sat-ćit-ananda [istnienie-świadomość-szczęśliwość].

„Życie codzienne nie jest czymś oddzielnym od Stanu Wiecznego. Jak długo wyobrażasz sobie, że życie codzienne jest różne od duchowego, tak długo kłopoty mają miejsce. Jeśli właściwie rozumie się życie duchowe, widzi się, że życie aktywne nie jest od niego różne”.



Większość ludzi sądzi, że duchowość jest całkowicie oderwana od życia codziennego i z trudem wyobraża sobie, aby mogło być inaczej, uznając najczęściej transopodobne stany i wizje pojawiające się niektórym świętym czy jogom za istotną duchowość, sądząc, że to niedosiężne wyżyny ducha. Ramana Maharishi poucza, iż wszystkie wizje, nawet te boskie, manifestują się poniżej płaszczyzny urzeczywistnienia; w istocie powstają w umyśle, świadczą o jego niedostatecznym oczyszczeniu i jako takie są przeszkodą, a nie celem na duchowej ścieżce. Prawdziwa duchowość jest od nich całkowicie wolna - jest istnieniem w naszym naturalnym stanie, jako istnienie-świadomość-szczęśliwość [sat-ćit-ananda]. Tego rodzaju transy i wizje mogą się pojawiać na początkowych etapach duchowej drogi i przez poważnych adeptów powinny zostać natychmiast odrzucone.
Praktyka Atma-vichary zaczyna się powyżej ich poziomu i jest od nich całkowicie wolna.

Podobnie ma się sprawa z siddhi czyli tzw. cudownymi mocami, które choć powszechnie są uznawane za oznakę wielkości ducha, to wcale takimi nie są, stanowiąc pułapkę dla duchowego aspiranta. Jeśli zdarzają się urzeczywistnionym mędrcom [Jnanim], wówczas mają inny charakter, przejawiając się bez poczucia sprawstwa i nie niosąc z sobą zagrożeń (więcej o siddhi piszemy w zakładcach Adwaita, ten temat jest też obszerniej omówiony w Guru Vachaka Kovai).

Pewnego razu zapytano Śri Ramanę w jaki sposób pogodzić oddanie Jaźni z codziennymi obowiązkami? Bhagawan odpowiedział: „Dlaczego uważasz, że jesteś działającym? Spójrz na swój przyjazd tutaj. Opuściłeś dom, wsiadłeś w samochód by pojechać nim na dworzec kolejowy, kupiłeś bilet na pociąg, który przywiózł cię do tej stacji i znów wsiadłeś w samochód, by ostatecznie znaleźć się tu gdzie jesteś. Gdyby cię zapytano, powiedziałbyś, że ty przyjechałeś tutaj ze swojego domu. Czy to rzeczywiście prawda? Faktem jest, że przez cały czas pozostałeś nieporuszony, poruszały się jedynie środki lokomocji, z których korzystałeś. Te aktywności traktujesz jako twoje, choć w istocie rzeczy takie nie są; podobnie ma się sprawa ze wszystkimi pozostałymi działaniami. To nie są twoje działania, wszystko jest działaniem Boga”. Pytający zaprotestował, mówiąc, że taka postawa szybko doprowadziłaby do kompletnej pustki umysłowej i zastoju w pracy. Mędrzec odparł: „Wejdź w tę pustkę i wtedy mi o niej powiedz”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Czy praktyka samobadania [Atma-vichary] jest trudna?(1B)



"To dojrzałość umysłu [ćitta-paripaka] jest tym, co sprawia, że to co ekstremalnie trudne dla wielu, jest ekstremalnie łatwe dla tych kilku".



Wielu twierdzi, że praktyka samobadania wg Ramany Maharishi jest bardzo trudna. W jednej z rozmów Śri Ramana odniósł się do tego wątku, przy okazji pokazując, dlaczego czasami zalecał – lub wydawał się zalecać – pytającym ścieżkę inną niż Atma-vichara:

Jeden z odwiedzających gości powiedział kiedyś do Ramany: „Bhagawanie, samobadanie [Atma-vichara] jest bardzo trudne. Czy zamiast niego mogę praktykować taką to a taką jogę i medytację?”. Śri Ramana skinął głową na potwierdzenie. Kiedy gość odszedł, niektórzy z uczniów zaczęli się głośno zastanawiać, dlaczego Bhagawan dał najwyraźniej przyzwolenie na takie praktyki, Śri Ramana wyjaśnił więc:

„Stwierdził 'Samobadanie jest bardzo trudne', co znaczy, że wcale nie chciał go praktykować, co więc mogę zrobić? Nawet gdybym powiedział mu, żeby nie praktykował tej jogi i medytacji to i tak nie podjąłby się praktyki Atma-vichary. Za kilka miesięcy wróci i powie, że ta joga i medytacja są zbyt trudne pytając, czy może w zamian praktykować dżapę. Po pewnym czasie wykonywania dżapy zauważy, że jego umysł wciąż jest niespokojny, wróci tu więc i zapyta, czy może w zamian zająć się śpiewaniem religijnych pieśni. To wszystko oznacza, że nie jest zdatny do jakiejkolwiek praktyki. Jeżeli człowiek jest w stanie podjąć pewien wysiłek by śpiewać pieśni, wykonywać dżapę czy jakąkolwiek inną sadhanę, może on ten sam trud włożyć w praktykowanie samobadania [Atma-vichary]”.

Innym razem ktoś powiedział do Bhagawana, że ma wrażenie, iż traci czas praktykując samobadanie, ponieważ chociaż wielokrotnie próbował je praktykować zawsze okazywało się, że tracił uważność, zapytał więc, czy nie byłoby lepiej, gdyby w zamian praktykował jakąś dżapę? Na co Bhagawan odrzekł: „Nie masz się czego bać. Jesteś jak człowiek, który boi się puścić gałęzi drzewa, chociaż obiema nogami stoi na ziemi. Sądzisz, że nawet jeśli ty puszczasz uchwyt, którym trzymałeś się Jaźni, to Jaźń kiedykolwiek może puścić uchwyt, którym trzyma ciebie?”

____________
(1B) W Atma Vidya Kirtanam Śri Ramana nazywa praktykę Atma-vichary łatwą mówiąc: "Poznanie Jaźni jest tak bardzo łatwe! Oh, jakże łatwe!". Jest to niewątpliwie prawdą, gdy spojrzymy na Atma-vicharę z obiektywnego punktu widzenia, gdyż tak patrząc okazuje się ona łatwą a wręcz ze wszystkich ścieżek najłatwiejszą, ponieważ nie wymaga od nas podejmowania żadnych działań ze strony ciała, mowy czy umysłu, jakich wymagają wszystkie inne praktyki czy ścieżki. Samouważność polega na trzymaniu się czystego poczucia „ja jestem”, które jest dla nas tak naturalne i oczywiste, że nie może być nic prostszego i bardziej przystępnego ponad to.

Jeżeli jednak spojrzymy na nią okiem początkującego adepta, którego umysł jest jeszcze pełen różnorodnych nawyków i skłonności, którego poczucie „ja jestem” jest silnie zmieszane z dodatkami takimi jak „tym ciałem”, a on sam przedziera się dopiero przez wstępne etapy ścieżki Śri Ramany, to dla takiego adepta praktyka ta będzie trudna lub bardzo trudna. Jednakże w miarę jak taki adept wytrwale, niezłomnie i uporczywie podejmuje praktykę samouważności, jego umysł odwraca się od nawykowego kierowania się na obiekty i zwraca się w stronę Jaźni, poczucie „ja jestem” oczyszcza się z dodatków, a praktyka staje się coraz łatwiejsza. Na zaawansowanym szczeblu adept jest w stanie szybko i bez trudu uchwycić poczucie „ja jestem” i utrzymywać na nim uwagę – dla takiego adepta Atma-vichara jest łatwa.

Jednakże w dzisiejszych czasach daje się zaobserwować zjawisko deklarowania łatwości Atma-vichary głoszonego ustami początkujących duchowych aspirantów. Chociaż nie przedarli się oni jeszcze przez wstępny, przygotowawczy etap tej ścieżki, twierdzą, że samobadanie nie sprawia im żadnych lub większych trudności i że są w stanie wykonywać je bez większych problemów w każdych okolicznościach - ba, zabierają się nawet za nauczanie tego innych.

Czy aby na pewno jest tak łatwo? Jeśli przyjrzeć się bliżej, wykonywana przez nich „Atma-vichara” okazuje z reguły być mentalną „vicharą”, polegającą zazwyczaj na zadaniu sobie co jakiś czas mentalnie pytania „kim jestem?” (lub podobnego), próby otrzymania szybkiej intuicyjnej odpowiedzi na to pytanie, łączenia tego pytania z jakimiś przeciwstawnymi do Atma-vichary technikami, albo też „siedzenia” proforma chwilę lub dwie dziennie i zadawaniu sobie tego pytania.

Taka „vichara” jest bez wątpienia łatwa, z tym, że nie jest to właściwa praktyka Atma-vichary wg Śri Ramany Maharishi.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Atma-vichara a tajemniczość.



"Nazywanie prawdy Jaźni - która jest naturalna dla każdego - tajemnicą, jest świetnym żartem".



Są i tacy, którzy stawiają Atma-vicharze następujący zarzut: jest tajemnicza.

Wiele lat temu odniósł się już do niego Śri Ramana Maharishi słowami: „Cała tajemnica tej ścieżki jest taka, że nie ma żadnej tajemnicy”.

Bhagawan Śri Ramana naucza swojej ścieżki w sposób całkowicie otwarty, prosty, w żadnym wypadku niczego nie okrywając tajemnicą. Podobne podejście czytelnik znajdzie też na naszej stronie: w umieszczanych tutaj tekstach unikamy wszelkich komplikacji i niejasności, wszystkie aspekty ścieżki Śri Ramany omawiane są w sposób skrajnie prosty, wręcz łopatologiczny, spotykamy się nawet z zarzutem zbytniej otwartości. Jeśli niektóre z tłumaczonych tekstów z uwagi na styl pisarski autora są trudniejsze w odbiorze, to zazwyczaj staramy się w przekładzie niwelować tę trudność jak to tylko możliwe.

Skąd więc ten zarzut o tajemniczość?

W 965-970 wersach Guru Vachaka Kovai Śri Ramana wykłada istotę boskiej łaski wyjaśniając, że po to, aby jivy nie miały najmniejszej trudności z poznaniem i osiągnięciem Boga, Najwyższy w swej nieprzebranej Łasce jaśnieje w każdej bez wyjątku jivie nie jako coś różnego od niej ale jako niezbywalne, zawsze obecne „ja jestem”. Mówi również, że w takiej sytuacji błędem jest oskarżanie Boga o brak łaski w stosunku do nas; wprost przeciwnie – ponieważ jivy nie kierują uwagi na Jaźń, istnienie-świadomość, które zawsze jaśnieje jako „ja jestem”, lecz nieustannie kierują swoją uwagę na obiekty drugiej i trzeciej osoby, o niełaskawość nie należy oskarżać Boga, a jedynie jivy.

Ponieważ Atma-vichara nie jest niczym innym niż metodą uchwycenia i trzymania się poczucia „ja jestem”, dlatego stawiane jej oskarżenia o tajemniczość czy niedostępność można odeprzeć tą samą, użytą przez Bhagawana we wspomnianych wersach logiką, wskazując nas samych jako właściwych adresatów zarzutów o jakąkolwiek tajemniczość.

Atma-vichara nie jest tajemnicza, Atma-vichara jest subtelna. Wymaga uchwycenia i trzymania się samego tylko "ja jestem", o którym mówi się, że jest najsubtelniejszym z subtelnych.

Do praktykowania właściwej samouważności potrzebny jest zwrócony do wewnątrz czysty i subtelny umysł, wyposażony w beznamiętność, zdolność rozróżniania i potężne mumukszu (pragnienie Wyzwolenia). Jeśli umysł jest ekstrawertyczny, rozbiegany czy ociężały (radżasowy czy tamasowy), zauroczony światem i nakierowany na zewnętrzne obiekty, praktyka samobadania się nie uda. Takiemu umysłowi Atma-vichara może wydawać się tajemnicza.

„Osiąga się to dzięki praktyce i beznamiętności i następuje to tylko stopniowo. Umysł, będący przez długi czas krową przyzwyczajoną do ukradkowego skubania trawy na cudzych włościach, nie daje się łatwo zamknąć w swojej zagrodzie. Choćby nie wiadomo jak bardzo pasterz kusił ją soczystą trawą i wspaniałą paszą, za pierwszym razem nie chce tego jeść; potem bierze odrobinę, ale przejawiają się jej wewnętrzne skłonności by się błąkać i umyka. Wytrwale kuszona przez właściciela przyzwyczaja się do obory i wreszczie nawet puszczona luzem - nie oddala się. Podobnie jest z umysłem. Kiedy raz znajdzie wewnętrzne szczęście, nie będzie błądził na zewnątrz”.



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Wyjątkowość Atma-vichary.


Atma-vichara nauczana przez Bhagawana Śri Ramanę Maharishi różni się zasadniczo od wszystkich innych znanych dróg mających prowadzić do Wyzwolenia (czy duchowych dróg w ogóle), będąc zarazem ich dopełnieniem i ukoronowaniem.

1. Na pozostałych ścieżkach praktykujący wciąż przyjmuje ego za siebie, za swoje prawdziwe ja, popełniając tym samym elementarny błąd zafałszowujący wszystkie efekty sadhany. Na ścieżce Atma-vichary błąd ten nie jest popełniany.

2. Atma-vichara jest praktyką bycia a nie działania.

3. W praktyce Atma-vichary uwaga jest skupiona na pierwszej osobie, podczas gdy na innych ścieżkach uwaga kieruje się na obiekty drugiej lub trzeciej osoby.

4. Atma-vichara jest praktyką bezpośrednio prowadzącą do Wyzwolenia, gdyż jej istota polaga na bezpośrednim skierowaniu uwagi na Jaźń i trzymaniu się jej. Nie ma tutaj żadnego pośredniego elementu nienależącego do Jaźni.

5. Właściwa Atma-vichara zaczyna się tam, gdzie inne drogi, oparte o przyjmowane za samego siebie ego, w najlepszym razie się kończą.

6. Ścieżka Atma-vichary wiedzie poprzez "ja" i ma naturę Jaźni. Gdyby praktyka nie miała natury Jaźni, nie mogłyby doprowadzić do Jaźni. Jeżeli środek wiodący do celu nie jest tej samej natury co cel, nie doprowadzi do niego.

7. Ścieżka Śri Ramany jest ścieżką doświadczania(1C), nie wiary czy wyobraźni.

8. Praktyka Atma-vichary jest metodą niesiłową. Nie polega na konfrontacji z umysłem czy siłowym opanowywaniu i kontrolowaniu go, lecz na odżywotnieniu umysłu-ego, niepozwalaniu na jego pojawianie się i rozpuszczeniu/roztopieniu go w Jaźni.

9. Atma-vichara jest jedyną sadhaną niszczącą ego, każda inna droga zakłada zachowanie ego-umysłu jako instrumentu wykonującego sadhanę i nie może być praktykowana bez niego.

10. Atma-vichara naprawdę niszczy wasany, która giną tylko wystawione na światło Jaźni; inne metody jedynie je tłumią - kiedy powściągnięcie ustaje, wasany odżywają.

11. Jako jedyna Atma-vichara kieruje nas do miejsca, z którego jako jivy się wyłoniliśmy.

12. Jest całkowicie nieformalna – nie wymaga żadnych inicjacji, namaszczeń, sakramentów, rytuałów, nabożeństw, ślubów, kursów, dyplomów, zaświadczeń, przyjęcia sannjasy, przynależności do jakiejkolwiek religii, noszenia specjalnych szat czy fryzur, zamknięcia się w klasztorze ani niczego podobnego. Jak powiedział Ramana Maharishi: u wartościowego ucznia cała praca odbywa się wewnątrz.

Śri Ramana porównywał czasem Atma-vicharę do kuszenia soczystą trawą krowy, która nam ucieka by podjadać na cudzych włościach, tak aby ta z czasem wróciła do swojej zagrody i nawet puszczona wolno nie uciekała.

Powiedział też:

Nikt nie może zniszczyć natury (pojawiania i rozbiegania się poprzez zmysły) umysłu przez konfrontację z nim. Jedyną metodą zniszczenia umysłu jest ignorowanie go jako czegoś nieistniejącego (tzn. jako zwykłego fałszywego przejawienia). Jeżeli poznajesz Jaźń i stale przebywasz w Jaźni, podstawie (dla pojawiania się i znikania) natury umysłu, wówczas szybkość umysłu (tzn. szybkość z jaką pojawia się i rozbiega poprzez zmysły) będzie stopniowo spadać aż do całkowitego zatrzymania.

Bhagawan zwraca również uwagę na fakt, że cały proces następuje z reguły stopniowo i powoli, porównując go jednym razem do krowy kuszonej soczystą trawą, która z wolna zmienia swój nawyk uciekania na zewnątrz, a innym razem do gęstego lasu, którego drzewa aby zapłonąć ogniem jnany [jnanagni] muszą zostać wysuszone. Drzewa w tym przepastnym, gęstym lesie to niezliczone wasany [ukryte skłonności], które aby mogły się zapalić i spłonąć na popiół muszą najpierw zostać wysuszone, co dokonuje się za pomocą vairagyi [beznamiętności] lub niekierowania na nie uwagi. Dopiero kiedy las wasan jest suchy, może spłonąć w ogniu prawdziwej wiedzy [jnanagni], kiedy to światło Czystej Świadomości jak potężna ściana gorejącego ognia dopada i natychmiastowo pożera cały rozległy, gęsty i suchy las, zmieniając go w popiół.

Na pocieszenie w Guru Vachaka Kovai dodaje:

Jeżeli człowiek codziennie praktykuje w ten sposób wówczas nieczystości są usuwane z jego umysłu, który staje się coraz czystszy i czystszy do tego stopnia, że praktyka staje się tak łatwa, iż umysł dosięga Serca, kiedy tylko samobadanie się rozpocznie.

____________
(1C) Słowo "doświadczania" jest tutaj użyte z braku lepszego określenia. Nie chodzi w tym wypadku o takie doświadczanie jakie zachodzi w odniesieniu do obiektów zmysłowych.

"Joga naucza: czitta writti nirodha (powściagnięcie zjawisk świadomościowych).
Ale ja mówię: Atma-vichara. To jest praktyczna droga.
Czitta writti nirodha ma miejsce w czasie snu głębokiego, omdlenia lub wygłodzenia. Jak tylko przyczyna znika, wracają myśli. Jaki więc jest z tego pożytek? W stanie stuporu (omdlenia) jest pokój i nie ma niedoli. Ale niedola zjawia się znowu, kiedy stupor zostanie usunięty. Tak więc nirodha jest bezużyteczna i nie przynosi trwałych korzyści".



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Atma-vichara versus inne ścieżki.


Zadanie wszystkich ścieżek duchowych poza Atma-vicharą [samobadaniem, samouważnością] ogranicza się do oczyszczenia umysłu, ponieważ nie są one w stanie zniweczyć ego.

Odnosząc się do takich "innych" dróg w trzecim wersie Istoty Pouczenia Bhagawan powiedział: „[...] bezinteresowne działanie [niskamya karma] poświęcone Bogu, oczyszcza umysł i wskazuje Drogę do Wyzwolenia”.

Tą wiodącą przez anihilację ego „Drogą do Wyzwolenia” jest wyłącznie Atma-vichara, jednak tylko oczyszczony umysł jest w stanie to rozpoznać. Ten, kto jest zdolny to zobaczyć, nie ma potrzeby podążać jakąkolwiek inną ścieżką, ponieważ Atma-vichara nie tylko w ostatecznym rozrachunku zniszczy jego ego, lecz w międzyczasie oczyści umysł dużo sprawniej i skuteczniej niż jakakolwiek inna metoda.

Inne ścieżki przeznaczone są dla tych, którzy nie zdają sobie jeszcze sprawy, że celem jest pozbycie się "ja" osobowego [ego] i że droga do tego prowadzi wyłącznie poprzez samouważność. Takich ludzi nie można jeszcze nazywać dojrzałymi aspirantami duchowymi, ponieważ dojrzały aspirant to taki, u którego pojawiła się autentyczna miłość do rozpuszczenia osobowego „ja” [ego].

Jedyną korzyścią jaką można odnieść z podążania takimi "innymi" ścieżkami jest oczyszczenie umysłu do tego stopnia, by rozpoznać znaczenie samouważności i stać się gotowym do jej podjęcia. Jak powiedział Śri Ramana korzyść z oczyszczonego umysłu jest taka, że wskazuje on drogę do Wyzwolenia, tj. oczyszczenie umożliwia umysłowi rozróżnienie, zrozumienie i zdobycie pełnego przekonania, że trzymanie się "ja jestem" jest jedyną ścieżką do Wyzwolenia i pozwala stawiać na niej pierwsze - i kolejne - kroki.

Atma-vichara wydaje się być „intelektualną analizą siebie” wyłącznie tym, którym brak dostatecznej czystości umysłów by pojąć, że możemy poznać siebie tylko przez samouważność i w konsekwencji brak również dostatecznego umiłowania samouważności, która jest poprawną metodą praktykowania Atma-vichary.

Samobadanie jest jedyną niezawodną, bezpośrednią metodą urzeczywistnienia nieuwarunkowanego Absolutnego Istnienia, którym naprawdę jesteśmy. Każda inna duchowa droga zakłada zachowanie umysłu jako instrumentu wykonującego sadhanę i nie może być praktykowana bez niego. Ego może na kolejnych stopniach tych ścieżek przyjmować różne, coraz subtelniejsze formy, jednak nigdy nie zostanie zniszczone.

Próby zniweczenia ego poprzez inne, pośrednie sadhany, przypomina złodzieja, który przebrał się za policjanta i łapie złodzieja, tj. samego siebie. Tylko samouważność może ukazać prawdę, że ani ego ani umysł tak naprawdę nie posiadają istnienia i umożliwić adeptowi urzeczywistnienie czystego, niezróżnicowanego Istnienia [Jaźni lub Absolutu].

Czyste bycie Jaźnią, którą w istocie jesteśmy, jest jedyną możliwością urzeczywistnienia pełni szczęśliwości [ananda] będącej naszą istotną naturą. Ponieważ Jaźń nie jest świadoma niczego innego poza samą sobą [ja jestem], „bycie Jaźnią” oznacza po prostu nie bycie świadomym niczego innego poza „ja”, co jest wszystkim, czego praktyka Atma-vichary wymaga. Śri Ramana powiedział w 26 wersie Istoty Pouczenia: „ […] Poznać siebie, znaczy być sobą, gdyż nie ma dwóch jaźni [...]”.

Każda inna sadhana wymaga wykonywania jakichś działań [karma] przez umysł, ciało czy mowę, podczas gdy Atma-vichara wymaga jedynie rozpuszczenia umysłu bez śladu najmniejszego nawet działania poprzez utrzymanie pełnej uwagi na jego źródle, „ja jestem”. Zatem wszystkie inne sadhany są praktykami „działania”, podczas gdy Atma-vichara jest praktyką „bycia kim naprawdę jesteśmy” w doskonale czystej samoświadomości. Ponieważ „bycie” jest znacznie łatwiejsze niż „działanie”, dlatego Bhagawan nazwał Atma-vicharę najłatwiejszą ze wszystkich ścieżek.

Kiedy Śri Ramana mówi, że tylko samouważność może ukazać prawdę o tym, że ego i umysł nie posiadają istnienia, nie jest w ten sposób - jak niektórym mogłoby się wydawać - bynajmniej stronniczy promując swoją ścieżkę i nie krytykuje pozostałych dróg. Komunikuje jedynie prawdę o tym, że pozostałe ścieżki mogą oczyścić umysł, ale nie mogą go zniweczyć (czasami nawet zalecał zadającym mu pytania pielgrzymom niektóre z tych poślednich ścieżek). Nie należy jednakże mylić ścieżek służących oczyszczeniu umysłu ze ścieżką niweczącą umysł i prowadzącą do Wyzwolenia, która jest jedyną istotnie nauczaną przez Bhagawana Śri Ramanę Maharishi.

Bhagawan naucza, że Atma-vichara jest ścieżką bezpośrednią, ale to wcale nie znaczy, że namawia nas do ataku na umysł i bezpośredniej konfrontacji z nim, gdyż nie na tym polega jej bezpośredniość. Polega ona na bezpośrednim skierowaniu uwagi na Jaźń, „ja jestem”, by w ten sposób pozostawać w Jaźni ignorując umysł. Można zatem powiedzieć, że Atma-vichara jest "ukrywaniem" się przez umysłem i unikaniem go, a nie konfrontacją z nim twarzą w twarz.

Jest to ta sama taktyka za pomocą której Rama pokonał demona Vali. Vali miał taki dar, że przejmował połowę mocy tego, kto konfrontował się z nim twarzą w twarz, dlatego automatycznie stawał się potężniejszy od każdego przystępującego z nim do walki. Dlatego Rama nie mogąc go pokonać w ten sposób ukrył się za drzewem i strzelił do niego od tyłu.

Tak samo jak Vali przejmował połowę mocy swoich przeciwników, tak samo i my, próbując walczyć z umysłem [ego] w bezpośrednim boju oddajemy mu połowę naszych sił, gdyż nasza uważność jest tym co go odżywia i podtrzymuje; im więcej zatem poświęcamy mu uwagi (tj. im więcej generujemy myśli), tym więcej dajemy mu siły. Dlatego jedynym sposobem zniszczenia umysłu [ego] jest skierowanie i skupienie całej uwagi na „ja”, ignorując w ten sposób wszystkie inne myśli, które konstytuułują umysł.

Wszystkie inne sadhany będące pewnymi działaniami wykonywanymi przez „ja”, usiłują zniweczyć umysł używając umysłu jako służącego temu narzędzia, dlatego Bhagawan porównuje je do kogoś próbującego pokonać twarzą w twarz demona Vali lub do złodzieja przebranego za policjanta łapiącego samego siebie, czy też do kogoś, kto usiłuje złapać własny cień...

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Prawdziwy tapas.


"Niestety, na skutek złudzenia spowodowanego brakiem wiedzy o tym, że będący naturalnym obowiązkiem człowieka tapas powinien być wykonywany z miłością, ludzie torturują się ogniem cierpiętniczego tapasu pomimo że Ocean Szczęścia – cel prawdziwego tapasu - nieustannie puka swymi falami do ich drzwi".



W słownikach termin „tapas” definiowany jest jako asceza, literalnie zaś słowo to oznacza wypalanie ogniem lub wymierzone w siebie katusze. Zwyczajowo wyróżnia się kilka rodzajów ascezy odnoszących się do ciała, mowy lub umysłu, dzieląc je dalej na ascezę sattwiczną czyli czystą, radżasową czyli skażoną ostentacją lub pragnieniem by zyskać zaszczyty czy sławę oraz tamasową, która polega na torturowaniu siebie lub krzywdzeniu innych istot.

Jednakże Bhagawan Śri Ramana w 30 wersie Istoty Pouczenia daje nam nową definicję tego słowa mówiąc, że doświadczanie tego, co pozostaje po usunięciu wszelkich śladów „ja” osobowego, czyli stan Atma-nishta (tzn. przebywanie w Jaźni, która jest Oceanem Szczęścia) jest prawdziwym, doskonałym tapasem. Jako że Jaźń jest Oceanem Szczęścia, przebywanie w niej nie może być w żadnym wypadku cierpieniem czy katuszą.

Wprawdzie w kontekście bezpośredniej ścieżki mówi się czasem o „srogim tapasie”, jednak jego srogość nie jest żadną miarą cierpieniem czy torturowaniem się. Czym więc jest?(1D)

Niektórzy w imię uprawiania tapasu wykonują surowe praktyki względem ciała, które mogą być nazwane tapasem wyłącznie w literalnym znaczeniu tego słowa i są wykonywane tylko po to, by spełnić pragnienia w tym lub następnym świecie. Pragnienia te mogą być samolubne (zaspokojenie własnych potrzeb) lub niesamolubne (zaspokojenie potrzeb innych czy świata), lecz mogą one występować tylko tak długo, jak długo trwa ego. Jednak celem prawdziwego tapasu jest Ocean Szczęścia, który może zostać osiągnięty tylko wtedy, gdy ego jest unicestwione.

Zatem adepci starający się podążać bezpośrednią ścieżką powinni unikać takich umacniających ego praktyk i wykonywać tylko prawdziwy, najwyższy tapas polegający na unicestwianiu ego. Jedyną ścieżką tapasu niszczącego ego jest samouważność [Atma-vichara]. Czy samouważność jest samotorturowaniem się? Ponieważ istnieje zasada „Jaka droga, taki cel”, droga jest zawsze takiej samej natury jak cel i ponieważ każdy z nas wie z doświadczenia głębokiego snu, że stan nieobecności ego jest pełen błogości, jasnym jest, że porzucenie ego i trzymanie się Jaźni [samouważność], która jest czymś wszystkim nam najbliższym i najdroższym, jest również doświadczeniem błogości, dalekim od doświadczania tortur, cierpień, katuszy czy nieszczęść.

Jeżeli praktykujemy samouważność [Atma-vicharę], lecz nie doświadczamy przy tym szczęśliwości-błogości o której tutaj mowa, to znaczy, że tak naprawdę jeszcze nie praktykujemy właściwej Atma-vichary: albo jesteśmy dopiero na będących do niej wstępem etapach, albo praktykujemy coś zupełnie innego sądząc, że to Atma-vichara.

Szczęśliwość jest naszą prawdziwą naturą, jednak wskutek zrodzonego z ignorancji braku uważności Jaźni porzucamy ją i cierpimy. Dlatego naszym naturalnym i pełnym szczęścia obowiązkiem jest przywrócić samouważność po to, aby przebywać w swojej prawdziwej naturze, tj. błogości-szczęśliwości, a to jest prawdziwy, najwyższy i najdoskonalszy tapas, będący miłością i szczęściem, a nie samotorturą czy cierpieniem.

____________
(1D) Niektórzy patrząc na Śri Ramanę Maharishi mówili z przerażeniem: „Co za straszliwa asceza! Jakie umartwienie ciała! Ten człowiek żyje jak dzikus, odziany tylko w skrawek szmatki! Chodzi nagi, bosy, nic nie ma poza kijem! To ma być szczęście?! To ma być mądrość?! To ma być droga dla wszystkich?! To ma być nowoczesna duchowość?! Kpina chyba jakaś!”

Inni, patrząc na tego samego Ramanę Maharishi, mówili z oburzeniem: "Co za straszliwy brak ascezy!" To ma być tapas?! To ma być asceza?! Ten człowiek jada sute posiłki trzy razy dziennie, czyta gazety, pracuje w kuchni jak gospodyni domowa, siedzi wygodnie rozparty na sofie, a pod ręce ma podstawione poduszki. To ma być Jnani?! To ma być Jnana?! Kpina chyba jakaś!”

Żadna z tych i podobnych diagnoz nie jest prawidłowa, wskazuje jedynie na brak podstaw właściwego oglądu istoty rzeczy.

Przestrzegamy w tym miejscu również, aby nie przyjmować błędnie, że sycenie się przyjemnościami zmysłowymi, aspiracja i delektowanie tym, co uważane jest w świecie za dające szczęście - np. rodzina, majątek, poważanie, kariera, uznanie, sława itd. - jest "szczęśliwością" prawdziwego tapasu ścieżki Śri Ramany. Niestety część adeptów przyjmuje taką infantylną interpretację sądząc, że jest to "szczęśliwość" Adwaity, a ich postawa to nowoczesna neo-sannjasa.

"Poszukiwanie sensu życia jest samo w sobie skutkiem dobrej karmy w poprzednich żywotach. Ci, którzy nie poszukują takiej wiedzy, po prostu marnują życie".


Ramana Maharishi nazwał pewnego dnia Atma-vicharę wielką jogą – MAHA JOGĄ - zwieńczeniem i ukoronowaniem wszystkich pozostałych dróg. Jednak najczęściej droga jakiej naucza Śri Ramana nazywana jest VICHARA-MARGĄ, ścieżką mądrości, ścieżką samowiedzy, samopoznania, samoświadomości, jnana-margą, atma-sadhaną lub po prostu ścieżką Śri Ramany.


"Zajmowanie się drugą i trzecią osobą zamiast zwrócenia i skierowania uwagi na pierwszą osobę, wynika wyłącznie z ignorancji.
Jeżeli zapytasz: 'Czy zatem kierowanie uwagi na ja nie wynika również z ignoracji?', posłuchaj:
Powód, dla którego ‘ja-ego’ umiera jeśli wnikać w nie badając: 'Kim jest to ja?', jest następujący:
Myśl ‘ja’ jest odbitym promieniem Jaźni, (i tylko ta myśl jest bezpośrednio połączona z Jaźnią, podczas gdy inne myśli nie są), tak więc kiedy uwaga posuwa się po owym promieniu ‘ja’ coraz głębiej i głębiej, staje się on coraz krótszy i krótszy, a kiedy całkowicie znika, wówczas to co jaśnieje jako 'ja', jest Jaźnią".



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Zapewnienia Śri Ramany dla swoich uczniów.


„Łagodne, boskie Padam, swą zwycięską łaską uleczyło śmiertelną ranę mojego umysłu, tak że dręczące myśli o 'jutrze' opuściły mnie”.



Dla swoich uczniów podążających wskazaną przez siebie ścieżką Śri Ramana pozostawił następujące wskazówki i zapewnienia:
(wg zapisków Śri Muruganara)


„Moi uczniowie, tak jak królewskie dzieci, zasługują by obficie cieszyć się radością.

Zrezygnuj z dramy tego świata i poszukuj Jaźni wewnątrz. Jeśli będziesz pozostawał wewnątrz, ja będę cię chronił zapewniając, że nie stanie ci się żadna krzywda.

Jeżeli będziesz wnikał w siebie i poznawał mnie, mieszkającego wewnątrz, w tym stanie nie będzie dla ciebie powodu do martwienia się światem.

Właściwym remedium na okrutną chorobę palącej samsary jest powierzenie całego swojego ciężaru mnie.

Aby sprawić, że twoje niepotrzebne troski dobiegną końca, upewnij się, że cały twój ciężar został złożony na mnie poprzez śmiały akt oparcia się całkowicie na łasce.

Jeżeli oddasz bez reszty wszystkie swoje sprawy mnie, ja przyjmę je za swoje i zajmę się nimi.

Jeśli dźwiganie całego ciężaru należy do mnie, dlaczego jeszcze się martwisz?

Ofiarowałeś swoje ciało, duszę i wszystko co posiadasz mnie na własność, więc dlaczego nadal odnosisz się do tych rzeczy jako do „ja” i „moje” i wiążesz się z nimi?

Poszukuj mojej łaski w Sercu. Ja rozpędzę twój mrok i ukażę ci światło.

To jest moja odpowiedzialność”.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

"Człowiek powinien z wiarą oddać Bogu wszystkie ciężary takie jak rodzina i ciało, które naturalnie się pojawiają, i pozostawać bez żadnych trosk. W innym wypadku nie będzie w stanie wykonywać z jednopunktowym umysłem ani praktyki Atma-vichary, ani oddania".



----------------------------------------------------------------------------------------------------

Podsumowanie.



"O tych, których umysły zostały oczyszczone przez upasanę albo innymi środkami lub też poprzez zgromadzone w poprzednich żywotach zasługi, którzy dostrzegają niedoskonałość ciała i obiektów zmysłowych oraz czują głęboki niesmak, kiedy ich umysł zmuszony jest poruszać się wśród tych obiektów, jak również zdają sobie sprawę z nietrwałości ciała, mówi się, że są dojrzali do prób podjęcia praktyki Atma-vichary".



Systematyzując i ujmując w czytelne ramy typowy proces dochodzenia do praktyki Atma-vichary oraz wykonywania jej można wyodrębnić kilka różnych, ustopniowanych etapów.

1. Etap przedwstępny – na którym adept zapoznaje się gruntownie z teorią potrzebną do podążania bezpośrednią ścieżką, zdobywa zrozumienie, że jego ciała nie są Jaźnią, nabywa przekonania o nierzeczywistości tego co jest asat i nie spełnia kryteriów realności podanych przez mędrców, przekonania o konieczności usunięcia ego, niezachwianej wiary w nauki Satguru, rozwija w sobie w stopniu wystarczającym beznamiętność, pragnienie Wyzwolenia oraz wszystkie potrzebne cechy, o których mówią pisma, wraz z właściwym oddaniem, itd.

Jest to etap, który może wymagać mniej lub więcej wysiłków i zabierać mniej lub więcej czasu – w zależności o tego, jak szczerze i głęboko adept w niego wejdzie i jaki będzie jego stan na wejściu tzn. co wypracował w poprzednich wcieleniach. To czas wstępnych prac przygotowania terenu pod uprawę. Nie jest to jeszcze Atma-vichara.

Na tym etapie, osiągając tylko pobieżne zrozumienie nauk i zbyt nikły rozwój cech potrzebnych do poszukiwania Wyzwolenia, utyka wielu ludzi. Niektórzy z nich zaczynają nawet głosić, że osiągnęli stan niedualny, którego osiągnięcie wg nich nie wymaga żadnego lub prawie żadnego wysiłku, zaczynają nauczać innych ludzi, nagrywać filmiki, pisać książki i podejmować podobne aktywności, gdy tymczasem nie zrozumieli nawet poprawnie teoretycznie, na czym cała rzecz polega.

2. Etap wstępny – na którym adept usiłuje odwrócić umysł z ukierunkowania na obiekty i zwrócić go w stronę "ja-myśli" z intencją poznania Żródła, z którego "ja" się wyłania, by tą drogą uchwycić czyste „ja jestem” z wyłączeniem wszystkiego poza tym (co jest już kolejnym etapem).

Etap wymagający ogromnego wysiłku. Jest to czas głębokiej orki, nieraz na twardym jak beton ugorze. Część ludzi wychodzi na tę rolę przyjmując postawę jakby zabierali się do orki, jednak podnosi do góry pług i wykonuje tylko puste przebiegi, samemu się oszukując. Znaczy to, że potrzebują jeszcze wrócić do poprzedniej klasy.

Ci, którzy próbują praktykować Atma-vicharę traktując to jako pewnego rodzaju duchową rozrywkę, jakieś hobby, wykonują ją proforma, chcą sobie lub komuś coś tym sposobem udowodnić, zdobyć kolejne trofeum do duchowego CV lub też wykazać, że to nie działa itp., ci z całą pewnością nie przejdą tego wstępnego etapu.

Aby z sukcesem ukończyć ten etap potrzebne jest bardzo silne pragnienie Wyzwolenia, równie silna beznamiętność, towarzysząca im zdolność rozróżniania sat od asat wraz z wielką determinacją i niezłomnością w wykonywaniu praktyki, choćby się wydawało, że nie przynosi ona żadnych rezultatów, a wszystko to w połączeniu z właściwym oddaniem.

Na tym etapie odpada bardzo wielu ludzi ponieważ ww. cechy są u nich zbyt słabo rozwinięte.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Na tym szczeblu pojawiają się trudności w precyzyjnym określeniu, kiedy tak naprawdę zaczyna się Atma-vichara. Część badaczy nie bez racji twierdzi, że tego etapu samego w sobie nie powinno się jeszcze do niej zaliczać.

W wersie 19 Istoty Pouczenia Bhagawan Ramana podaje ścisłą definicję Atma-vichary, mówiąc, że samobadanie jest wtedy, kiedy na skutek wewnętrznego badania „skąd wyłania się ja-myśl?” ta ja-myśl [ego] znika. Zatem w definicji tej nie mieści się sytuacja, kiedy ktoś próbuje takie badanie wykonywać, lecz nie dochodzi do zniknięcia ja-myśli - patrząc więc pod tym kątem wspomniana ocena byłaby słuszna.

Jednakże fakt, że zdecydowana większość adeptów próbujących praktykować samobadanie nie jest w stanie dojść do tego punktu na daną chwilę, lecz nie jest pozbawiona szansy na to za jakiś czas, każe spojrzeć na cały proces w szerszej perspektywie i uznać za Atma-vicharę - a ściśle mówiąc za jej wstępny etap - również takie próby, o ile wykonywane są poprawnie.
Ramana Maharishi wydawał się aprobować takie szerokie ujęcie i sam je stosować, ale nie zapominał też w kilku miejscach wskazać dojrzałym uczniom, gdzie właściwie Atma-vichara się zaczyna. Należy pamiętać, że jeśli nawet ktoś dzisiaj próbując samobadania nie dochodzi do momentu zniknięcia ja-myśli, to niewykluczone, że za rok, 5, 10, czy 20 lat do tego momentu dojdzie i wówczas cały ten okres będzie się - patrząc z całościowej perspektywy - liczył do praktyki samobadania. Bez tych wszystkich lat pracy najprawdopodobniej nie byłoby sukcesu.

My również skłaniamy się ku przyjęciu takiego szerokiego spojrzenia podkreślając jednak przy tym że:

a) w celu uniknięcia nieporozumień i pułapek zdecydowanie warto oddzielać wstępny etap samobadania od etapu właściwego, wstęp traktując jako wstęp, zaś fazę właściwą jako istotną Atma-vicharę;
b) na wstępnym etapie Atma-vichary można popełniać wiele błędów; tam gdzie ten wstępny etap wykonywany jest poprawnie lub z marginalnymi błędami (albo błędy są czujnie i na bieżąco korygowane) i zachowuje on ostatecznie moc doprowadzenia do zniknięcia ja-myśli, można go uznać za wstępny etap Atma-vichary; tam natomiast, gdzie ten etap wykonywany jest z istotnymi, niekorygowanymi błędami, powodującymi, że zatracona zostaje moc doprowadzenia do zniknięcia ja-myśli, nie można tego uznać za wstęp do samobadania – jest to jakieś nie-wiadomo-co, najczęściej przybierające postać mentalnych praktyk.
c) wyjątkowe efekty przypisywane Atma-vicharze daje tylko właściwy jej etap, nie wstępny; w fazie wstępnej zwracany do wewnątrz oraz oczyszczany jest umysł i wykuwana duchowa dojrzałość, co też ma niebagatelne znaczenie, jednakże nie daje to jeszcze zakosztować soczystych owoców, które przynosi właściwa Atma-vichara.

W tym miejscu powstaje jeszcze jedna trudność: w określeniu ostrości granicy pomiędzy etapem wstępnym a właściwym Atma-vichary. My nie podejmujemy się określić jednoznacznie, czy granica ta jest ostra czy nieostra; można nawet zaryzykować tezę, że jest i tak, i tak.

Z jednej strony zniknięcie ja-myśli i wyłonienie się światła Jaźni następuje w mgnieniu oka, z drugiej na wstępnym etapie z wolna ustępują pozostałości tasamu i radżasu i zaczyna dominować sattwa z wszystkimi tego skutkami, zaś pod koniec tego etapu, kiedy przysłona niewiedzy staje się coraz cieńsza, może się przez nią przebijać światło sphurany.

Ramana Maharishi na pytanie „z nagła, czy z wolna?” odpowiadał pytaniem: „A kiedy słońce wstaje, to ciemność ustępuje z nagła czy z wolna?” - my obiema rękami się pod tą odpowiedzią podpisujemy. Jeżeli adept chce się dowiedzieć czy słońce Jaźni wzejdzie dla niego z nagła czy z wolna, musi sam dojść do tego miejsca i sam się praktyczne przekonać.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------



3. Etap właściwej Atma-vichary – rozpoczyna się od momentu zniknięcia ja-myśli i ukazania się/uchwycenia czystego poczucia „ja jestem”. Jeżeli adept na poprzednim etapie poprawnie odwrócił uwagę od obiektów drugiej i trzeciej osoby i całkowicie zwrócił ją na pierwszą osobą, poczucie "ja jestem", i utrzymał na tym poczuciu wystarczająco długo i wystarczająco mocno, fałszywe "ja" znika ustępując pola światłości Jaźni. Na początku jest to zjawisko z reguły krótkotrwałe, często umyka, co powoduje powrót do poprzedniego etapu i konieczność ponawiania pracy odwracania umysłu od obiektów. Jednakże zjawisko to raz przywołane, nawet krótkotrwale, stanowi kamień milowy na ścieżce duchowej adepta. Doświadczenie czystego „ja jestem” jest doświadczeniem szczęśliwości Jaźni i wypłynięciem na wierzch jej światła [sphurany, Ja-Ja, Ja jestem Ja]; adept, który dotąd podążał w ciemności, może iść teraz w świetle. Jest to fundamentalnie nowa jakość jego duchowej drogi, a nieraz całego życia; to czas, kiedy orzący człowiek wykopuje skarb.

Śri Ramana mówiąc, że tak naprawdę Atma-vichara rozpoczyna się kiedy cały ruch mentalny został już zatrzymany a adept zaczął trzymać się Jaźni potwierdził, że właściwa Atma-vichara zaczyna się w tym miejscu, a wszystko wcześniej jest do niej wstępem, aczkolwiek - co istotne - jego pouczenia dotyczą również wcześniejszych etapów i są dla ich ukończenia kluczowe; przed pojawieniem się Ramany Maharishi nie wiadomo było jak te wstępne kroki wykonać i cała droga była praktycznie zamknięta, zaś adepci próbujący się kierować wskazówkami zapisanymi w Wedach z podanych wcześniej powodów nie osiągali sukcesu.

Do tego etapu dochodzi niewielki procent z próbujących podejmować praktykę Atma-vichary, zdecydowana większość odpada na dwóch wcześniejszych szczeblach. Zdarza się, że ludzie będący na pierwszym, przedwstępnym etapie, mylą zdarzający się tam wgląd duchowy z uzyskiwanym na trzecim etapie doświadczeniem Jaźni i przedwcześnie ogłaszają zakończenie duchowej ścieżki.

Na tym etapie wysiłek jest odwrotnie proporcjonalny do stopnia zaawansowania - im adept bardziej biegły w samouważności, tym mniej wysiłku w nią wkłada.

Mówi się jeszcze o dwóch kolejnych fazach właściwej Atma-vichary dotyczących bardzo zaawansowanych praktyków, o których tutaj już nie piszemy. Nie jest nawet koniecznym wyróżnienie tych kolejnych faz, można z powodzeniem poprzestać na trzech wymienionych wyżej etapach dodając, że adept stopniowo coraz bardziej osadza się w praktyce właściwej Atma-vichary, od krótkotrwałego uchwycenia świadomości "ja jestem" na początku, do ciągłego utrzymywania tego stanu na końcu. Ostatnią fazę wieńczy urzeczywistnienie Jaźni(1E).

- - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - - -

W Guru Vachaka Kovai, przyrównując jnana-margę do procesu jogicznej pranajamy składającej się z wydechu [rechaka], wdechu [puraka] i zatrzymania [kumbhaka], Śri Bhagawan podzielił ją odpowiednio na trzy fazy:

1. Porzucenie trzymania się złudnych nazw i form świata lub inaczej poczucia „ja jestem tym ciałem” to wydech.
Bez wydechu, czyli bez zaniechania lgnięcia do czegokolwiek różnego od „ja jestem”, nie wykonamy kolejnej fazy, gdyż po prostu nie będzie miejsca na wdech.

2. Zanurzenie się wewnątrz poprzez subtelne badanie „Kim ja jestem?” i uchwycenie "ja jestem" to wdech.

3. Nieustanne pozostawanie w jedni z Jaźnią jako „ja jestem Tym” to zatrzymanie.

____________
(1E) Ten i ów czytelnik może zauważyć, że znajdujący się na naszych stronach opis praktyki Atma-vichary różni się od sporej części innych opisów współczesnych komentatorów, interpretatorów czy osób uczących samobadania.
Związane jest to z tym, że większość z tych ludzi opisuje jedynie wstępny etap praktyki Atma-vichary (czasem nawet kwestionując występowanie kolejnego), my natomiast w dużej mierze skupiamy się na etapie właściwej praktyki, wstęp zaś traktujemy jako wstęp: potrzebną, konieczną a nawet mającą fundamentalne znaczenie pracę, która musi być prawidłowo wykonana, jednak sama w sobie nic szczególnie wyjątkowego jeszcze nie daje.
Choć na naszych stronach omawiamy i wstępną i właściwą fazę samobadania, w całościowym kontekście obie uważając za ważne, to nacisk kładziemy na tę drugą. Kiedy mówimy np. o doświadczaniu szczęśliwości jako prawdziwym tapasie, Milczeniu [Mouna] osiąganym na etapie praktyki, czy praktyce wykraczającej poza dominium ego, to zawsze mówimy o właściwej Atma-vicharze, nigdy o wstępie do niej. W niektórych miejscach wyraźnie to zaznaczamy, w innym czytelnik samodzielnie musi to rozpoznać.

Ramana Maharishi udzielał pouczeń różnym ludziom, dostosowując nierzadko swoje słowa do możliwości mniej dojrzałych z nich, skutkiem czego zalecał lub wydawał się zalecać (podobnie jak jego uczniowie) pewne pośrednie praktyki. Jednakże praktyki takie nie stanowią istoty jego ścieżki, są jedynie pewnymi pośrednimi krokami, które niektórzy adepci muszą wykonać, by ostatecznie móc wejść na bezpośrednią ścieżkę do Wyzwolenia, będącą sednem nauk Bhagawana Ramany.

Nauczanie Śri Ramany znajdujące się na naszych stronach ma być w zamyśle kierowane do tych dojrzalszych adeptów, takich, którzy są już w stanie podejmować próby wykonania praktyki Atma-vichary z pominięciem takich pośrednich kroków. Z tego względu, co do zasady, nie zalecamy pośrednich praktyk a nawet je odradzamy, choć takie praktyki mogą być polecane przez innych komentatorów nauk Śri Ramany, mogą się również znaleźć w którejś z książek czy artykułów umieszczonych na naszym portalu.


----------------------------------------------------------------------------------------------------

Różne warianty Atma-vichary.



Na skutek różnych interpretacji zrodziły i rozpowszechniły się różne warianty Atma-vichary. Oto porównanie kilku najbardziej popularnych z nich pod kątem skuteczności w prowadzeniu do ostatecznego celu – Mokszy.

1. Intuicyjny wgląd.

Metodyka: usiąść na chwilę, wyciszyć umysł, skoncentrować się i sięgając jak najgłębiej zadać pytanie „Kim ja jestem?” lub podobne, a w błysku intuicji uzyska się odpowiedź kończącą duchową drogę adepta (uwaga: mogą występować różne wariacje tej techniki).
Skuteczność: wariant nieskuteczny. U większości osób w ogóle, w części przypadków może dać wgląd duchowy, jednak nie o duchowy wgląd tutaj chodzi. W rzadko spotykanych przypadkach może być początkiem poprawnej praktyki Atma-vichary (naszym zdaniem tylko u tych adeptów, którzy praktykowali ją już poprawnie w poprzednich żywotach i teraz to sobie tylko przypomnieli).
Powody braku skuteczności:
- zaledwie zgrubne wyciszenie umysłu, bez wygaszenia myśli drugiej i trzeciej osoby na wszystkich poziomach, bez czego nie sposób uchwycić czystego tj. wolnego od dodatków poczucia "ja" lub "ja jestem";
- intuicja, należąc do sfery subtelnego intelektu, nie jest narzędziem poznania Jaźni;
- stan doświadczania „ja jestem” należy utrzymać i ugruntować, jednorazowe w niego wejście nie kończy praktyki.
Wymagany wysiłek: Z reguły niewielki.
Efekt: z reguły też niewielki – duchowy wgląd plasuje się na początkowych szczeblach duchowej drabiny i nie jest żadnym specjalnym osiągnięciem.

2. Mantrowanie, samozapytywanie.

Metodyka: mantrować „Kim ja jestem?” lub powtarzać w głowie to lub podobne pytanie od czasu do czasu.
Skuteczność: wariant nieskuteczny.
Powód braku skuteczności: Bhagawan Ramana porównał taką praktykę do pijaka bełkoczącego do siebie „Kim jestem? Kim jestem?”.
Uwaga: Śri Ramana powiedział również, że nawet powtarzanie „ja, ja” doprowadzi adepta we właściwe miejsce tzn. do właściwej samouważności. Jednak nie chodzi o mechaniczne powtarzanie „ja,ja”, lecz wygaszanie myśli różnych od „ja” poprzez zastąpienie ich myślą „ja”.
Wymagany wysiłek: zależy jak kto się przyłoży do mantry.
Efekt: żaden, chyba że ktoś wykonuje to tak jak opisane w uwadze.

3. Nicnierobienie.

Metodyka: Nic nie robić, bo Śri Ramana powiedział, żeby tylko być a Najwyższy (Guru, Łaska, Jaźń, Arunaczala) wykona resztę.
Skuteczność: wariant całkowicie nieskuteczny.
Powód braku skuteczności: Interpretacja nauki Bhagawana aby zachowywać pospolite milczenie/ciszę i tylko być nic nie robiąc w zwyczajnym stanie umysłu jest całkowicie błędna. Milczenie u Ramany Maharishi to nie niemówienie czy cisza dookoła, tylko czysty stan istnienia „ja jestem” poza mową i myślą. Jak Bhagawan sam powiedział, jest on z marszu nieosiągalny, dlatego dał wymagającą wysiłku praktykę pozwalającą dojść do niego krok po kroku.
Wymagany wysiłek: żaden.
Efekt: adekwatny do wysiłku - też żaden.

4. Sawouważność - odwrócenie uwagi od obiektów, zwrócenie jej na „ja” i utrzymanie.

Metodyka: Zaniechanie podążania za wszelkimi, nawet najsubtelniejszymi obiektami mentalnymi drugiej i trzeciej osoby i jednoczesne przekierowanie uwagi na pierwszą osobę. Można wykonywać z pomocą pytania „Kim ja jestem?” (lub podobnego) wygaszającego myśli różne od „ja” i kierującego uwagę na „ja”. Kiedy uwaga jest w pełni odwrócona i utrzymana na „ja-myśli” ta znika ukazując prawdziwą pierwszą osobę „Ja jestem Ja”, która nie jest ego. Ten stan należy utrzymać. Dopiero to jest "tylko byciem" i Milczeniem [Mouna]. Tu zaczyna się prawdziwy tapas doświadczania szczęśliwości-błogości Jaźni. Na tym szczeblu niszczone są ukryte skłonności niemożliwe do zniszczenia wcześniej, a kiedy wszystkie zostaną zniweczone, następuje zerwanie więzów karmy i Wyzwolenie.
Skuteczność: wariant skuteczny.
Powód skuteczności:
- skrupulatne i dogłębne oczyszczenie, wyłuskanie i uchwycenie poczucia „ja” lub "ja jestem", które jako jedyne połączone jest z Jaźnią; tylko po promieniu tego "ja", oczyszczonego ze wszystkich dodatków, wracamy do miejsca, z którego się wyłoniliśmy;
- tak oczyszczone poczucie „ja” traci formę myśli i odsłania „Ja jestem Ja”, które ma naturę Jaźni; praktyka wychodzi poza umysł i przyjmuje naturę Jaźni;
- świecące tutaj światło czystej świadomości jedyne ma moc niszczenia ukrytych skłonności, bez zniszczenia których nie ma Wyzwolenia.
Wymagany wysiłek: w początkowej fazie zazwyczaj ogromny, nieraz tytaniczny, w miarę postępów coraz mniejszy, w zaawansowanej fazie praktyka niemal bezwysiłkowa. Wszystko odbywa się powoli i stopniowo (wyjątki są tak rzadkie, że mamy wątpliwość, czy w ogóle warto o nich wspominać).
Na włożony wysiłek odpowiedzią jest Łaska, która wykonuje to, co z pozoru niewykonalne.
Dodatkowo wymagane jest całkowite oddanie wszystkiego Najwyższemu (Bogu, Guru, Jaźni) - ciężar życia na barkach równa się trudności w praktyce i brak możliwości jej ukończenia.
Efekt:
- na etapie wejścia we właściwy etap praktyki: doświadczanie przedsmaku szczęśliwości-pokoju-błogości Jaźni. Na skutek utraty uważności Jaźni z tego stanu się wychodzi i trzeba do niego wracać; w miarę postępów coraz mocniejsze w nim ugruntowanie.
- ostatecznie: stan naturalny, nasza prawdziwa natura, sat-ćit-ananda; urzeczywistnienie Jaźni, zerwanie więzów karmy i Wyzwolenie z koła nieszczęść; bycie szczęśliwością-pokojem-błogością Jaźni. Trwały, permanentny stan - nie ma wchodzenia i wychodzenia z/do niego.

Naturalnie tylko ten ostatni wariant jest poprawną i skuteczną Atma-vicharą wg Ramany Maharishi.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Lady Mouna.



"Kwiatu szczęśliwości, który rośnie na polu Mouny, nie można zerwać w żadnym innym miejscu".



"Promienny, miłosny uśmiech Lady Mouny, Pani Wyzwolenia, rozświetla ciemne mroki ignorancji i uwalnia od zniewolenia.

Dzięki jej życzliwemu, obdarzającemu łaską spojrzeniu znika ułuda bogactwa, własności i więzów rodzinnych.

Wiedz, że życie w błogich zaślubinach z Lady Mouną to najwznioślejsza brahmaczarja, a radosna adoracja tej zawsze młodej panny jest najwłaściwszą ze wszystkich dharm.

Jakąkolwiek pracę masz do wykonania rób to z nią, a swoje oddanie świetlistej Lady Mounie traktuj jak najczystsze złoto.

Bądź jak ona, ona będzie jak ty i stając się jednym złączcie się razem w Sercu. Odtąd żyj zawsze w objęciach tej słodkiej Pani, w harmonii i rozkoszy Serca.

Pozwól, niech twoje życie będzie oczarowane jej wdziękiem, przeżywaj je w błogiej komunii z nią i bądź wspaniałym przykładem dla innych.

Jeżeli naturalnie poddasz się jej prowadzeniu, ona złączy się z tobą w miłosnym urzeczywistnieniu stanu Śiwy.

Lecz nie przychodź do Lady Mouny jako "ja". Jeśli przyniesiesz ze sobą choć odrobinę "ja", ta dama nie pokaże ci nawet skrawka swojego oblicza.

W ekstazie umiłowania Boga można tańczyć i śpiewać, lecz tylko Mouna jest Panią Wyzwolenia.

Jeżeli będziesz wierny wiodącej do Wyzwolenia Mounie, nie będzie dla ciebie żadnego cierpienia.

Będąca Wyzwoleniem Najwyższa Rzeczywistość jest doświadczana tylko w zaślubieniu z doskonałą Mouną. Każda myśl jest temu przeciwna.

Aby osiągnąć Wyzwolenie, do którego w milczeniu prowadzi Lady Mouna, ego, pojawiające się jako odrębne "ja", musi zostać całkowicie zniweczone".

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Najczęstsze nieporozumienia i błędy popełniane przy próbach podejmowania praktyki Atma-Vichary.



"Powtarzam Ci nieustannie: 'Jesteś Jaźnią. Wszystko jest Jaźnią'.
Jeżeli jednak nie jest to twoim bezpośrednim doświadczeniem, wówczas udawanie, że 'wszystko jest jednym' może Ci przysporzyć kłopotów. [...]
Adwaita [niedualność] może być ostatecznym doświadczeniem, jednak nie jest czymś, co mógłby praktykować umysł będący wciąż jeszcze umysłem różnicującym.
Prąd elektryczny jest użyteczną formą energii, lecz jest też potencjalnie niebezpieczny. Używaj go mądrze. Nie wkładaj palca do gniazdka myśląc: 'wszystko jest jednym'".


----------------------------------------------------------------------------------------------------

Zastrzegamy, że to, co piszemy poniżej, ma zastosowanie tylko do bezpośredniej ścieżki Śri Ramany Maharishi od momentu podejmowania poważnych prób wykonania praktyki Atma-vichary począwszy, nie dotyczy zaś innych ścieżek ani teoretycznego do niej podejścia, czy też jakichkolwiek wcześniejszych przygotowczych praktyk.

Ścieżka Śri Ramany różni się zasadniczo od innych duchowych ścieżek. Kiedy odnosimy się poniżej sceptycznie do np. powtarzania mantr czy doświadczania tzw. "pustki", to nasze uwagi mają zastosowanie tylko do adeptów na poważnie próbujących wykonać praktykę Atma-vichary i utrzymać osiągnięty stan, lecz do nikogo innego. Rozumiemy, szanujemy i doceniamy to, że na innych ścieżkach mantry są potrzebne i pomocne adeptom, a doświadczenie "pustki" bywa sporym osiągnięciem, jednak w praktyce Atma-vichary jest odwrotnie. Podobnie ma się sprawa z innymi wymienionymi poniżej zachowaniami określanymi jako "błędy" na ścieżce Śri Ramany, które na innych ścieżkach wcale błędami nie są.

Uwagi te nie mają też zastosowania do osób, które sympatyzują z Ramaną Maharishim i jego nauką, lecz nie podejmują praktyki samobadania albo czynią to li tylko w wymiarze symbolicznym. Kiedy mówimy o tym np. że psychologia nie przyniesie nic dobrego praktykowi Atma-vichary, nie dotyczy to takich, sympatyzujących ze Śri Ramaną na gruncie teoretycznym ludzi - im psychologia może przynieść spore korzyści w ramach granic, w jakich operuje.

Prosimy pamiętać o podstawowym podziale aspirantów duchowych na tych, którzy mają silne pragnienie Wyzwolenia i gorliwie do niego dążą - nazywanych czasem mumukszu - oraz tych, którzy takiego pragnienia nie mają ani takich wysiłków nie podejmują. U tych pierwszych duchowość ukierunkowana jest na rzeczywiste, praktyczne przekroczenie i porzucenie ja osobowego, podczas gdy u tych drugich opiera się ona zwykle o ja osobowe, które ma zostać zachowane i uszczęśliwione, stąd odmienne nauki duchowe adresowane do tych dwóch grup adeptów. To, co dla drugiej grupy jest korzystne, może być bardzo niedobre dla pierwszej, zaś to co dla pierwszej jest chlebem powszednim, dla drugiej może być radykalizmem nie do przyjęcia.

Prosimy czytelnika o zrozumienie tych istotnych różnic.
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Ramana Maharishi powiedział, że każdy, kto znalazł się w zasięgu łaskawego spojrzenia Guru zostanie z pewnością ocalony, o ile jednak będzie bezbłędnie podążał scieżką wskazaną przez Guru. Z uwagi na to, aby wskazać osobom próbującym podejmować praktykę samobadania potencjalne pułapki, sporą część tej strony poświęciliśmy omówieniu najczęściej spotykanych w tym procesie błędów.
Nie jest naszą intencją rozwodzenie się nad czyimiś błędami czy pusta krytyka dla krytyki, lecz jedynie pomoc poważnym adeptom w zidentyfikowaniu ślepych uliczek, w które wchodzenia lepiej unikać.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

  • Mentalne powtarzanie pytania „Kim ja jestem?”.

    Jednym z zasadniczych powodów, dla których podstawowe pouczenie Śri Ramany – „badaj kim jest 'ja' lub wnikaj kim jest 'ja'” - zostało przez wielu ludzi niewłaściwie zrozumiane, tzn. jako zalecenie by powtarzać pytanie „Kim jest 'ja'?”, jest fakt, że używane przez Bhagawana słowo oznaczające „badanie” lub „wnikanie” było z reguły tłumaczone na inne języki jako „pytanie”.

    Termin Atma-vichara jest zwykle tłumaczony na angielski - z którego powstają kolejne przekłady - jako „self-enquiry”, co doprowadziło wielu do błędnego zrozumienia jego właściwego sensu jako zadawania sobie zwyczajnie pytania: „Kim ja jestem?”. Jednakże takie pytanie pozostaje aktywnością wyłącznie mentalną i z całą oczywistością nie jest właściwą praktyką Atma-vichary wg Śri Ramany. Kiedy mówił on, że powinniśmy zbadać „Kim jest ja”, to nie miał na myśli mentalnego procesu zadawania sobie tego pytania, lecz gorliwe wnikanie w naszą podstawową świadomość „ja jestem” by poznać, czym naprawdę jest. Jeżeli zatem używamy angielskiego zwrotu „self-enquiry” to pamiętajmy, że nie oznacza ono samozapytywania się, lecz samobadanie bądź samownikanie.

    Kiedy Ramana mówił o istocie Atma-vichary czy „Who am I?” nie nauczał bynajmniej, że możemy urzeczywistnić naszą niedualną Jaźń zadając sobie po prostu raz za razem mentalne (czy tym bardziej werbalne) pytanie „Kim ja jestem?”. Takie mentalne powtarzanie/mantrowanie pytania „Kim ja jestem?” Ramana Maharishi porównał do postawy pijaka bełkoczącego do siebie „Kim jestem, kim jestem?”, jednoznacznie dając do zrozumienia, że nie jest to praktyka Atma-vichary, której on naucza.

    Jednak uwaga: nawet zadanie sobie myślą pytania „Kim ja jestem?” jest częścią prawidłowo wykonywanej początkowej [wstępnej] fazy praktyki Atma-vichary. Jeżeli tak zadane pytanie jest wymierzone w poczucie „ja” lub „ja jestem” i ma na celu oraz ostatecznie prowadzi do wyłuskania/wyizolowania tego pojęcia spośród myśli i uchwycenia go, wówczas jest jak najbardziej prawidłowym i najczęściej niezbędnym w początkowej fazie praktyki vichary narzędziem.

    Reasumując: zadawanie sobie mentalnie na podobieństwo mantry pytania „Kim ja jestem?” nie jest praktyką Atma-vichary wg Ramany Maharishi; zadawanie sobie co pewien czas mentalnie pytania „Kim ja jestem?”, które co prawda nie przybiera formy mantry ale nie prowadzi do wyciszenia umysłu i uchwycenia poczucia "ja jestem", również nie jest praktyką Atma-vichary wg Ramany Maharishi; zadawanie sobie mentalnie pytania „Kim ja jestem?” na wzór quizu, w którym intuicja ma nam dostarczyć na to pytanie błyskawicznej i kończącej wszystko odpowiedzi, nie jest praktyką Atma-vichary wg Ramany Maharishi; zadanie sobie myślą pytania „Kim ja jestem?”, które ukierunkowane jest na poczucie „ja” lub „ja jestem” i prowadzi do uciszenia umysłu i uchwycenia tego poczucia, jest prawidłową techniką wstępnego etapu praktyki Atma-vichary wg Ramany Maharishi - niemniej jest to wciąż aktywność mentalna niebędąca jeszcze właściwą praktyką.
    Żadna mentalna aktywność
    - ani zadanie sobie pytania "Kim ja jestem?" ani jakakolwiek inna - nie jest właściwą Atma-vicharą. Jednakże jeżeli efektem tak zadanego pytania będzie skupienie na poczuciu „ja” z wyłączeniem wszelkiej aktywności myślowej w ten sposób, że myśl-ja znknie odsłaniając czyste "ja jestem" (co da początek właściwej praktyce - początek, nie koniec), to to pytanie stanie się cennym narzędziem wstępnego etapu praktyki Atma-vichary (przy czym większość ludzi potrzebuje dużo czasu i wysiłków żeby ukończyć wstępny etap i przejść do właściwego; ci, którzy robią to od razu, są rzadkością).

    Zatem pytanie "Kim ja jestem?" użyte prawidłowo jest kluczem otwierającym drzwi do przebywania w Jaźni, lecz to samo pytanie użyte niewłaściwie staje się zwyczajną mentalną aktywnością.


  • Wyzwolenie poprzez intuicyjny wgląd.

    Niepoprawnym, bardzo rozpowszechnianym sposobem wykonywania praktyki Atma-vichary jest zadawanie sobie mentalnie pytania "Kim ja jestem?" w oczekiwaniu na otrzymanie odpowiedzi w formie błysku intuicyjnego/duchowego wglądu, który według uczących tego nauczycieli przynosi ostateczne i pełne poznanie kończące dualność, praktykę i duchową drogę adepta dając Wyzwolenie.

    Nie jest to niestety poprawna interpretacja końca praktyki duchowej oraz Atma-vichary nauczanej przez Ramanę Maharishi, a duchowy wgląd - brany tutaj za urzeczywistnienie Jaźni - jest zaledwie jednym z pośrednich stopni na duchowej ścieżce mądrości (wg mędrca Vasisthy to drugi stopień na siedmiostopniowej ścieżce), od którego jeszcze bardzo daleko do Wyzwolenia i rzeczywistego doświadczania niedualności.

    Jednakże częstokroć mówi się adeptom, że taki wgląd to wszystko co można i należy osiągnąć (np. przekonując ich, że jest to niedualne poznanie i urzeczywistnienie Jaźni), że w duchowości nie ma nic ponad to, wszystko załatwia się w pięć minut błyskawicznym wglądem. Tak niestety nie jest.

  • Uznanie rozumowego/intelektualnego poznania nauk Adwaity za prawdziwą wiedzę.

    Jaźń nie może zostać poznana ani poprzez doskonałość intelektualną ani poprzez teoretyczną wiedzę zdobytą z książek, wykładów czy też przez logiczne wnioskowanie. Tak zdobyta wiedza jest jałowa lub w najlepszym razie mało przydatna. Wszystko objawia się samo tylko w najwyższym stanie Jnany – stanie prawdziwej, Czystej Wiedzy-Świadomości – przy wykorzenieniu ego i odsłonięciu Jaźni. Jeżeli poczucie ego nie zostało unicestwione, wówczas jakakolwiek posiadana wiedza jest tylko zwyczajną niewiedzą lub ajnaną (nie-jnaną).

    W Guru Vachaka Kovai znajdujemy następujące słowa:

    "Dziewczynka, która nie osiągnęła jeszcze dojrzałości płciowej, rozmyślając o wspaniałej ceremonii swego ślubu sądzi, że to jest istota małżeńskiej jedności. Podobnie człowiek, który zrozumiał nauki o niedualności, lecz nie wniknął do wewnątrz i nie poznał Jaźni, czuje się bardzo dumny i szczęśliwy ze swojej werbalnej znajomości Wedanty sadząc, że jest to niedualna wiedza (Adwaita-Jnana).

    Ci, którzy poznali najwyższą Jaźń [atma-para-tattva] tylko słuchając lub czytając o niej i którzy skutkiem tego cenią się wysoko z uwagi na swoje intelektualne zdolności, lecz którzy nie ocenili (nie wniknęli w głąb) siebie, znawców pism, tracąc w ten sposób jednostkowość i roztapiając się w szczęśliwości, próbują (za pomocą swej teoretycznej wiedzy) oceniać Jnanich, którzy przebywają w Milczeniu. Powiedz mi, czy znasz większą głupotę od tej?"


    Cokolwiek człowiek wyznaje - czy to będąc dualistą czy non-dualistą - sama siła jego wiary i głębokie przekonanie do wyznawanych zasad żadną miarą nie mogą stanowić Jnany czy prawdziwej Wiedzy. Wiedza taka, pojęta tylko intelektualnie czy poznana teoretycznie nazywana jest "paroksa jnaną". Paroksa i Jnana to wzajemne przeciwieństwa.

    "Wiedza wolna od wiedzy i niewiedzy jako jedyna jest wiedzą prawdziwą" - tak definjuje prawdziwą wiedzę Śri Ramana w Istocie Pouczenia.

  • Skupienie/medytacja nad miejscem po prawej stronie klatki piersiowej.

    Ci, którzy poprawnie rozumieją nauczanie Śri Ramany wiedzą dobrze, że chociaż powiedział on w kontekście nauk Ajurwedy, że serce znajduje się po prawej stronie klatki piersiowej, nigdy nie radził nikomu medytować nad tym miejscem. Bardzo niefortunnie niektórzy z adeptów, nie zadawszy sobie trudu refleksji nad 22 wersem Dodatku do czterdziestu wersów o Rzeczywistości (Ulladu Narpadu Anubandham), który mówi „Serce jest zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz, wykracza ono jednak poza ograniczenia takie jak wewnątrz i zewnątrz”, medytują nad prawą stroną klatki piersiowej i jeszcze rekomendują taką błędną praktykę innym.

  • Pułapka „bycia i niedziałania”.

    Atma-vichara jest praktyką bycia, a nie działania - adepci mają się powstrzymać od wszelkiej aktywności mentalnej; inaczej mówiąc nie muszą nic robić, muszą jedynie Być.

    Użyte tutaj słowo „jedynie” implikuje to, iż żeby „być” w sposób zalecany przez Śri Ramanę należy porzucić myślenie o jakichkolwiek obiektach i skupić uwagę wyłącznie na "ja jestem" – tzn. jedynie być z wyłączeniem wszelkiej aktywności mentalnej. To oznacza całkowite wyciszenie umysłu z jednoczesnym skierowaniem całej uwagi na "ja jestem". Jeżeli nasze myśli będą się kierować na jakiekolwiek obiekty drugiej i trzeciej osoby, będzie to oznaczać, że do naszego „być” została dołożona jakaś aktywność czyli jakieś „robić”, a nasz umysł nie jest w pełni wyciszony, nie będzie to więc stan „tylko bycia i niedziałania”, lecz będzie to stan „i bycia i działania (robienia)”.

    W pułapkę „bycia i niedziałania” wpadają ci, którzy sądzą, że pouczenia Mędrców mówiące o „byciu i nie robieniu niczego” oznaczają, że nie mają oni podejmować żadnych wysiłków na duchowej ścieżce i po prostu być w stanie w jakim są aktualnie, nie przejmując się przyszłością i przeszłością. Jest to nadmierne, wypaczające naukę uproszczenie, a wynikająca z niego postawa nie prowadzi bynajmniej do Mokszy. Żeby „tylko być i nie robić nic” trzeba najpierw wykonać ogromną pracę w celu odwrócenia istniejących w umyśle nawyków kierowania się na obiekty i zwrócenia go na podmiot, by następnie utrzymać ten stan, pozbywając się przy tym chęci i niechęci do działania i do spożywania jego owoców oraz sprawić, czy zniknęło wszelkie poczucia bycia działającym(2, 2A).

    W jednym z pouczeń Bhagawan odniósł się z ironią i humorem do podobnych błędnych interpretacji nauk i promowania zwykłego nicnierobienia mówiąc:

    "Jeżeli werdykt jest taki, że samo tylko niedziałanie jest Jnaną, to znaczyłoby również, że [...] nawet niedziałanie spowodowane trądem jest Jnaną!"

    ____________
    (2) Należy przy tym pamiętać, że stan bycia [istnienia] z wyłączeniem wszelkiej aktywności mentalnej jest zaawansowanym stopniem praktyki Atma-vichary. Jeżeli adept podejmuje rzetelne i gorliwe wysiłki w celu skierowania i utwierdzenia uwagi na "ja" lub "ja jestem" kierując się przy tym naukami Śri Ramany, jednak nie zdołał opanować jeszcze całkowitego wyłączenia aktywności mentalnych, to żadną miarą nie krytykujemy takiej postawy. Odnosimy się tutaj wyłącznie do postawy tych, którzy nie mając opanowanego umysłu nie podejmują żadnej praktyki sądząc, że to właśnie jest bycie o którym nauczają mędrcy.

    ____________
    (2A)Można tutaj również przywołać bliski nam kulturowo przykład chrześcijańskiego mistyka Jana od Krzyża, który opisując wąską drogę doskonałości - drogę do Boga - używa słów:

    „Nic, nic, nic, nic, nic i na górze też nic”

    formułując jednocześnie liczne i trudne warunki pod jakimi można na tę drogę wkroczyć.
    Zatem „nic” w ujęciu duchowym to nie to samo co „nierobienie nic” w popularnym rozumieniu tego terminu.


  • Różne definicje pojęcia „ego”.

    W Ulladu Narpadu Śri Ramana tak definiuje pojęcie "ego":

    To bezwładne ciało nie mówi „ja”. Istnienie-świadomość nie pojawia się. Jednakże między tymi dwoma pojawia się ograniczone do rozmiarów ciała „ja” - świadomość w formie „ja jestem tym ciałem [umysłem]” . Wiedz, że to jest węzeł pomiędzy świadomością a tym co bezwładne [cit-jada-granthi], zniewolenie, indywidualna dusza [jiva], ciało subtelne, ego [ahamkara], umysł i stan przyziemnej aktywności [samsara].

    W Nan Yar? mówi:

    Myśl "ja" jest pierwszą myślą umysłu; to właśnie jest ego.

    Taka i tylko taka definicja ego jest poprawna z punktu widzenia nauk Adwaity i Ramany Maharishi.

    Jeżeli zawęzimy znaczenie tego pojęcia do stosowanego w zachodniej psychologii lub też co gorsza do popularnego rozumienia tego terminu funkcjonującego w zachodnich społeczeństwach, nie będziemy w stanie właściwie pojąć nauk Śri Ramany ani podążać za jego pouczeniami.

    W systemie Adwaity i w nauce Śri Ramany tak zdefiniowane ego musi zostać na drodze praktyki samouważności zniweczone - jest to warunek absolutnie niezbędny do urzeczywistnienia Jaźni.

    Jednakże niektórzy – nierzadko w przekonaniu, że znaleźli złoty środek pomiędzy unicestwieniem ego a byciem przez nie kierowanym – twierdzą, że ego wcale nie trzeba niszczyć, wystarczy je „wychować”, „pokochać”, "oswoić", „zaprogramować” itp. tak, żeby zamiast przysparzać kłopotów, stało się w życiu użytecznym narzędziem. Wskazuje to niestety na istotne braki w zrozumieniu i rozróżnieniu podstawowych prawd Adwaity; mówienie, że możliwe jest urzeczywistnienie niedualnych prawd z ego jest jak mówienie, że możliwe jest latanie i jednoczesne stanie na ziemi. Jest to nagminny błąd popełniany przez neoadwaitystów.

  • Praktyka bycia świadkiem lub obserwatorem.

    Słowo „świadek” [sakshi] jest używane w pismach Wedanty w specjalnym znaczeniu i tak powinno być rozumiane. Pisma wyjaśniają, że Jaźń lub Brahman jest świadkiem w odniesieniu do wszystkich aktywności w taki sam sposób w jaki słońce jest świadkiem wszystkiego, co dzieje się na Ziemi, tzn. wszystkie aktywności mają miejsce w samej tylko obecności Jaźni i na skutek samej tylko jej obecności, podobnie jak wszystko co dzieje się na Ziemi ma miejsce w samej tylko obecności słońca i na skutek samej tylko jego obecności.
    Jednakże, podobnie jak słońce pozostaje nieporuszone i niezainteresowane czymkolwiek co wydarza się na Ziemi, podobnie Jaźń pozostaje nieporuszona i niezainteresowana jakimikolwiek aktywnościami (tzn. nie kieruje swojej uwagi na żadne z tych aktywności), które wydarzają się w jej obecności.

    Dlatego kiedy Ramana Maharishi i nauki Adwaity mówią, że powinniśmy po prostu być świadkiem wszystkich rzeczy, nie mówią bynajmniej, że powinnyśmy jako świadek czy obserwator kierować na te rzeczy uwagę. Ramana poucza po prostu, że powinniśmy pozostawać jak słońce, niezwiązani i niezainteresowani czymkolwiek, co wydarza się bądź nie wydarza się w naszej obecności. Z tego względu mówi również: „pozostań z daleka od wszystkich aktywności”, ponieważ ktoś, kto naprawdę trzyma się od czegoś z daleka, nie będzie tym czymś w najmniejszym nawet stopniu zainteresowany i nie poświęci temu ani krzty uwagi. Jeżeli człowiek kieruje na cokolwiek uwagę oznacza to, że jest tym czymś zainteresowany lub inaczej mówiąc, jest z tym czymś związany. Dlatego w „Nan Yar?” Śri Ramana w taki sposób definiuje nieprzywiązanie, stan pozostawania z daleka od wszystkiego co jest nie-Jaźnią: „Niezwracanie uwagi na to-co-jest-inne (anya, tzn. obiekty drugiej i trzeciej osoby) jest nieprzywiązaniem lub bezpragnieniowością”.

    Niestety w dzisiejszych czasach wielu piszących lub prowadzących wykłady na temat duchowości rekomenduje swoim adeptom, czytelnikom i słuchaczom by ci obserwowali wszystko co się wydarza lub przyjmowali wobec tego postawę świadka (tzn. żeby obserwując kierowali na to uwagę).

    W ten sposób w umysłach wielu aspirantów rodzi się błędne przekonanie, że bycie świadkiem czy obserwatorem obiektów drugiej i trzeciej osoby jest prawdziwą, prowadzącą do Wyzwolenia [mukti] praktyką Jnana-sadhany i że poprzez obserwowanie obiektów czy świadkowanie im człowiek może się od nich odseparować. Jednakże w istocie takie operowanie uwagą jest wyłącznie metodą dalszego wiązania się z obiektami, a nie odłączania się od nich. Dlatego Śri Ramana naucza, że tylko samo-badanie – które jest uwagą skierowaną wyłącznie na pierwszą osobę lub podmiot – jest jedyną metodą poznania Jaźni i tym samym jedyną metodą odłączenia się od wszystkiego, co jest nie-Jaźnią.

  • Psychologiczna interpretacja starożytnych nauk.

    Niektórzy psychologowie sięgając do starożytnych pouczeń takich jak "Poznaj samego siebie" i przekładając je na język współczesny redefinjują znaczenie użytych przez mędrców pojęć i zmieniają sens ich nauk. Wychodząc od starożytnej mądrości stwierdzają oni, że poznanie swoich myśli, emocji, cech charakteru, osobowości itp. jest "poznaniem prawdziwego ja", a taka wiedza jest "samowiedzą" lub "samopoznaniem". Interpretacje te rozpowszechniają na swoich wykładach, w książkach czy artykułach, nadając im nimb naukowości i popularyzując takie stanowisko.
    Jest to niestety całkowicie niezgodne z istotą nauczania starożytnej wiedzy oraz mędrców i wskazuje na brak elementarnego nawet zrozumienia tych nauk. Posłużenie się taką interpretacją jest w sposób oczywisty przeszkodą w postawieniu nawet pierwszego kroku na ścieżce Śri Ramany.

  • Jnana joga - jogą intelektu.

    Istnieje popularna definicja jnana jogi określająca ją jako „jogę intelektu”.

    Ponieważ ścieżka Śri Ramany prowadzi do prawdziwej wiedzy – Jnany – nazywana jest też czasem ścieżką jnany czy jnana jogą. Jednakże błędem jest kojarzenie ścieżki Śri Ramany z tą uproszczoną definicją i próbowanie podążać nią za pomocą intelektu. Ramana Maharishi jasno mówi, że intelekt nie jest „ja” i żadne intelektualne wysiłki nie doprowadzą do Jnany. W Guru Vachaka Kovai nazywa intelekt antahkaraną – jednym z narządów zdobywania wiedzy, który musi zostać opanowany, aby mógł nadejść świt prawdziwej wiedzy w stanie turiya.

  • Samorealizacja lub inaczej urzeczywistnienie Jaźni (oświecenie(3)) przez tzw. "satsang".

    Obecnie w modzie jest objaśnianie przeróżnych nauk duchowych na spotkaniach określanych mianem „satsangów”; niektórzy twierdzą, że udział w ich "satsangu" daje przebudzenie, oświecenie czy urzeczywistnienie.

    W tradycyjnym ujęciu Satsanga to potężne narzędzie, które usuwa przywiązanie do obiektów tego świata i prowadzi do urzeczywistnienia Jaźni. Jednak słowo „Satsanga” nie oznacza bynajmniej zwykłego spotkania ludzi, którzy uważają się za uduchowionych, czy też spotkania pierwszego lepszego nauczyciela z chętnymi do słuchania go uczniami, a użyte w takim kontekście jest niepoprawne i wprowadza w błąd. Termin „Satsanga” poprawnie użyty stosuje się albo na określenie przebywania w towarzystwie Jnanich (mędrców, którzy urzeczywistnili Jaźń, inaczej Jivanmuktów) albo na określenie wewnętrznego obcowania z Prawdą – Sat; żaden z tych dwóch warunków nie jest spełniony w przypadku popularnych „satsangów” oferowanych dziś przez rozmaitych nauczycieli.

    W chwili obecnej nie jest szerzej znany żaden żyjący w ciele człowiek, który byłby Jivanmuktą (3A) (urzeczywistnionym mędrcem) i udzielałby darśanów umożliwiających przebywanie w jego fizycznej obecności, słusznie nazywanych Satsangą. Z kolei wewnętrzne obcowanie z Sat dokonuje się poprzez praktykę Atma-vichary i wymaga ogromnej dojrzałości, wytrwałości oraz głębokiego zaangażowania w praktykę i na pewno nie jest realizowane poprzez werbalne komunikowanie intelektualnych czy nawet duchowych wglądów, dzielenie się książkową wiedzą, dyskusje czy psychologiczne sesje terapeutyczne z nakładką filozofii non-duality, do których najczęściej sprowadzają się dzisiejsze "satsangi".

    Co więcej, zdarza się, że na takich spotkaniach niepoprawnie interpretuje się nauki Śri Ramany Maharishi czy innych mędrców.

    Niektórzy nawet uczą swoich słuchaczy Atma-vichary mówiąc o niej jednak zazwyczaj nader powierzchownie, co w efekcie przypomina szkołę nauki pływania prowadzoną przez kogoś, kto sam pływać nie potrafi, a swoim uczniom każe dmuchać materace i kłaść się na nich na wodzie mówiąc: „no widzisz, pływasz, pływasz!”. Słuchanie takich interpretacji przez żywiących autentyczne pragnienie Wyzwolenia uczniów i próba kierowania się nimi we własnej praktyce jest w najlepszym razie stratą czasu.

    Samorealizacja istotnie następuje poprzez Satsangę - lecz tylko tę realizowaną jako wewnętrzne obcowanie z Prawdą-Sat w swoim wnętrzu, które dokonuje się powoli za pomocą poprawnie, rzetelnie, wytrwale, żarliwie i z oddaniem wykonywanej praktyki Atma-vichary.

    ____________
    (3) W tradycyjnej Adwaita Wedancie nie używa się terminu "oświecenie" czy "przebudzenie" na określenie najwyższego duchowego stanu - są to pojęcia zaczerpnięte z innych tradycji i niekoniecznie oznaczają to samo, co w Adwaicie określa się mianem "Mukti", "Moksza", "Wyzwolenie" czy "urzeczywistnienie Jaźni". Słów tych nie używał również Ramana Maharishi. Najczęściej, gdy mówił o czystej świadomości lub prawdziwej wiedzy, używał on tamilskiego słowa "arivu", które jest ekwiwalentem sanskryckiego słowa "jnana". Często stosował również sanskrycki termin "atma-jnana" na określenie urzeczywistnienia Jaźni oraz inne sanskryckie słowo "mukti" lub tamilskie "mutti" na duchowe Wyzwolenie.
    Jednak w dzisiejszych czasach terminy "przebudzenie" czy "oświecenie" są dość powszechnie używane w kontekście niedualnych nauk Adwaity, co naszym zdaniem przyczynia się do ogromnego pojęciowego chaosu i tym samym rozmydlenia tych nauk, jeśli uwzględnić jeszcze inne niedbale używane słowa. Niektórzy używają nawet słowa "oświecenie" do objaśniania nauk Ramany Maharishi uzasadniając, że czynią tak, bo jest to słowo z którym ludzie wkraczający na duchową ścieżę są obeznani, które pozytywnie kojarzą i wobec którego mają już na wstępie określone oczekiwania. Naszym zdaniem używanie nieadekwatnych pojęć jako swego rodzaju przynęty, zachęty czy ukłonu w stronę predefiniowanych mentalnych stereotypów jest oględnie mówiąc nienajlepszym pomysłem.
    Łatwo sobie wyobrazić do jakiego chaosu i pomieszania doprowadziłoby takie podejście, gdyby zaaplikować je w szkolnictwie wyższym i zamiast uczyć rozpoczynających naukę studentów nowych, właściwych danej dyscyplinie pojęć, pozostać przy znanych im pojęciach przyniesionych z innych dziedzin, no bo skoro je już znają i tak pozytywnie kojarzą, to po co im utrudniać i mącić w głowach...

    My uważamy używanie terminu "oświecenie" w kontekście nauk Śri Ramany za niewskazane a nawet - wobec jego wieloznaczności - niebezpieczne i szczerze to odradzamy.

    Więcej na temat nadużywania terminu "oświecenie" i wynikających z tego konsekwencji można znaleźć we wspołczesnej literaturze duchowej.

    (3A) Co oczywiste, nie znamy wszystkich prowadzących tzw. satsangi; nie można wykluczyć, że jednak żyje obecnie w ciele jakiś urzeczywistniony mędrzec i prowadzi autentyczne Satsangi. Jeśli się o takim dowiemy, niezwłocznie umieścimy taką informację na stronie.


  • Natychmiastowe "urzeczywistnienie".

    Zarówno śastry jak i Ramana Maharishi mówią, że urzeczywistnienie wydarza się w ułamku sekundy, czyli można powiedzieć: jest natychmiastowe.

    Niektórzy czytając takie pouczenie dochodzą do wniosku, że słowa te oznaczają, iż nie ma żadnej potrzeby wykonywania wymagającej wysiłku czy zabierającej czas praktyki, ponieważ urzeczywistnienie wydarza się w momencie, w którym oni pojęli znaczenie nauk np. przeczytawszy je.

    Czy aby na pewno?

    Śastry i Ramana mówią o akcie wieńczącym duchową drogę aspiranta, który wydarza się w ułamku sekundy, jednak poprzedzony jest długimi latami (wcieleniami) żmudnej, we wstępnej fazie wymagającej ogromnego wysiłku praktyki. Cały proces przypomina dojrzewanie jabłka: jego dojrzewanie od stadium pączka do w pełni dojrzałego owocu zajmuje wiele czasu, jednak samo odpadnięcie od gałęzi i opadnięcie na ziemię – będące tutaj analogią urzeczywistnienia – zajmuje sekundę(4).

    Natomiast ludzie, którzy upraszczają i błędnie interpretują tę naukę, za urzeczywistnienie biorą zrozumienie, uświadomienie sobie czy błysk intuicji, który podobnie jak urzeczywistnienie wydarza się natychmiast, nie jest jednak związany z zerwaniem przywiązań, utożsamienia z ciałem, zniweczeniem sasnsakar/wasan czy zerwaniem węzła ciało-świadomość, lecz jest zaledwie duchowym wglądem w sens nauk, będącym poślednim stopniem praktyki duchowej (wg Vasisthy drugim stopniem na siedmiostopniowej ścieżce mądrości).

    Trzymając się analogii jabłka duchowy wgląd można by porównać do aktu zapylenia kwiatu, który teraz może powoli rozkwitać, wzrastać, dojrzewać i przeobrażać się w owoc (o ile zapylenie się powiodło), jest to jednak stan jeszcze bardzo odległy od odpadnięcia od gałęzi w pełni dojrzałego owocu i wcale tego nie gwarantuje.

    Śiastry z rozmysłem nazwały stan po urzeczywistnieniu „czwartym stanem” - tym samym wyraźnie odróżniając go od trzech znanych nam względnych stanów (jawa, śnienie i sen głęboki) - dając nam do zrozumienia, że urzeczywistnienie jest nieodłącznie związane z przekroczeniem tych trzech stanów i zakończeniem funkcjonowania na względnym poziomie bytu po to, by aspiranci, którym przydarzył się duchowy wgląd, a którzy nadal niezmiennie funkcjonują uwikłani w realia świata przejawionego, nie brali go czasami za urzeczywistnienie Jaźni.

    ____________
    (4) Gwoli ścisłości należy dodać, że obok następującego stopniowo Wyzwolenia [krama mukti] znane jest również nagłe, natychmiastowe Wyzwolenie [akrama mukti], lecz jedynym znanym przykładem takiego nagłego procesu jest Śri Ramana Maharishi, który sam kiedyś powiedział: "Zanim przeszedłem jakikolwiek stopień z krama mukti zostałem porwany przez akrama mukti".
    Niektórzy twierdzą, że po darśanie Śri Ramany doznali takiego nagłego Wyzwolenia, jednakże nie ma na to potwierdzenia; co więcej, ich zachowania, książki które napisali czy nauki które głosili po tym wydarzeniu wskazują raczej, że miało ono chakarter przemijalnego doświadczenia aham-sphurany lub pośrednich stanów przebudzenia/oświecenia, a nie ostatecznego, trwałego i niezmiennego stanu Wyzwolenia.

    Dobrym przykładem jest tutaj przypadek Kunju Swamiego, który po przybyciu do Ramany Maharishi został przez Bhagawana podczas darśanu obdarzony spojrzeniem, które przyniosło ze sobą doświadczenie Jaźni ze wszystkimi tego konsekwencjami. Kunju Swami uznał, że jest to ostateczne urzeczywistnienie Jaźni stwierdził więc, że dłużej nie potrzebuje już przebywać w towarzystwie Śri Ramany, gdyż wszystko co było do wykonania zostało wykonane, wrócił zatem do domu ciesząc się tym stanem. Wkrótce okazało się jednak, że zaczął on powoli przemijać, aż w końcu został niemal całkowicie utracony. Kunju Swami wrócił wówczas do Śri Ramany zdając sobie sprawę, że pomylił przemilajne doświadczenie sphurany z permanentnym stanem swarupy i pozostał z Bhagawanem aż do końca jego życia w ciele, większość z tego czasu przeznaczając na próbę urzeczywistnienia tego drugiego.
    Więcej osób relacjonowało podobne doznania i doświadczenia w obecności Ramany Maharishi; prawdopodobnie cześć z nich – w odróżnieniu od Kunju Swamiego – z tego czy innego powodu nie zorientowała się, że stan którego doświadczyli nie był jeszcze ostatecznym stanem i uznała, że zakończyła już swoją duchową drogę.

    Uwaga: pisząc powyższe słowa w żadnym wypadku nie deprecjonujemy nadzwyczaj cennego zjawiska aham-sphurany, zaznaczamy jedynie, że nie jest to jeszcze stan urzeczywistnienia Jaźni czy swarupy, lecz dopiero (lub aż) jej przedsmak.


  • Uświadomienie sobie Jaźni.

    W wielu angielskich tekstach/przekładach nauk Adwaity bądź Ramany Maharishi – które są następnie tłumaczone na polski – w kontekście najwyższego duchowego spełnienia używa się wieloznacznego słowa „realize”, które w tłumaczeniu na j. polski może oznaczać m.in.: „uświadomić sobie”, „zrealizować”, „zrozumieć”, „zdać sobie sprawę”, „uzmysłowić sobie”, „urzeczywistnić”, „wykonać”, „uprzytomnić” itp.

    Większość z tych słów obciążona jest w naszym języku silnymi pospolitymi, przyziemnymi konotacjami i z tego względu niezbyt nadaje się do wyrażania nader subtelnego duchowego momentu „osiągnięcia” stanu niedualnego, ponieważ niesie ze sobą duże ryzyko błędnego odczytu [zrozumienia] przez wielu z adeptów, którzy skłonni są podstawić pod przeczytane słowo takie znaczenie, które jest najbardziej ugruntowane w ich umysłach, co wiązać się może z dużym prawdopodobieństwem wypaczenia istoty pouczenia.

    Ponadto naszym zdaniem część z tych wyrażeń np. „uświadomić sobie”, które jest dość często używane w kontekście o jakim mowa, z definicji zakłada istnienie tego, który sobie coś uświadamia a wraz z nim całej triady (ten który sobie coś uświadamia; to, co jest uświadamianie; proces uświadamiania) i jako takie niezbyt dobrze nadaje się do opisu zjawiska niedualnego, w którym istnieje tylko Jednia bez dwójni, więc nie istnieje wspomniana triada.

    W potocznym rozumieniu znaczenie słowa „uświadomić” jest bardzo bliskie wyrażeniu „zdać sobie sprawę z czegoś” i jako takie wydaje się być bardziej stosowne do opisu zjawisk dualnych niż stanu niedualnego. Ktoś może sobie np. „uświadomić”, że się starzeje, że za dużo pracuje, że nie czuje się dobrze itp. ale niedualne zakończenie duchowej ścieżki nie jest aktem „uświadomienia” tej samej natury co powyższe przykłady. Używanie tego słowa może w umysłach aspirantów stworzyć jednak takie wrażenie i spowodować wyciąganie błędnych wniosków. Tacy uczniowie mogą sądzić, że zdawszy sobie w sferze mentalnej sprawę, że nie są ciałem lecz Jaźnią, właśnie zakończyli duchową ścieżkę adwaitawedantycznej praktyki, gdy tymczasem jeszcze nawet na nią nie wkroczyli.

  • Uważność a samouważność.

    Istnieją różne – znane od wieków lub uwspółcześnione - techniki wykorzystujące uważność/uwagę. Wszystkie one (poza Atma-vicharą) polegają na takim operowaniu uwagą, że kierowana jest ona na obiekty/przedmioty różne od nas samych (np. oddech, wrażenia powstające w ciele, myśli, itp.), podczas gdy Atma-vichara jest wyłącznym kierowaniem uwagi na siebie (ja, „ja jestem”, Jaźń) z wykluczeniem wszelkich obiektów, stąd jej inna nazwa: samo-uważność.

    Jeżeli kierujemy uwagę na cokolwiek co jest możliwe do oddzielenia od nas samych (tzn. możemy bez tego istnieć np. w głębokim śnie), będzie to kierowaniem uwagi na zewnątrz, na obiekty.

    Najprościej mówiąc:

    Atma-vichara = uważność + „ja jestem”.
    Inne techniki = uważność + obiekty.



    Adepci niezmierzający do Wyzwolenia mogą odnieść pewne względne korzyści ze stosowania metod kierujących ich uwagę na zewnętrzne obiekty, ponieważ ich umysł poprzez siłę koncentracji uwagi wzmocni się.
    Jednakże adepci dążący do Wyzwolenia korzyści nie odniosą – ich umysł choć się wzmocni to przy tym niepoprawnie się ukierunkuje, przez co oddalą się oni od celu jakim jest Moksza i będą musieli włożyć dodatkową pracę, żeby przekierować umysł na właściwe tory. Takiemu adeptowi może być trudniej skierować uwagę na podmiot, kiedy będzie podejmował praktykę Atma-vichary, niż gdyby nie stosował tych metod; de facto takie zjawisko było wielokrotnie obserwowane w otoczeniu Śri Ramany, kiedy to szczerzy i gorliwi uczniowie nie praktykujący wcześniej żadnych specjalnych technik czynili szybsze i większe postępy na drodze samouważności, niż ci, którzy przychodzili do niego z umysłami już uwarunkowanymi poprzez wcześniejsze stosowanie praktyk przeznaczonych dla mniej dojrzałych adeptów.

    Można to porównać do wydobywania z morza znajdującej się na jego dnie perły. Atma-vichara jest techniką nakierowania się na miejsce w którym znajduje się perła i nurkowania w głąb z kamieniem przywiązanym do pasa, podczas gdy inne „uważnościowe” metody są pływaniem po powierzchni morza w różne strony – co prawda adepci nauczą się w ten sposób dobrze pływać i wyrobią sobie potrzebną siłę mięśni, jednak oddalą się od miejsca w którym leży perła i będą mieć trudności z trafieniem w nie, nie nabędą też umiejętności nurkowania, skutkiem czego wydobycie jej może być dla nich znacząco trudniejsze.

    Dlatego wszystkim, którzy szczerze i gorliwie dążą do Wyzwolenia krocząc ścieżką Śri Ramany radzimy trzymać się z daleka od "praktyk uważnościowych" kierujących uwagę na cokolwiek poza „ja jestem”. Przy czym techniki uważnościowe będące próbą stowrzenia hybrydy uważności przedmiotowej z Atma-vicharą, na przykład nakazujące adeptowi skupienie uwagi na wrażeniach odbieranych przez zmysły i zadaniu wówczas sobie pytania "Kim ja jestem" też nie są Atma-vicharą, najczęściej będąc w niej raczej przeszkodą niż pomocą.

  • Czasowe a bezczasowe „tu i teraz".

    Wielce popularnym wśród ludzi zainteresowanych duchowością stało się w ostatnich latach pouczenie o konieczności życia w „tu i teraz” zachwalane jako panaceum na wszelkie bolączki życia. Pouczenie to, jak wiele obiegowo funkcjonujących duchowych nauk, ma swoje korzenie w naukach starożytnych bądź nowożytnych mędrców, jednak podobnie jak i inne pouczenia nie uniknęło reinterpretacji i zasadniczej zmiany sedna.

    Zdecydowana większość promujących dzisiaj „tu i teraz” mówi o życiu w „tu i teraz” jako o skupianiu się na aktualnie pojawiających się w czasie teraźniejszym wydarzeniach/wrażeniach i przeżywaniu ich w pełni, bez myślenia ani o tym co będzie później ani o tym co było wcześniej. Innymi słowy, zaleca się jak najpełniejsze życie czasem teraźniejszym bez trosk o przyszłość i przeszłość – nie są przy tym stawiane żadne dodatkowe warunki ani wymagania. To stanowi zasadniczy rdzeń popularnego współczesnego nauczania o „tu i teraz” i z reguły nauczanie to nie wychodzi jakkolwiek poza tak lub podobnie sformułowaną tezę. Mówi się więc o czasowym „tu i teraz”, przeżywanym przez osobę na względnym planie życia.

    Jest to diametralnie odmienna interpretacja sensu pouczenia o życiu „tu i teraz” od tego co - poprzez pozornie to samo pouczenie - zalecają mędrcy. Mędrcy nie nauczają bowiem o „tu i teraz” leżącym w czasie teraźniejszym lecz o bezczasowym „tu i teraz”, którym żyć można dopiero pod warunkiem nieobecności ja osobowego i czasu teraźniejszego.

    Najprościej mówiąc:

    Czasowe „tu i teraz” = życie ja osobowego w czasie teraźniejszym.
    Bezczasowe „tu i teraz"" = życie poza czasem bez pojawiania się ja osobowego.

    Przy czym bezczasowe „tu i teraz" zjawia się w wyniku wnikania w ja (pierwszą osobę/czas teraźniejszy) i odkrycia tym sposobem braku realnego istnienia pierwszej osoby/czasu teraźniejszego.

    Popularne czasowe „tu i teraz” może przynosić człowiekowi pewne dość ewidentne psychologiczne korzyści, wynikające ze skupienia na chwili obecnej i odcięcia tym samym wielu niepotrzebnych trosk i zmartwień z przeszłości czy przyszłości. Jednak ma to z reguły charakter krótkotrwały i związane jest z przyjęciem bardzo uproszczonego i mało realnego założenia, że potrafimy z marszu tak pokierować myślami, że przestaną one wybiegać w przód i w tył i cudownie znikną na komendę „tu i teraz”.

    Co prawda można powiedzieć, że tak sformułowana czasowa koncepcja jest kroczkiem we właściwym kierunku, ponieważ nakierowywuje na pierwszą osobę (czas teraźniejszy), jednak jeżeli wykonaniu tego kroczku nie będzie towarzyszyć wniknięcie w istotę tej pierwszej osoby (czasu teraźniejszego) z intencją poznania ostatecznej prawdy o niej (nim), wówczas takie czasowe "tu i teraz" nie przyniesie wielkich korzyści.

    Życie bezczasowym „tu i teraz” jest najwyższą formą duchowej praktyki i duchowego życia człowieka (i życia w ogóle), tym samym co Śri Ramana zalecał słowami "summa iru”- tylko bądź, i wymaga porzucenia ja osobowego wraz ze wszystkimi tego konsekwencjami, do czego droga wiedzie przez bardzo rzadki, wymagający i wzniosły tapas; nie jest to tym samym, co życie w czasowym „tu i teraz”.



  • Wyzwolenie warunkowe.

    Są tacy, którzy deklarują, że kierują się naukami Śri Ramany; zapewniają, że dziarsko kroczą jego ścieżką a ich jedynym celem jest Wyzwolenie, ale... - i tutaj następuje lista warunków, pod jakimi to Wyzwolenie mogłoby u nich ewentualnie nastąpić.

    Wydają się przy tym zapominać, że każdy taki warunek jest formułowany jest przez ich „ja” osobowe [ego], które tym sposobem modyfikuje ścieżkę duchową tak, by ta była dla niego bezpieczna, a tym samym nieskuteczna w drodze do Wyzwolenia. Każde takie obostrzenie jest wypadkową różnorodnych aktywnych wasan, podczas gdy do praktykowania Atma-vichary potrzebna jest dominacja i ostatecznie pozostanie tylko jednej wasany: sat-wasany, dyspozycji do trzymania się wyłącznie Jaźni.

    Ścieżka Śri Ramany polegająca na odżywotnieniu ego wychodzi poza jego dominium i prowadzi do jego anihilacji, siłą rzeczy nie pozstawia więc żadnego miejsca na stawianie przez ego jakichkolwiek warunków i spełnianie ich.



  • Podczas praktyki coś „wychodzi” i trzeba to przepracować.

    Na różnych pośrednich duchowych ścieżkach można się spotkać z tzw. „wychodzeniem” w czasie praktyki z umysłu różnych niewidocznych wcześniej problemów (np. natrętnych myśli, emocji, lęków), z którymi trzeba się w ramach tych ścieżek zmierzyć, skonfrontować bądź je przepracować.

    Inaczej jest na bezpośredniej ścieżce praktyki Atma-vichary, która jest trzymaniem się Jaźni, a nie konfrontacji z umysłem i pracy z jego wytworami.

    Jeżeli komuś coś takiego w czasie praktyki samouważności się przytrafia, jest to oznaką, że albo wykonuje praktykę nieprawidłowo, albo właśnie przestał ją wykonywać, albo jest na jej wstępnym etapie i de facto dopiero próbuje właściwą praktykę ustanowić.
    Jeśli u praktyka Atma-vicharę „wychodzą” w czasie praktyki takie rzeczy w umyśle oznacza to, że właśnie przestał utrzymywać uwagę na „ja jestem” i w tej samej chwili wyszedł z praktyki - zatem problemy pojawiły się nie w czasie praktyki, lecz w czasie wyjścia z niej spowodowanego brakiem samouważności.

    Na ścieżce Śri Ramany będące źródłem problemów wasany/sanskary są niszczone na skutek samego tylko trzymania się Jaźni, a nie na skutek aktywnej z nimi walki czy jakiejś podobnej metody ich przepracowywania.

    Jednakże wasany (poza bardzo, bardzo rzadkimi przypadkami) nie znikną tak od razu. U niemal wszystkich adeptów będą przeszkadzać w praktyce powodując wyłanianie się myśli i wytrącanie ze stanu samouważności czy uniemożliwianie wejścia w niego. Co wtedy robić?

    Jak uczy nas Ramana Maharishi w Nan Yar?: jeżeli pojawiają się myśli powinny być uciszane w momencie wyłaniania za pomocą metody "Kim ja jestem?". Należy uchwycić ja-myśl obecną w każdej powstającej myśli, zanurzyć ją w źródle z którego się wyłoniła i utrzymać ten stan. Nie należy podążąć za kreowaną przez myśl fabułą, zajmować się nią czy z nią pracować.

    "Kiedy tylko pojawiają się myśli, powinny za pomocą badania być niszczone w czasie i miejscu powstawania" - oto właściwa metoda "przepracowywania" wytworów umysłu podana przez Śri Ramanę.

    W przypadku silnych wasan, które znacząco utrudniają utrzymanie uwagi wewnątrz i powodują tarcia, Śri Sadhu Om zaleca wykonywanie naprzemiennie śrawany, manany i nididhyasany.
    Tak długo jak długo wasany (skłonności do kierowania się na zewnątrz) są silne, umysł będzie częstokroć pociągany na zewnątrz, tak że powtarzane wysiłki by kierować się do wewnątrz będą wytwarzać pewne tarcie i napięcie. Z uwagi na to Sadhu Om poleca w takiej sytuacji nie forsować na siłę ciągłej nididhyasany (praktyki samobadania) lecz w zamian zaleca co pewien czas robić odpoczynek i w tym czasie wykonywać śrawanę (czytanie lub wysłuchiwanie nauk) lub mananę (rozważanie nauk).

  • Przyjmowanie niedualnej perspektywy w działaniach.

    W jednym z utworów przypisywanych Śri Śankarze znajduje się ważne ostrzeżenie, na które zwraca uwagę również Śri Ramana. „Poszukujący powinien nieustannie rozważać w swym wnętrzu prawdę o niedualności, jednak nie powinien próbować stosować jej w swych działaniach [...]”

    Na pierwszy rzut oka stwierdzenie to wydaje się nieuzasadnione. Niejeden wkrótce po zapoznaniu się z naukami o niedualności próbuje obierać je za punkt wyjścia do podejmowanych przez siebie działań, uznając to jak najbardziej za stosowne i właściwe - przecież chce ze zrozumianej właśnie przez siebie niedualnej perspektywy objąć wszystkich i wszystko niedualną jednią, cóż w tym może być złego?

    Przyjmujący taką postawę nie biorą jednak pod uwagę faktu, że tak długo jak długo żyje i działa nasze ego, niemożliwe jest autentyczne przyjęcie niedualnej perspektywy, a jedyne co możemy przyjąć to wyobrażona przez ego niedualna perspektywa, czyli fałszywa niedualna perspektywa. Rozważanie prawd Adwajty pomaga w rozpuszczeniu ego i umacnia w oddaniu prawdzie, jednak działania biorące za punkt wyjścia najwyższe nauki o niedualności mogą być zabójcze, ponieważ to przysłaniający nam prawdę wróg [ego] kierowałby nimi.

    Ta długo, jak długo na skutek aktywnego poczucia ego istnieje błędna, dualna wiedza, a dwoistość postrzegana jest jako rzeczywista, jakiekolwiek działania oparte prawdziwie na nauce o niedualności są niemożliwe. Jedynie urzeczywistniony mędrzec może prawdziwie stosować nauki o niedualności. Od wyobrażania sobie niedualności i prób stosowania takiej wyobrażeniowej niedualności w działaniu można co najwyżej pogrążyć się głębiej w odmętach pomieszania i dorobić opinii oszołoma.

  • Doświadczanie "pustki".

    Niektórzy adepci twierdzą, że praktykując Atma-vicharę doświadczają „pustki” lub też, że „pustka” jest w ich przekonaniu stanem ostatecznym wieńczącym duchową drogę człowieka. Również niektóre szkoły duchowe utrzymują, że ostatecznie nie pozostaje żadna Jaźń, jest tylko pustka [śunja].

    Ramana Maharishi w następujących wypowiedziach odniósł się do zjawiska tzw. „pustki”:

    „Poprzez zwrócenie się ku Jaźni niszczysz swoje urojenia - ten świat; to co wówczas pozostaje, 'pustka', jest przez ciebie - Jaźń - poznawane; aby więc zniszczyć i tę [pozorną] pustkę zanurz ją w oceanie Świadomości Jaźni”.

    „Patrząc z punktu widzenia samo-istniejącej wiecznej Przyczyny nawet trzy, siedem, czy dwadzieścia jeden światów będzie się jawić jako rzeczywiste. Jednak jeżeli ktoś dostrzega jako rzeczywiste jedynie nazwy i formy tego świata, wówczas nawet ich przyczyna, Brahman, będzie się wydawać czymś całkowicie nieistniejącym lub pustką [śunja]”.

    „Z pewnością istnieje rzeczywistość [sąt-vastu], która jest Jnananandą; ten stan nie jest pustką [śunja], lecz doskonałą pełnią [purna]”.

    „Stan całkowicie pozbawiony wiedzy i niewiedzy jest prawdziwą świadomością. Stan poznawania nie jest prawdziwą świadomością. Ponieważ Jaźń jaśnieje samoistnie, bez poznającego i poznawanego, jest prawdziwą świadomością; nie jest pustką. Wiedz to”.


    Śri Ramana stwierdza więc jednoznacznie, że coś takiego jak „pustka” na pewno nie jest ostatecznym stanem urzeczywistnienia Jaźni czy Wyzwolenia. Jako że mówi z punktu widzenia tego, kto ten stan „osiągnął”, mamy prawo zakładać, że wie o czym mówi.

    W powyższych pouczeniach wskazuje również kiedy niektórym adeptom może się wydawać, że mają do czynienia z "pustką" i co powinni wówczas zrobić oraz jaki punkt widzenia powoduje dostrzeganie "pustki" [śunja] nawet w Brahmanie, Jaźni, która jest pełnią [purna]. Podobnie żaden z ważniejszych uczniów Śri Ramany nie mówił nigdy o doświadczaniu „pustki” w praktyce Atma-vichary czy tym bardziej „pustce” jako ostatecznym, najwyższym duchowym stanie. Co prawda o coś podobnego we własnej praktyce medytacyjnej zapytał kiedyś Ramanę Swami Annamalai - było to wtedy, kiedy głównie pracował nad budową aśramy i nie zabrał się jeszcze dobrze za Atma-vicharę - co jednak spotkało się z dezaprobatą Bhagawana i komentarzem sugerującym występowanie podobnych zjawisk u początkujących adeptów. My również nigdy nie spotkaliśmy się z doświadczaniem „pustki” w Atma-vicharze i nie bardzo wiemy, o co mówiącym o niej chodzi.

    Najprostsza logika podpowiada, że jeżeli jest ktoś, kto doświadcza tzw. „pustki” a później to pamięta i o tym opowiada, to ta „pustka” siłą rzeczy nie może być ogarniającą wszystko rzeczywistą pustką, ponieważ człowiek ten musiał istnieć w tym wydarzeniu, żeby później być w stanie o nim opowiedzieć – zatem w całym tym doświadczeniu było coś co trudno nazwać pustką: jego istnienie(4A).

    Niemniej jednak można wskazać kilka czynników, w których doszukiwanie się „pustki” może mieć swoje źródło.

    Po pierwsze „pustka” może być zakodowana w pewnych predefiniowanych kalkach umysłowych wyniesionych z innych tradycji duchowych czy religijnych z którymi adept przystępuje do praktyki Atma-vichary i które nakłada na nią - wydaje mu się więc, że doświadcza „pustki” , bo tak wcześniej zaprogramował się jego umysł. W takiej sytuacji najlepiej pozbyć się tych kalek. Już z obserwacji uczniów Ramany wynikało, że ludzie przychodzący do Bhagawana z czystym umysłem i gorącym pragnieniem Wyzwolenia, nieobciążeni żadnymi praktykowanymi wcześniej metodami i niezaimpregnowani żadnymi duchowymi czy religijnymi dogmatami czynili szybsze i większe postępy od tych, którzy przychodzili z biegle opanowanymi pośrednimi praktykami i głową pełną duchowej wiedzy, a którzy miewali spore problemy z odrzuceniem całego tego bagażu, żeby móc efektywnie praktykować Atma-vicharę.

    Po drugie, można napotkać pewien etap praktyki, w którym wydaje się, że sfera mentalna została już opanowana, jednak nie doszło jeszcze do uchwycenia poczucia „ja jestem” lub inaczej umysł nie został jeszcze zanurzony w Jaźni; dzieje się tak zwykle dlatego, że aktywne są jeszcze subtelniejsze mentalne poziomy – tak więc de facto nadal odbywa się ruch myśli - co przeszkadza w uchwyceniu „ja jestem”. W takiej sytuacji należy pogłębić praktykę i zgodnie z pouczeniem Śri Ramany zanurzyć umysł w Jaźni, wówczas to poślednie doświadczenie zniknie.

    Również tym, którzy w praktyce dochodzą do podobnych do snu głębokiego, niepożądanych na bezpośredniej duchowej ścieżce stanów laya, może się wydawać, że doszli do "pustki". Takie stany, mówi Sivananda, uwodzą tylko laików - z praktycznego punktu widzenia nie różnią się od snu głębokiego i należy ich starannie unikać. Dlaczego, piszemy nieco wcześniej na tej stronie.

    Po trzecie, skłonność do mówienia o „pustce” jako ostatecznym doświadczeniu mają ci, którzy teoretycznie, intelektem próbują opisać stan niedualny, najczęściej zresztą przed tą "pustką" żywiąc obawę.

    W Padamalai znajdziemy do tego odniesienie mówiące:

    „Padam jest Jaźnią, czystą świadomością, bezkresnym przestworem, którego boją się ignoranci i który ich mentalnie odrzuca, gdyż myślą, że jest pustką”.

    Takich ludzi zachęcamy do własnej praktyki na bezpośredniej ścieżce atma-sadhany, żeby sami mogli zweryfikować prawdziwość twierdzeń o „pustce”.

    Śri Ramana Maharishi nie pozostawia najmniejszych wątpliwości: stan urzeczywistnienia Jaźni czy Wyzwolenia [Mukti, Moksza] jest doskonałym doświadczaniem pełni istnienia, świadomości i szczęśliwości - nie jest pustką.

    ____________
    (4A) Znajdują się jednak ludzie, którzy utrzymują, że zanegowali własne istnienie lub wymedytowali jego "pustkę" czy "pustkość", przy czym swoje dalsze istnienie - niezbędne przecież do choćby opowiadania o tym - tłumaczą w bardzo zagmatwany sposób, mówiąc, że niby "istnieją ale nieistnieją" bo "się z tym nie utożsamiają" lub jakoś podobnie.
    Gdyby takie zabiegi przenieść na grunt naszej fizyczności, byłaby to sytuacja analogiczna do tej, kiedy ktoś neguje bicie własnego serca lub wymedytuje jego pustkę, po czym idzie do kardiologa, wykonuje badanie EKG i przyjmuje leki na serce. Ile w tym zdrowego rozsądku?

    Takie zabiegi negowania czy wymedytowania pustki własnego istnienia odbywają się nie gdzie indziej niż we własnym umyśle, tam się zaczynając i tam kończąc. W taki sposób można sobie stworzyć w umyśle dowolną koncepcję i dowolną ilość razy ją zanegować czy wymedytować jej pustkę. Jakie ma to przeniesienie na fakty, jaki sens i wartość na duchowej drodze pozostawiamy do oceny czytelnika. Jednak każdy, pragnący wstąpić na bezpośrednią ścieżkę Śri Ramany, powinien się trzymać z daleka od takich praktyk.


  • Najpierw urzeczywistnienie potem oczyszczenie.

    Bywają ludzie mówiący mniej więcej tak: „Przeżyłem doświadczenie urzeczywistnienia Jaźni (lub Nirwany, Mokszy itp.) po czym przyszedł trudny czas oczyszczania umysłu”.

    Niestety w pratyce taka kolejność nie występuje – po urzeczywistnieniu Jaźni nie może już być mowy o oczyszczaniu umysłu, ponieważ w akcie urzeczywistnienia umysł zostaje zniweczony lub rozpuszczony w Jaźni [mano-nasa] i nie może się odrodzić. Nie da się oczyszczać czegoś, czego nie ma.

    Zdarza się jednak - i wcale nie jest to niezwykłą rzadkością - że człowiek otrzymuje doświadczenie przebłysku swojej własnej prawdziwej natury, które choć nosi jej wyraźne znamiona nie jest jeszcze jednak urzeczywistnieniem – nie jest pełne, nie niweczy umysłu, ma krótkotrwały charakter i przemija. Nie jest to jednak jeszcze koniec drogi, lecz - jeśli doświadczenie to zostanie właściwie spożytkowane - dopiero jej początek.

    Jeśli ktoś doznał samoistnie takiego doświadczenia które przeminęło, po czym pojawiły się wynikłe z nieczystości umysłu problemy, to nie było to jeszcze urzeczywistnieniem Jaźni. Przestrzegamy przed hurra euforią i ogłaszaniem się nowym Buddą po takim doświadczeniu.



  • Czasowa rezygnacja z Atma-vichary na rzecz innych praktyk.

    Wobec trudności napotykanych z Atma-vicharą u wielu pojawia się chęć rezygnacji z tej bezpośredniej praktyki na rzecz innych, pośrednich i w ich odczuciu łatwiejszych.

    Odnosząc się do tego Swami Annamalai powiedział w jednej z rozmów:

    Rozmówca: Atma-vichara jest dla wielu ludzi bardzo trudna. Nawet większość z uczniów Bhagawana wydaje się podążać ścieżką bhakti. Jeżeli człowiek nie jest w stanie wykonywać skutecznie vichary to czy powinien najpierw oczyścić umysł np. poprzez mantrę?

    Swami Annamalai: Nie. Jeżeli masz jakikolwiek pociąg do podążania ścieżką Atma-vichary powinieneś nią podążać nawet jeśli czujesz, że nie jesteś w tym za dobry. Jeżeli chcesz wykonywać Atma-vicharę poprawnie i skutecznie powinieneś się trzymać wyłącznie tej jednej metody. Inne metody mogą być na swój sposób dobre, ale nie jako przygotowanie do Atma-vichary.

    Jeśli chcesz na poważnie zostać dobrym skrzypkiem to bierzesz lekcje u dobrego nauczyciela i ćwiczysz, ile tylko możesz. Jeżeli napotkasz jakieś trudności nie zmieniasz skrzypiec na klarnet na kilka miesięcy, lecz trzymasz się wybranego instrumentu i kontynuujesz ćwiczenia aż pokonasz przeszkodę.

    Najlepszym przygotowaniem do Atma-vichary jest Atma-vichara”.

    Jeżeli ktokolwiek, kto czuje w sobie pociąg do Atma-vichary, lecz napotyka w jej praktykowaniu trudności i wpada na pomysł, by w ramach przygotowań praktykować przez pewien czas jakąś inną metodę, to nie pokona tym sposobem stojącej przed nim przeszkody i w wyniku takiego zabiegu nie odniesie na ścieżce Atma-vichary żadnej korzyści; wręcz przeciwnie, może np. błędnie ukierunkować swój umysł przez tę pośrednią praktykę i kiedy zdecyduje się na powrót do samouważności będzie miał do pokonania zamiast jednej przeszkody dwie.

    Podkreślamy jednak, że zalecenie to dotyczy adeptów, których Atma-vichara pociąga i którzy są nią zainteresowani.

  • Wyjście z ciała.

    Bywają tacy, którym przydarza się coś, co popularnie nazywane jest „wyjściem z ciała”. Doświadczający tego zjawiska ludzie opisują je zazwyczaj jako poczucie oddzielenia się od swojego fizycznego ciała i przebywania obok, obserwowania tego ciała gdzieś z góry lub z boku. Niektórym może przyjść do głowy, że takie „wyjście z ciała” to to samo co zerwanie węzła ciało-świadomość o którym mówi się w kontekście Atma-vichary.

    Takim ludziom przypominamy nauki Adwaity, które mówią o kilku ciałach począwszy od fizycznego a skończywszy na przyczynowym; wszystko to są ciała i wszystkie formują węzeł ciało-świadomość. „Wyjście z ciała” polegające na odseparowaniu się od ciała fizycznego nie jest jakimś duchowym osiągnięciem (choć czasami zdarza się np. przy praktykowaniu określonych rodzajów jogi) w kontekście nauk Adwaity i jest w zasadzie tożsame z opuszczeniem ciała fizycznego w czasie snu i uchwyceniem się subtelnego, sennego ciała.

    Zdecydowanie nie o to chodzi.



  • Niemożność doświadczenia nieobecności ego podczas sadhany oraz zasada 180 stopni.

    Są komentatorzy nauk Śri Ramany którzy twierdzą stanowczo, że niemożliwym jest doświadczenie braku ego na etapie praktyki, gdyż już jedorazowa nieobecności ego związana jest z całkowitym jego zniweczeniem, ostateczną i nieodwracalną jego śmiercią, zerwaniem węzła ciało-świadomość, zniszczeniem wszystkich wasan, urzeczywistnieniem Jaźni i Wyzwoleniem; tak więc nieobecność ego jest końcem praktyki a nie jej częścią i wydarza się tylko raz jako zwieńczenie ścieżki. Należy próbować – mówią – lecz nigdy wcześniej niż w momencie urzeczywistnienia nie doświadczymy warunkowanego brakiem ego prawdziwego smaku Jaźni, będziemy tylko mniej lub bardziej blisko niego.
    Na poparcie swojego stanowiska przywołują opisaną w jednym z tekstów Śri Sadhu Om zasadę 180 stopni która mówi, że jednorazowe odwrócenie uwagi o 180 stopni z obiektów na „ja jestem” kończy drogę adepta oraz że w czasie sadhany wejście w taki stan i powrót z niego jest niemożliwy, zawsze jest to maksymalnie nie więcej niż 179 stopni. Jedyny tymczasowy stan nieobecności ego jaki ich zdaniem jest dopuszczalny przed urzeczywistnieniem Jaźni jest to stan głębokiego snu (lub pokrewne mu „nieświadome” stany np. omdlenia czy kevala nirvikalpa samadhi), który jednak jest stanem mano-laya nie dającym żadnych korzyści na duchowej ścieżce i nie liczy się.

    W innym miejscu ci sami komentatorzy głoszą, że poprawnie rozumiana ścieżka Śri Ramany jest drogą na której cel i ścieżka są tej samej natury - którą jest szczęśliwość (czyli Jaźń i brak ego) - ponieważ natura ścieżki nie może być różna od natury celu do którego prowadzi, bowiem ścieżka o naturze różnej od natury celu nie doprowadzi do niego, co jest skądinąd fundamentalną, słuszną i niepodważalną zasadą. Jednakże powołując się na tę zasadę warto zauważyć, że wprost zaprzecza ona poprzedniej tezie o niemożności doświadczenia braku ego podczas kroczenia ścieżką Atma-vichary, gdyż jeżeli nie ma doświadczenia Jaźni na ścieżce to ścieżka ta nie doprowadzi do Jaźni – natura drogi różni się od natury celu.

    Jak jest w istocie? Przy rozważaniu tej kwestii proponujemy zwrócić uwagę na kilka rzeczy.

    1. Po pierwsze gdy Bhagawan Śri Ramana opisuje właściwą praktykę Atma-vichary w 19 wersie Istoty Pouczeni mówi:

    „Kiedy bada się wewnętrznie:
    «Skąd wyłania się „ja”?»,
    To „ja” znika.
    To jest właśnie Samobadanie”.

    W przekładzie angielskim w trzecim wersie znajduje się jednoznaczny zwrot „the ‘I’ will die” znaczący dosłownie „ja umrze”, natomiast w oryginalnej tamilskiej wersji użyte są w tym miejscu słowa „talai-sayndidum” których literalny przekład brzmi „skłania swą głowę”, a które potocznie są używane na określenie zjawiska śmierci.
    Jednakże czy Bhagawan używając tego zwrotu nie odniósł się raczej do szerszego kontekstu nieobecności „ja” niż jego ostateczna śmierć i czy polskie tłumaczenie „ja znika” nie jest właściwszym oddaniem sensu tej nauki niż definitywne angielskie „umrze”? Gdyby Bhagawan mówił tutaj wyłącznie o ostatecznej anihilacji ego i jego nieodwracalnej śmierci, w następnym wierszu użyłby prawdopodobnie znamionującego ostateczny stan terminu jak np. „Atma-jnana” czy „Wyzwolenie” (jak zrobił np. w jednej z rozmów zapisanych w Talks with...), a nie słowa „Samobadanie”. Mówiąc „samobadanie” w naszym przekonaniu dopuścił znikanie ego również na etapie praktyki samobadania.

    2. Po drugie, przywołując nauki Sadhu OM warto zajrzeć do jego opus magnum czyli Ścieżki Śri Ramany, w której opisuje on w szczegółach praktykę Atma-vichary.

    W rozdziale zatytułowanym „Technika Atma-vichary” Sadhu Om mówi, że na etapie praktyki nie tracąc świadomości aspirant wchodzi w stan podobny do snu głębokiego, który pozbawiony jest wszelkich atrybutów czy dodatków do „ja jestem”, odczuwając jednak ogromną różnice pomiędzy tym stanem a snem głębokim, tym samym wskazując, że nie jest to stan mano-laya.

    Dalej pisze:
    „...w każdej chwili, kiedy aspirant podczas praktyki (sadhany) zostaje wyrwany z tego podobnego do snu stanu, wie z absolutną pewnością ‘Nie spałem, przez cały czas byłem w pełni świadom siebie’...” - dając do zrozumienia, że podczas praktyki w ten stan się „wchodzi” i z niego „wychodzi” nie tracąc przytomności.
    Chwilę później dodaje:
    „...Ci, którzy po wielokroć na skutek praktyki doświadczali usunięcia ego, są obeznani z doświadczeniem (własnego) czystego bytu-świadomości ‘ja jestem’ istniejącego nawet po usunięciu ego...” - co nie pozostawia najmniejszych wątpliwości, że wg Sadhu Om adept wchodzi w stan nieobecności ego i doświadczania czystego „ja jestem” po wielokroć na etapie praktyki.
    Następnie mówi:
    „...W wyniku coraz głębszego zanurzania się i ugruntowania praktyki przebywania w stanie istnienia-świadomości, będzie się on pojawiał coraz częściej...”
    by po chwili dodać:
    „...Dlaczego zostało powiedziane (w dwu wcześniejszych strofach Sadhanai Saram), że aspirant powinien wciąż na nowo podejmować wysiłek aby przebywać w tym stanie (istnienia-świadomości)? Ponieważ zanim wszystkie skłonności (wasany), odciągające go od tego nie wyczerpią się całkowicie, będzie się wydawać, że stan ten przychodzi i odchodzi..."
    oraz:
    „...Podczas sadhany aspirant będzie teraz zdolny, dzięki mocy praktyki, poznać czym faktycznie jest stan rozpuszczenia ego i czym dokładnie jest Samoświadomość [świadomość Jaźni], do której przez cały czas zmierzał. Chociaż będzie częstokroć doświadczał czystego Samoistnienia, pozbawionego świadomości ciała i innych atrybutów, to ciągle będzie to jeszcze stopień na ścieżce praktyki a nie stan ostateczny...".

    Tak więc Sadhu Om w sposób bezsporny i nie pozostawiający miejsca na wątpliwości czy polemikę stwierdza, że adept w czasie praktyki na jawie wielokrotnie „wchodzi (i wychodzi)” w stan podobny do głębokiego snu w którym trzyma się czystego „ja jestem” pozbawionego wszelkich atrybutów czy dodatków, który jest zniknięciem czy „zapadnięciem się” ego, który z pewnością nie jest stanem mano-laya, a który nie jest jeszcze stanem Jnany czy Wyzwolenia, gdyż to dokonuje się w chwili kiedy wszystkie wasany zostaną zniszczone. Z kolei wypalenie czy anihilacja wasan następuje właśnie w owym stanie „ja jestem”, który choć na etapie praktyki nie może być uznany jeszcze za stan Jnany to co do zasady ma tę samą naturę – naturę czystego istnienia, szczęśliwości i braku ego.

    Równie jednoznacznie Sadhu Om nawiązuje do tego zagadnienia w Sadhanai Saram, gdzie mówi:

    „Zanurzywszy się głęboko w sercu, które jest świadomością „ja” […] powinniśmy trwać jako samo tylko to istnienie-świadomość, które jaśnieje jako „ja jestem”. […] Kiedy tak przebywamy coraz więcej i więcej w naturalnym stanie Jaźni, wszystkie nieprzeliczone skłonności [wasany] zostaną zniszczone. […] Nawet zanim wszystkie skłonności zostaną całkowicie zniszczone, dzięki własnej beznamiętności [vairagya ] oraz dzięki łasce Boga, możliwe jest osiągnięcie nieskazitelnego światła Jaźni-świadomości [...]

    Zatem przebywaj w tym stanie wielokrotnie i niestrudzenie. Ponieważ jest w nim świadomość "ja jestem", nie jest to głęboki sen. Ponieważ nie ma w nim żadnej myśli, nie jest to jawa. To stan istanienia-świadomości lub sat-ćit, który jest niepodzielną naturą Boga lub akhanda śiwa swarupa. Zatem nieprzerwanie przebywaj w tym stanie z wielką miłością.

    Dlaczego powiedziane jest: "Przebywaj w tym stanie wielokrotnie" lub "Przebywaj w tym stanie z wielką miłością"? Ponieważ zanim wszystkie skłonności [wasany], które wyrzucają z tego stanu przestaną istnieć, będzie się wydawać, że on przychodzi i odchodzi. Dlatego zanim wszystkie wasany nie zostaną całkowicie zniweczone, niezbędne jest umiłowanie tego stanu i podejmowanie wielokrotnych wysiłków przebywania w nim".

    3. Po trzecie dodatek „Sadhana and work” do Ścieżki Śri Ramany opatrzony jest komentarzem mówiącym, że jest to adaptacja listu jaki Sadhu Om wysłał do kogoś i trudno powiedzieć, jak proces adaptacji wpłynał na wierność oryginałowi i czy są to w stu procentach idee Sadhu Om czy nie.
    Co więcej, nie jest rzadkością, że po śmierci duchowego mistrza traktuje się z równą wagą wszystkie zapisane przez niego pouczenia, nie biorąc pod uwagę, że część z nich mogła zostać spisana we wcześniejszym okresie życia mistrza i niekoniecznie musi właściwie odzwierciedlać jego ostateczne wnioski, a czasami może wręcz być niepoprawna. W ten sposób można upublicznić jako istotne nauki mistrza to co on sam wyrzucił do kosza lub odłożył na bok jako zdeaktualizowane.

    Nie wiemy czy taka sytuacja miała miejsce w przypadku tego tekstu (choć my go nie tłumaczyliśmy znajdując tam tezy, które w naszej ocenie nie są spójne z pouczeniami zawartymi w książce), wiemy natomiast, że Sadhu Om we właściwym tekście nie wspomniał nawet słowem o żadnych osiąganych tylko raz 180 stopniach - gdyby to było prawdziwą i istotną nauką musiałoby się w opisie techniki Atma-vichary znaleźć, ponieważ byłoby fundamentalną i zasadniczą kwestią w obrazie praktyki. Ponieważ tej zasady w książce (oraz innych znanych nam jego własnoręcznych objaśnieniach nauk Śri Ramany) nie ma, a są tam przytoczone wyżej słowa jej zaprzeczające, przyjmujemy, że nie jest ona właściwą nauką Śri Sadhu Om.

    4. Po czwarte, jak wspomina Śri Muruganar w Padamalai, wyjątkowość i piękno ścieżki Śri Ramany polega m.in. na tym, że duchowy poszukiwacz nie musi już dłużej polegać li tylko na wierze, że gdzieś tam na końcu drogi osiągnie spełnienie, ponieważ na tej ścieżce Bhagawan daje adeptom możliwość skosztowania tego samego smaku już na etapie nauczanej przez siebie bezpośredniej praktyki.

    5. Po piąte, zasada że droga do celu musi mieć tę sama naturę co cel żeby mogła do niego doprowadzić jest zasadą, od której nie ma wyjątków. Gdyby zatem Atma-vichara nie dawała doświadczenia braku ego na ścieżce nie mogłaby do braku ego żadną miarą doprowadzić.

    Zasadę tę potwierdza Śri Ramana Maharishi gdy w 579 wersie Guru Vachaka Kovai mówi:

    "Ponieważ Jaźń jest wieczną, niedualną Rzeczą i ponieważ nie ma innego sposobu by ją osiągnąć niż samouważność, wiedz, że Jaźń sama w sobie jest ścieżką, Jaźń sama w sobie jest celem oraz że ścieżka i cel nie różnią się".

    Zauważmy, że Bhagawan nie mówi tutaj „przebywanie w okolicach Jaźni jest ścieżką” ani „1, 5 czy 10 stopni odchylenia od Jaźni jest ścieżką”, bo wtedy cel i ścieżka różniłyby się.

    6. Po szóste, Bhagawan Ramana podał właściwą definicję tapasu w 30 strofie Istoty Pouczenia mówiąc, że doświadczanie tego, co pozostaje po usunięciu ja osobowego [ego], to jedyny doskonały tapas, tym samym jednoznacznie, wprost i ponad wszelką wątpliwość stwierdzając, że na etapie uprawiania tapasu ego znika.

    Również jego słowa zapisane w 389 wersie Guru Vachaka Kovai nie pozostawiają w omawianej kwestii żadnych wątpliwości. Bhagawan mówi tam:
    "Powstrzymywanie umysłu od kierowania się na zewnątrz i utwierdzanie go nieustannie w Źródle, Jaźni, nazywanej także Sercem, w taki sposób, że pusta myśl-ja nie pojawia się ponownie, nazywa się Atma-vicharą".

    Jeśli zatem ktoś chce na poważnie bronić tezy o niemożliwości doświadczenia braku ego [ja-myśli] podczas praktyki, to powinien zacząć od wykazania niepoprawności powyższych pouczeń Ramany Maharishi i obalenia ich.

    7. Po siódme, na pewnym etapie praktyki Atma-vichary nie ma już wątpliwości, że to czego się przytomnie doświadcza jest stanem czystego „ja jestem”.

  • Powtarzanie "ja, ja" jako ekwiwalent samouważności.

    W Nan Yar? Śri Ramana pisze:

    „Nawet, jeśli ktoś nieustannie myśli „ja, ja”, doprowadzi go to do tego miejsca (źródła umysłu)”, co niektórych prowadzi do wniosku, że myślenie „ja, ja” jest dużo łatwiejszym ekwiwalentem praktyki samouważności za pomocą którego osiągną ten sam efekt.

    Niestety nie.

    Jak zauważył Sadhu Om komentując to pouczenie absolutnie zasadniczy problem dla rozpoczynających praktykę Atma-vichary stanowi rozpoznanie, że świadomość „ja” [świadomość „ja jestem”] jest czymś różnym od świadomości ciała, umysłu czy innych mentalnych obiektów oraz uchwycenie tej pierwszej, co daje początek właściwej praktyce samobadania.

    Aby dopomóc początkującym adeptom w wykonaniu tego milowego kroku doskonały duchowy nauczyciel Bhagawan Śri Ramana podał pomocne narzędzia, posługując się którymi zadanie to staje się wykonalne. Pierwszym z nich jest pytanie „Kim ja jestem?”, będące narzędziem służącym skierowaniu uwagi ku Jaźni, co omówione zostało wcześniej; drugim wspomniane w Nan Yar? myślenie „ja, ja”.

    Jednakże jak dalej wyjaśnia w swoim komentarzu Sadhu Om taka mantra „ja, ja” ma na celu jedynie doprowadzić początkującego aspirant do doświadczania przez moment samego tylko poczucia „ja” lub „ja jestem”. W momencie kiedy poczucie to zostanie doświadczone adept musi porzucić mantrę „ja, ja” i rozpocząć właściwą praktykę samouważności, która jest uchwyceniem i trzymaniem się samego tylko poczucia „ja jestem”.

    Tak więc funkcja mantry „ja, ja” jest bliźniaczo podobna do funkcji pytania „Kim ja jestem?” - oba te narzędzia mają na celu pomóc adeptom w rozróżnieniu, wyłuskaniu i uchwyceniu się poczucia „ja jestem”, co stanowić będzie początek zasadniczej praktyki Atma-vichary, po czym muszą zostać porzucone. Nie należy sądzić, że mantra „ja, ja” jest Atma-vicharą lub stanowi jej ekwiwalent, zamiennik lub też że jest jakąkolwiek opcją samouważności.

  • Mini-vichara.

    Są też i tacy, którzy widząc, że zdecydowana większość ludzi sympatyzujących z Bhagawanem Śri Ramaną i jego nauczaniem robi to wyłącznie na poziomie teoretycznym mając olbrzymie trudności z przeniesieniem tego upodobania na grunt praktyczny - próbując to czynić spotkają się, jak mówią, ze stalową ścianą nie do sforsowania - proponują tym ludziom rozpoczęcie od wstępnego etapu czyli tzw. mini-vichary, który ma być pierwszym szczeblem drabiny Atma-vichary.

    Proponowana mini-vichara zakłada zmianę ukierunkowania narzędzia "vichary" - zamiast kierować je bezpośrednio na źródło z którego wyłania się poczucie "ja" podpowiada się, by dla ułatwienia kierować je na określone stany mentalne np. cierpienia, przygnębienia, nieczystości umysłu itp. Zadaniem takiej vichary ma być wyciągnięcie wszystkiego tego – po kolei, od zewnętrznych do najgłębszych warstw - na światło nieoceniającej świadomości, które pozbawi te mentalne twory mocy. Po odsłonięciu takim sposobem wszystkich warstw ma się nam ukazać efemeryczna natura tego czym byliśmy zainteresowani czyli naszego ego, co z kolei ma zdemaskować fałszywe mniemanie jakie mieliśmy na temat tego kim jesteśmy.

    Choć Bhagawan Śri Ramana nie mówił nigdy o takiej praktyce w kontekście swojej ścieżki, to doradzający ją ludzie zapewniają, że pełni ona funkcję początkowego na niej kroku i jest zgodna z duchem jego nauczania. Proponują taki zabieg w celu umożliwienia łatwiejszego stosowania nauk Ramany w praktyce oraz takiego ujęcia praktyki Bhagawana, aby była pomocna współczesnemu człowiekowi w jego codziennym życiu.

    Czy taka praktyka naprawdę może być pierwszym krokiem na ścieżce Atma-vichary i czy rzeczywiście jest wprowadzaniem nauk Ramany w życie?

    Na pewno trzeba się zgodzić z autorami tej koncepcji co do jednego: większość sympatyzujących ze Śri Ramaną i jego nauką czyni to wyłącznie teoretycznie, rozumiemy więc i popieramy intencję zachęcenia adeptów do praktyki czy chęć uczynienia jej bardziej przystępną.

    Jednak z gruntu nie zgadzamy się z przyjętą metodyką.

    Wyobraźmy sobie, że dysponujemy technologią wiercenia studni poprzez namierzanie podziemnych cieków wodnych i wykonywanie odwiertów na odpowiednią głębokość. Jeżeli jednak zmodyfikujemy tę technologię, dla ułatwienia rezygnując z namierzania podziemnych źródeł i odpowiednio głębokich odwiertów, w zamian proponując metrowe mikro-odwierty to tu to tam, to być może czegoś się dowiemy o strukturze gleby w badanym miejscu, ale wody na pewno nie znajdziemy. Cała tachnologia zostanie przewrócona do góry nogami i przestanie pełnić swoją funkcję.
    Podobnie, jeżeli z Atma-vichary wyrzucimy „Atma” i w konsekwencji zamiast kierować uwagę na podmiot zaczniemy ją kierować na różne mentalne obiekty, zmodyfikujemy tym sposobem sam rdzeń samobadania czyniąc z niego coś zupełnie innego. Cała tachnika zostanie odwrócona do góry nogami i przestanie pełnić swoją funkcję. Przestanie to też być praktyka bezpośrednia, gdyż zamiast bezpośrednio Źródłem będziemy zajmować się różnymi mentalnymi, pośrednimi stanami.

    W zasadzie dalsze omawianie takiej mini-vichary nie ma sensu, przytoczymy jeszcze tylko słowa Bhagawana, który w Nan Yar? tak odniósł się do podobnych pomysłów:
    „Tak jak bezowocne jest badanie śmieci przed wyrzuceniem, podobnie bezowocne, dla tego, kto ma poznać siebie, jest liczenie i badanie właściwości tattw (pierwiastków bytu tworzących świat, Boga, duszę), które przysłaniają ‘ja’, zamiast odrzucić je wszystkie”.

    Zatem Śri Ramana jednoznacznie stwierdził, że dla urzeczywistnienia Prawdy takie praktyki zajmujące się stanami psychicznymi/mentalnymi są bezowocne. Gdyby taka mini-vichara była pomocna i potrzebna, doskonały nauczyciel duchowy jakim jest Śri Ramana na pewno nie omieszkałby wskazać jej swoim uczniom, tymczasem jak widzimy napiętnował ją jako bezskuteczną.

    My zatem zdecydowanie odradzamy taką praktykę adeptom pragnącym wkroczyć na ścieżkę Śri Ramany w poszukiwaniu Wyzwolenia, ponieważ absolutnie nie ma ona w sobie ducha bezpośredniej praktyki Atma-vichary wg Śri Ramany, a on sam wprost ją odradza. Gdybyśmy taką praktykę chcieli nazwać pierwszym krokiem Atma-vichary, musielibyśmy tak samo nazwać większość metod psychoterapeutycznych i im podobnych.

    Co zatem pozostaje dla początkujących napotykających ową "ścianę"? Swami Annamalai powiedział, że najlepszym przygotowaniem do Atma-vichary jest Atma-vichara. Powiedzieć łatwo, ale jak to wykonać?

    Aby spróbować poszukać odpowiedzi na to pytanie przedstawiamy poniżej autentyczną historię adepta(5), będącą przykładem drogi o jakiej mówi Swami Annamalai. Jako, że osoba ta kontaktowała się z nami nie raz w sprawie nauczania Śri Ramany, mieliśmy całkiem dobry ogląd całego procesu jaki przechodziła.

    Osoba ta po raz pierwszy natknęła się na Śri Ramanę i jego naukę ponad dziesięć lat temu i wówczas jej zachowanie było typowe dla większości ludzi: „To prawda, ten nauczyciel jest bez wątpienia wspaniały a jego nauki najwyższych lotów, jednak dla mnie w dużej mierze niezrozumiałe, zbyt radykalne i daleko idące, poza tym ja chcę normalnie żyć – nam rodzinę, pracę, dzieci - a tutaj pachnie ascezą, porzuceniem życia i egzystencją w nędzy; tak więc podziwiam, ale z bezpiecznej odległości”.

    Adept ten podążał więc - jak zresztą już wiele lat wcześniej - swoimi pośrednimi ścieżkami z których jedna po drugiej, choć na początku wzbudzały nadzieję i entuzjazm, z czasem okazywały się bezskuteczne. Kiedy już wszystkie one włącznie z klasyczną psychoterapią przestały działać, znalazł się w sytuacji, gdy tzw. „ból istnienia” stał się tak dotkliwy, że z desperacją jako ostatniej deski ratunku chwycił się Ramany Maharishi mówiąc sobie: „Jeżeli nie to, to już nic innego nie zostaje”. Zrobił to jednak z pełną uczciwością wobec siebie, nie udając „oświeconego” bo przeczytał wszystkie książki i przeszedł wszystkie kursy rozwoju duchowego, ale z trzeźwą oceną zaczął od miejsca w którym realnie się znajdował – czyli od zera.

    Ponieważ adwaitawedanyczna ścieżka oferuje trzystopniowy proces pobierania nauk, rozpoczął od śrawany i manany – studiowania i rozważania nauk; a ponieważ czuł, że ma znacznie większy pociąg do bhakti niż samobadania, kładł duży nacisk na ten aspekt nie odcinając się jednak od Atma-vichary, czytając i rozważając nauki o niej, włączając też do swojego życia tyle uważności ile potrafił.
    Co ważne, cały ten proces nie był bynajmniej czytaniem/rozmyślaniem służącym dokarmianiu intelektu (to już miał za sobą), ale wynikającą z dogłębnego bólu próbą wniknięcia w najgłębszą istotę nauk i uchwycenia jej, z postawą charakterystyczną raczej dla tego kto walczy o życie, niż tego, kto szuka komfortu czy rozrywki.
    Przeczytał niemal cały nasz portal wzdłuż i w szerz. W przypadkach wielu tekstów zastosował metodę trzykrotnego czytania każdego zdania i rozdziału zalecaną przez Michaela Langforda, z której na początku nazbyt pochopnie się śmiał.

    Tak minęło dobrych kilkanaście miesięcy, aż pewnego dnia wystrzeliła w nim bhakti – jakby ktoś nagle zdjął tej osobie ciężar z pleców i jak sama mówiła „było mi tak lekko...”. Niestety, bhakti jak to bhakti, zapaliła się na chwilę jak meteor przelatujący atmosferę i zgasła. Teraz pojawiła się jeszcze większa rozpacz bo "już coś prawie było i nagle odeszło...".

    W międzyczasie okazało się, że różnorodne metody duchowe, które wcześniej pociągały tego adepta całkowicie straciły swój urok i czar. Co więcej, gdy pewnego dnia zabrał ze sobą w podróż uprzednio atrakcyjną książkę jednego ze współczesnych autorów i duchowych nauczycieli, która napisana była w duchu Adwaitawedanty i w zamyśle miała kierować adeptów na Jaźń a nawet nawiązywała tu i tam do nauk Ramany, lecz napisana była li tylko na bazie potężnego intelektu autora przy braku własnej praktyki samobadania, adept ten nie był w stanie jej czytać. Po kilku zdaniach odrzucił ją z rozczarowaniem mówiąc: „co za bzdury, nie da się tego czytać...”. Z drugiej strony nauki Śri Ramany, które kiedyś były dla niego niezrozumiałe i które omijał, nagle stały się jasne i oczywiste.
    Zwracamy na to uwagę, ponieważ jest to charakterystyczne u adeptów wchodzących na bezpośrednią ścieżkę zjawisko, o którym wspominał już Śri Śankara. Po wejściu na ścieżkę Śri Ramany wszelkie pośrednie praktyki, które wcześniej mogły być pomocne stają się kontrproduktywne i wyrządzają tylko szkodę, rozwija się więc wobec nich, cytując Śankarę, „niechęć jak ku truciźnie”. W parze z tym równolegle rozkwita rozróżnianie, które pozwala na uchwycenie głębszych, wcześniej niedostępnych poziomów nauk.

    Wracając jednak do historii naszego adepta. Nie widząc innego wyjścia w zaistniałej sytuacji zabrał się za praktykę Atma-vichary, jednak czuł, że zmaga się z pionową ścianą nie do przejścia, wysyłał więc w eter rozpaczliwe sygnały SOS. Widać nie w próżnię, bo Bhagawan postawił na jego drodze kogoś, kto pewnego dnia powiedział: „15 minut dziennie to możesz się gimnastykować dla zdrowia, ale jeśli to ma zadziałać, to musisz to robić tyle a tyle godzin każdego dnia i lepiej wyregulować celownik”.
    Brzmiało to niezbyt zachwycająco, lecz jako że osoba ta była w sytuacji o słabej pozycji negocjacyjnej, z wielkim trudem – ale z determinacją, zaangażowaniem i nieustępliwością - rozpoczęła praktykować codziennie przepisaną ilość godzin; i tak minęło kilka kolejnych miesięcy. Przez zdecydowaną większość czasu miała poczucie walenia głową w mur, w nieliczne dni coś jakby się przejaśniało, żeby za chwilę znów zniknąć. Nie zaniedbywała przy tym aspektu bhakti i prób uważności w codziennym życiu, ale efekty były mizerne, więc z bezsilnością znów wołała o pomoc.

    I Bhagawan po raz kolejny nie odmówił. Pewnego dnia na spacerze, w sytuacji zwyczajnej, luźnej rozmowy dotyczącej duchowej praktyki, ktoś tej osobie powiedział: „Tutaj robisz błąd. Skoryguj to, rób tak i tak. Zrób to teraz”. Zrobiła. W tym momencie na jej twarzy pojawił się uśmiech a cała postać zajaśniała i z malującym się na twarzy wyrazem niedowierzania pomieszanego z radością powiedziała: „Czekaj, czekaj, coś mam! To jest to? Jest, wow, mam to! ”.

    Od tej chwili zaistniała zmiana – udało się uchwycić sens Atma-vichary(5A) i spleść ją w jedno z bhakti, który to element też jednocześnie zaskoczył.

    Choć wszystkie zewnętrzne okoliczności - praca, rodzina, obowiązki – pozostały takie same, to jednak zamiast osnuwającej je ciemności pojawiło się światło. Nękające tego człowieka potworne strachy nagle całkowicie straciły swoją straszność, a na jego ustach zagościł uśmiech powodowany wewnętrzną, niezwiązaną z żadnym obiektem radością. Wcześniejszy ból istnienia zastąpiła łagodna, niewymuszona radość istnienia.
    Jedyną komplikacją stała się konieczność wyjaśniania kolegom i koleżankom z pracy, skąd ta nagła wesołość i z czego co rusz się śmieje. Człowiek ten bynajmniej nie uciekł też do jaskini i nie popadł w skrajną ascezę – wiedzie normalne życie, co więcej, nagle rozwinął skrzydła z werwą i energią realizując pasje z młodości odłożone uprzednio na zakurzoną półkę siłą prozy życia (opisujemy tutaj stan rzeczy na trzy miesiące po owym wydarzeniu, nie wiemy oczywiście, co przyniesie przyszłość).

    Niektórym mogło by się wydawać, że wszystko nastąpiło poprzez jedną małą, trafną uwagę, dlatego musimy stanowczo podkreślić, że podwaliny pod to, aby ta uwaga mogła zostać uchwycona i wprowadzona w życie, zbudowane zostały przez ciężką pracę, determinację, wytrwałość, niezłomność, uczciwość wobec siebie, zaufanie i wiarę, połączone z działaniem łaski. Bez tego wszystkiego uwaga ta najpewniej wleciałaby jednym uchem a wyleciała drugim, jak już wcześniej nieraz bywało.

    Zastrzegamy też, że jest to opis wkroczenia na ścieżkę Śri Ramany i będący w tym miejscu adept może jeszcze wiele razy koncertowo się wyłożyć, lecz raz złapawszy tę nić, zawsze będzie miał zapisaną w duchowym DNA ścieżkę, którą do tego stanu można wrócić.

    Ewentualnym naśladowcom polecamy zacząć od słów Nisargadatty Maharaja, który powiedział, że jeżeli to nie będzie w naszym życiu kwestią absolutnie zasadniczą, nie znajdziemy w sobie dość siły i determinacji i nie osiągniemy sukcesu. W opisanym przypadku to było sprawą "życia i śmierci", poparte zostało ww. cechami czy postawami i dało taki oto efekt (choć, zastrzegamy, opisana historia nie jest jakąś uniwersalną receptą i prosimy traktować ją li tylko jako przykład).

    Śri Ramana Maharishi powiedział, że jeżeli jego metodą będziemy poszukiwać Jaźni wewnątrz i śmiałym aktem oddamy mu wszystkie swoje sprawy opierając się całkowicie na łasce, wówczas on rozpędzi nasz mrok i ukaże nam światło – taka jest jego odpowiedzialność. My zaś jako jego uczniowie mamy obficie cieszyć się radością.

    Jak widać na powyższym przykładzie nie były to wcale puste słowa.

    ____________
    (5) Opisana historia została tutaj umieszczona za wiedzą i zgodą bohatera.

    (5A) To, co tutaj opisujemy, jest samodzielnym uchwyceniem strumienia "ja jestem" przez ucznia, które różni się zarówno od tzw. wglądu jak i od krótotrwałego samoistnego pojawienia się stanu "ja jestem" czy też chwilowego przejęcia tego stanu od kogoś innego, w których to przypadkach adept nie wie jak do niego wrócić.


  • Ramana zaleca: nie medytuj.

    W internecie, szczególnie w mediach społecznościowych, krąży wiele pouczeń sygnowanych imieniem Śri Ramany Maharishi, z których część może wzbudzać zdziwienie wśród czytających. Jedno z nich, na które trafiliśmy, wydające się zalecać porzucenie medytacji, brzmi następująco:

    „Nie medytuj – bądź!
    Nie myśl, że jesteś – bądź!
    Nie myśl o byciu – jesteś!”


    Czytając to niektórzy adepci – szczególnie ci medytujący – mogą się poczuć skonfundowani zastanawiając się, dlaczego Ramana Maharishi najwidoczniej radzi im, żeby nie medytowali. Co więcej, można się również natknąć na wypowiedzi znanych współczesnych komentatorów nauk Śri Ramany przytaczających jego słowa zakazujące któremuś z uczniów medytować.

    Czy w takim razie Ramana naprawdę zaleca nam porzucenie medytacji czy jak inaczej to rozumieć?

    Czytając zapisy wypowiedzi Śri Ramany Maharishi należy w pierwszej kolejności brać pod uwagę to, do kogo i w jakim kontekście były kierowane, stosując podstawowy klucz podziału na adeptów dojrzałych, zmierzających do Wyzwolenia i podejmujących prowadzącą do tego praktykę Atma-vichary i adeptów mniej dojrzałych, niezmierzających do Wyzwolenia i niebędących w stanie podjąć praktyki Atma-vichary. Bhagawan Ramana kierował swoje istotne, najgłębsze nauczanie do tych pierwszych, zaś w rozmowach z tymi drugimi – których określał czasami mianem „innych” - nierzadko pochylał się do poziomu dla nich uchwytnego, udzielając im nieco innych, nawet na pozór sprzecznych z tymi kierowanymi do pierwszej grupy uczniów pouczeń.

    Śri Ramana wyraźnie rozróżniał między medytacją podmiotową a medytacją Jaźni, tę pierwszą uznając za niewskazaną dla swoich zmierzających do Wyzwolenia uczniów i kontrproduktywną na bezpośredniej ścieżce, jest więc wielce prawdopodobne, że powiedział do któregoś ze swoich uczniów „nie medytuj...”. Jednakże, gdyby tę myśl rozwinąć i dopisać dalszy ciąg, to wyglądałby on zapewne tak: „... nad obiektami, medytuj nad Jaźnią”.

    Ramana Maharishi nazywał czasami Atma-vicharę „medytacją nad Jaźnią” lub „medytacją Jaźni” i zalecał prowadzić ją w sposób nieprzerwany i jest to samą esencją jego ścieżki, trudno więc na poważnie stawiać tezę, że zalecał nie medytować, jeśli przez medytację rozumieć będziemy medytację Jaźni czyli samouważność. Aczkolwiek każda medytacja biorąca za przedmiot skupienia jakikolwiek obiekt fizyczny czy mentalny jest dla adepta będącego na ścieżce Atma-vichary szkodliwa, więc na pewno takowej swoim dojrzałym uczniom nie zalecał i mógł ją nawet stanowczo odradzać.

    Jeżeli jednak Śri Ramana kierował swoje słowa do osoby mało dojrzałej, niebędącej w stanie podjąć praktyki samobadania, to bardzo wątpliwe, by odradzał jej nawet przedmiotową medytacyję, jeśli na więcej nie było ją stać. Pytany o to na poziomie ogólnym powiedział: "Każdy rodzaj medytacji jest dobry", zaznaczając następnie różnice między zwykłą medytacją a medytacją Jaźni. Wiemy też skądinąd, że Bhagawan uznawał wartość nawet prostych praktyk religijnych i religii w ogóle, mówiąc, że nawet one spełniają swoją rolę dla określonej grupy ludzi, odciągając te osoby od popełniania złych uczynków i przekazując elementarny komunikat o istnieniu Boga.

    Ścieżka Ramany Maharishi wymaga, aby stan medytacji Jaźni adepta stał się tak silny, by objął całe jego życie z wszystkimi jego aktywnościami i nie ograniczał się tylko do "siedzenia w medytacji". W tym kontekście Bhagawan czasami zwraca uwagę na to, żeby nie trzymać się tylko i wyłącznie siedzącej praktyki i nie myśleć, że jego ścieżka kończy się na takim siedzeniu - to może/powinno być początkiem pozwalającym nabrać odpowiedniej mocy trzymania się Jaźni, ale na tym nie można poprzestać. Zdecydowanie nie należy takich wskazówek interpretować jako wezwania do porzucenia medytacji, gdyż mówią dokładnie o czymś przeciwnym.

    Nie wiemy - wracając do przytoczonego pouczenia – skąd zostały zaczerpnięte cytowane słowa, nie przypominamy sobie tak brzmiącej wypowiedzi Bhagawana. Najprawdopodobniej jest to kompilacja zebranych z kilku miejsc słów czy zwrotów zestawionych razem w zgrabnie brzmiący aforyzm, stworzona zapewne z dobrą intencją, jednak w końcowym efekcie mogąca wprowadzać zamieszanie w umysłach sympatyków Ramany Maharishi.

    My zdecydowanie nie jesteśmy zwolennikami tworzenia kompilacji z wyrwanych z kontekstu słów Bhagawana ani przekazywania jego nauk w enigmatycznej formie, nawet jeśli pięknie wówczas brzmią; idąc za przykładem Śri Ramany stawiamy na jasność oraz prostotę przekazu połączoną z wiernością jego istocie.

    Gdybyśmy mieli, biorąc pod uwagę istotę i pełnię nauk Śri Ramany, rozwinąć cytowane słowa tak, żeby nie budziły one wątpliwości, powiedzielibyśmy:

    Nie medytuj – bądź!
    Nie medytuj nad obiektami, medytuj nad Jaźnią – medytacja nad Jaźnią to bycie Jaźnią; zatem bądź Jaźnią, a nie ego-osobą!

    Nie myśl, że jesteś – bądź!
    Nie myśl, że jesteś, bo każda myśl jest przeciwna byciu Jaźnią – bądź Jaźnią z wyłączeniem wszelkich myśli! Aby wyłączyć wszystkie myśli i myślącą je ego-osobę praktykuj Atma-vicharę.

    Nie myśl o byciu – jesteś!
    Nie myśl o byciu, gdyż myśl o byciu to nałożenie myśli na Jaźń, a to oznacza bycie ego, nie Jaźnią – za pomocą Atma-vichary pozbądź się nałożeń, a będziesz w stanie bycia Jaźnią bez nałożeń. Wtedy naprawdę jesteś (tym, kim jesteś)!


    Na pewno nie należy interpretować tych słów jako potępienia medytacji i wezwania do porzucenia jej, zalecenia niewykonywania jakiejkolwiek praktyki duchowej i bycia w zwykłym stanie świadomości ego-osoby, nic nie robiąc i po prostu „będąc” jak wszyscy inni dookoła (z tą różnicą, że coś się przeczytało i coś się "wie" czy "rozumie", czego inni nie wiedzą i nie rozumieją, co pozwala czuć się "niedualistą" lepszym od "dualistów").

    Zupełnie nie o to chodzi.

    "Bycie" u Ramany Maharishi to nie to samo co "bycie" w potocznym znaczeniu tego słowa. Wszyscy jesteśmy, nie ma na świecie człowieka, który nie posiadałby poczucia "jestem". Jednakże na skutek utożsamienia z ciałem/umysłem mamy fałszywe poczucie, że jesteśmy ego-osobą. Ramana Maharishi wzywa nas do porzucenia tego fałszu tak, abyśmy byli kim [czym] naprawdę jesteśmy w swojej prawdziwej naturze tj. Atmanem [Jaźnią], a nie ego-osobą.
    Zaś do tego prowadzi bardzo wymagająca praktyka Atma-vichary nazywana medytacją Jaźni, która jest sednem nauk Śri Ramany Maharishi.

  • Bhawa.

    W duchowości wschodniej znane jest pojęcie „bhawa”, pojawiające się szczególnie często w kontekście bhakti, a oznaczające zazwyczaj nastrój lub uczucie jakie przyjmuje i jakim przesiąka aspirant. W bhakti jodze wyróżnia się kilka bhaw, a są to: santa-bhawa (nastrój spokojny, wynikający z szacunku lub pokory), dasya-bhawa (poddańczy nastrój, wynikający z respektu lub podporządkowania), vatsalya-bhawa (nastrój cielęcia wpatrzonego w matkę, wynikający z czułych synowskich lub braterskich uczuć), sakhya-bhawa (przyjacielski nastrój, wynikający z uczucia przyjaźni) oraz madhurya-bhawa (słodki nastrój, podobny do rozkoszy kochanków); twierdzi się, że powinny się one ostatecznie rozwinąć w kosztowanie esencji błogości czystej miłości transcendującej wszelkie bhawy.

    Pewnego razu zapytano Ramanę Maharishi jaka bhawa jest właściwa dla praktyki Atma-vichary. Ten odparł: „Nie potrzebujesz żadnej bhawy w swoim umyśle. Wszystkim, co jest wymagane, to porzucenie bhawy uważania siebie za to ciało [dehatma-bhawa], które jest takie a takie, nazywa się tak czy inaczej itd. Nie ma potrzeby posiadania żadnej bhawy względem swojej własnej natury. Ona istnieje, istniała i zawsze będzie istnieć; to jest rzeczywistość i nie ma w tym bhawy”.

    W Guru Vachaka Kovai Bhagawan wyjaśnił to następująco:

    Ktokolwiek medytuje nad Jaźnią w jakiekolwiek bhawie [formie czy uczuciu] osiąga ją jedynie w tej bhawie (tzn. w sposób warunkowy czy saguniczny). Ci pełni pokoju szczęśliwcy, którzy pozostają w milczeniu bez żadnej bhawy, osiągają wzniosły i nieuwarunkowany stan Kaywalii [nirguniczny stan Jaźni].

    Oznacza to, że niewłaściwym jest przyjmowanie jakiejkolwiek nastrojowo-uczuciowych bhaw w czasie podejmowania praktyki Atma-vichary czy próba zabarwiania Jaźni jakimkolwiek uczuciem, nastrojem czy wzruszeniem. Nie należy sobie predefiniować w umyśle żadnych tego typu stanów, gdyż – jak mówi Śri Ramana – rodzi to ryzyko nałożenia na Jaźń kolejnej formy czy uczucia, które dadzą tylko saguniczny, niedoskonały jej obraz, odpowiadający danej bhawie.

    Omawiając w 8 wersie Istoty Pouczenia bhakti jogę, Śri Ramana używa pojęć anya-bhawa i ananya-bhawa; to pierwsze oznacza medytację nad Bogiem jako różnym od nas, to drugie jako nieróżnym od nas samych. To pierwsze jest podrzędnym rodzajem medytacji, to drugie oznacza de facto wysiłek uchwycenia się i utrzymania uwagą "ja", zaś rezultatem takiej praktyki - opisanym przez Śri Ramanę w kolejnym, 9 wersie tegoż dzieła - jest sat-bhawa, stan Czystego Istnienia, który przewyższa medytację. Tak więc Bhagawan wyjaśnia, że bhakti joga poprzez ananya bhawę (trzymanie się "ja") musi się ostatecznie przeobrazić w samouważność dając w efekcie stan przebywania w Jaźni będący doskonałym oddaniem; zatem jedyną dopuszczalną w Atma-vicharze bhawą jest ananya - trzymanie się "ja" z wyłączeniem wszystkiego poza tym.

  • Psychologia a samobadanie.

    Zachodni psychologowie, obserwując duchowe ruchy oparte na przeszczepionej na zachodnią tkankę duchowości Wschodu - wliczając Adwaitę - sami też nierzadko taką czy inną duchowością się zajmując, wskazują na występujące w tym obszarze rozliczne problemy wynikające z niedociągnięć w procesie indywiduacji u zaangażowanych w te ruchy adeptów. Zauważają, że wielu z zachodnich entuzjastów wschodniej duchowości ma braki w procesie integracji własnej osobowości, od których usiłują uciekać lub które próbują omijać przywdziewając duchowe szaty, co w efekcie skutkuje najczęściej powierzchowną duchowością, pod którą kryją się nierozwiązane problemy osobowościowe.

    Na względny poziom osobowego „ja” nakładane są absolutne, duchowe prawdy, które nie mają nic wspólnego z relatywnym doświadczeniem ucznia, przy jednoczesnym omijaniu tkwiących w jego osobowości problemów i odmawianiu radzenia sobie z nimi czy z tym, co się pod nimi kryje – mówią. Takie podejście prowadzi ich zdaniem do rozlicznych niebezpieczeństw na duchowej ścieżce.

    Psychologowie ci twierdzą, że jako istoty ludzkie funkcjonujemy na dwóch płaszczyznach: relatywnej i absolutnej, i powinniśmy zintegrować obie z nich, aby absolutna natura mogła się wyrazić w osobistej formie. Sugerują, że niewskazane jest podejście czysto duchowe ignorujące psychikę. Postulują, aby na bazie dialogu pomiędzy tymi dwoma podejściami w pierwszej kolejności tak przekształcić naszą osobowość, aby stała się narzędziem przydatnym do wyższych celów, by uzdrowić sferę osobistą zamiast tylko szukać od niej wyzwolenia. Za punkt wyjścia proponują obrać osobowość by dopełniając procesu indywiduacji uczynić ją zdolną do integracji z wyższym, duchowym poziomem.

    Bardzo możliwe, że psychologowie ci mogą mieć rację w odniesieniu do adeptów znajdujących się na różnych pośrednich duchowych ścieżkach, nade wszystko zaś tych zagubionych w pseudoduchowych ruchach zbudowanych na spłyconych, poprzekręcanych i przeinaczonych naukach Wschodu. Całkiem prawdopodobne, że proponowane przez nich rozwiązania są dla tych aspirantów względnie korzystne. Jako że my na naszej stronie nie zajmujemy się ani pośrednimi ścieżkami ani pseudoduchowością, nie będziemy się tutaj do tego odnosić.

    Przestrzegamy jednak by nie sądzić, że uporządkowanie psychiki przekłada się automatycznie na możliwość eksploracji głębszych sfer ducha, gdyż wymagana do tego dojrzałość duchowa jest materią znacznie bardziej złożoną niż kilka psychologicznych sesji.

    A jak te wnioski i propozycje mają się do bezpośredniej ścieżki Śri Ramany?

    Na początek odnotujmy widoczny we wspomnianych analizach brak odniesienia do bezpośredniej duchowej ścieżki i związanych z nią doświadczeń, co powoduje, że kreślony obraz jest niepełny. Można się domyślać, że formułujący je ludzie nie mają wiedzy o tej ścieżce i brak im w tym obszarze praktycznych doświadczeń.

    Z ich słów przebija również tendencja do uznawania naszej psychofizycznej struktury za bazową strukturę człowieka, zaś struktury duchowej za swego rodzaju „dodatek”. Niektórzy nawet twierdzą, że zbytnio zaangażowany w duchowość człowiek nie może angażować się w swoje człowieczeństwo, tak jakby sfera ducha przeczyła człowieczeństwu.
    Adwaita Wedanta prezentuje przeciwstawną filozofię: tutaj duch [Jaźń] konstytuuje prawdziwą naturę człowieka, zaś struktury psychiczne i fizyczne są dodatkami czy przysłonami, poprzez utożsamienie z którymi ta prawdziwa natura jest zasłaniana. Mówi też o braku substancjalnej realności ego-osoby, na której psychologia chce budować fundament do głębszej duchowości. W szerszym ujęciu Adwaita nakazuje również spojrzeć na całość ludzkich wcieleń i dostrzec, że jedynym celem przywdziewania kolejnych cielesnych powłok jest nic innego jak urzeczywistnienie Jaźni, gdy tymczasem psychologia zwyczajowo ogranicza się do naszego jednego żywota, kładąc akcent na realizację osobistych celów.

    Ci, którzy chcą te dwie płaszczyzny łączyć, powinni się najpierw upewnić, czy aby nie zaprzęgają do wozu dwóch koni ciągnących w przeciwnych kierunkach.

    Patrząc na aspirantów próbujących dopiero wejść na bezpośrednią ścieżkę Śri Ramany i znajdujących się na jej wstępnym etapie, mamy do czynienia z szerokim wachlarzem różnej dojrzałości adeptów, z których ci początkujący prawdopodobnie są w stanie odnieść pewne korzyści z psychologicznego przepracowania jakichś osobowościowych problemów, o co będzie raczej trudno u tych bardziej zaawansowanych.

    Znamy takich, którzy próbowali bez powodzenia rozpocząć praktykę Atma-vichary szybko się poddając, po czym zajmowali się innymi praktykami, przechodzili różne życiowe perypetie, poddawali się psychoterapiom, by w końcu po 10 czy 20 latach wrócić do Atma-vichary z nowym podejściem, tym razem lepiej dysponowani do głębszej i poważniejszej praktyki. W ich przypadku różne okoliczności – w tym w jakimś stopniu najprawdopodobniej praca psychologiczna – pomogły wypracować lepszą postawę. W ten sposób stawali się bardziej zaawansowani na wstępnym etapie, jednak wraz z tą dojrzałością odchodziła wszelka ciągotka do pośrednich duchowych praktyk czy psychologii. Warunkiem przestąpienia progu właściwej Atma-vichary jest duchowa dojrzałość, która – można przyjąć – obejmuje również dojrzałą psychikę. Jest to jednak tylko jeden z elementów, wcale nie najważniejszy.

    Właściwa praktyka Atma-vichary radzi sobie z pozostałymi u aspirantów ukrytymi skłonnościami całkowicie odmiennie niż psychologia. O ile psychologia wyciąga określoną dysfunkcję na światło umysłu, tak by pacjent sam lub z pomocą psychologa czy psychoterapeuty mógł ją uleczyć, powstałą wyrwę zasklepiając zdrowszą materią psychiczną, o tyle Atma-vichara wyciąga nasiona i dyspozycje na światło czystej świadomości, które samoistnie – bez aktywnego udziału adepta - wypala te oba, zastępując je „materią” Jaźni.
    Można powiedzieć, że psychologia przycina chwasty by pozwolić rosnąć pożytecznym roślinom, Atma-vichara wypala korzenie wystawiając je na działanie palącego słońca. To, co zostało przycięte, odrodzi się; to, czego korzenie zostały zniszczone, nie odradza się.

    Na etapie właściwej Atma-vichary psychologia jest zupełnie nieprzydatna. Dla będącego na tym szczeblu praktyka Atma-vichary rady psychologa są jak rady pływającej po stawie kaczki, próbującej na swoją modłę uczyć rybę pływać. Psychologia zajmuje się ego, ego jest dokarmiane i umacniane jeśli się nim zajmować, co uniemożliwia samobadanie; Atma-vichara odżywotnia i niszczy ego, co zamyka drzwi dla psychologii. Psychologia i Atma-vichara są jak woda i ogień – nie dadzą się pogodzić. Zabawa w psychologię skończy się dla praktyka Atma-vichary silnymi turbulencjami w najlepszym razie, upadkiem ze ścieżki samobadania w najgorszym.

    Licząc starannie, ile sesji psychologicznych przeszedł Ramana Maharishi, sami znajdziemy odpowiedź na pytanie, ile z nich jest zalecane każdemu z praktyków podążających jego ścieżką.

    W teorii, na papierze, wszystko jest łatwe. Jeżeli psychologowie chcą usilnie łączyć płaszczyznę osobistą z absolutną to proponujemy - rozumiejąc, że sami ukończyli już proces indywiduacji - żeby zabrali się teraz na tę drugą stronę tzn. żeby zapoznali się z bezpośrednią ścieżką, rozpoczęli bezpośrednią praktykę i doprowadzając ją do końca urzeczywistnili naszą absolutną duchową naturę i jednocześnie połączyli to z ego-osobowością. Tym sposobem pokażą nam, że jest to w praktyce możliwe. Bez tego, łącząc płaszczyznę osobistą z li tylko teoretyczną wiedzą o absolucie, de facto nic nie łączą, gdyż cały czas poruszają się po relatywnej płaszczyźnie ego-umysłu.

    Chyba, że kogoś zadowalają same tylko wyobrażenia o absolucie - wtedy niewątpliwie możliwy jest spektakularny sukces, podobny sukcesowi żebraka, który wyobrazi sobie że jest milionerem, a jego praktyczna wartość równa będzie wartości wyobrażonych milionów.

    Już Carl Gustav Jung odnosząc się do Ramany Maharishi i jego stanu urzeczywistnienia Jaźni powiedział: "[...] Psychologia nie jest w stanie cokolwiek dodać do tego, gdyż znajduje się to daleko poza granicami jej możliwości [...]", ustawiając tym psychologię na właściwym jej miejscu, daleko w tyle za naukami Śri Ramany Maharishi. I obawiamy się, że od tego czasu nic się nie zmieniło.

    Rozumiemy przywiązanie do osobowości i obawy, kiedy czyta się o „absolucie”, „pustce”, czy „bezosobowym Ja-Ja”. Niejeden wyobraża sobie pewnie wypełnioną pustką bezwładną, bezmyślną, poruszającą się w półtransie skorupę ludzkiego ciała pozbawioną możliwości realizacji podstawowych funkcji społecznych, bo jak inaczej może wyglądać „bezosobowe Ja-Ja”?

    Pewnego razu, w reakcji na podobne wątpliwości wysuwane przez ludzi postronnych pytających: "Jak to możliwe, że u tych, których ja osobowe umarło, kontynuowane są działania ciała, mowy czy umysłu podobnie jak u wszystkich innych, co przecież widzimy?", Ramana Maharishi powiedział: „Zapewniamy, że ponieważ ich wewnętrzne przywiązania są martwe, w ich sercu zamieszkuje Bóg i wykonuje wszystkie te działania”.

  • Pytanie "Kim ja jestem?" bez Atma-vichary.

    W przeciągu ostatnich lat pojawiła się na świecie trudna do zliczenia ilość nowych ruchów duchowo-religijnych, z których co poniektóre mają gdzieś wprzęgnięte pytanie „Kim ja jestem?” lub/i skupienie na świadomości „ja jestem” [„jam jest”].

    Część mających trudności z praktyką samouważności sympatyków Śri Ramany kieruje się w stronę takich ruchów licząc na pomoc w opanowaniu tej trudnej dla nich sztuki lub chociaż bardziej obszerne wyjaśnienie tych zagadnień.

    Radzimy ostrożność. Choć pytanie „Kim ja jestem?” i świadomość „ja jestem” stały się modne, jednak w zdecydowanej większości podchodzi się do nich od strony umysłu, co jest skrajnie różnym podejściem od tego, jakie zaleca Bhagawan Ramana.

    W Istocie Pouczenia mówi on, że aby mogło pojawić się doświadczenie światła świadomości „ja jestem” [jam jest, Ja-Ja, Ja jestem Ja] musi zniknąć ja-myśl, będąca korzeniem myśli i umysłu. Może się to dokonać tylko za sprawą poprawnie wykonywanej praktyki Atma-vichary, będącej sednem nauk Śri Ramany, i nie w żaden inny sposób.

    Jeżeli ktoś zamiast tego oferuje zajmowanie się tymi zagadnieniami w obrębie umysłu, odpowiadając poprawnie, lecz zaledwie intelektualnie na pytanie „Kim ja jestem?”, to taka odpowiedź nie ma dla sadhaki żadnej praktycznej wartości. Niewiele lepiej, jeśli ktoś zachęca do zadania tego pytania i oczekiwania intuicyjnej/intuitywnej odpowiedzi – intuicja, jak wyjaśnił Śri Ramana, jest tylko subtelnym intelektem i jako taka nie jest narzędziem poznania Jaźni. Podobnie niewiele da jeśli ktoś zaleca, żeby skupić się i poczuć w sobie świadomość „ja jestem” - takie „poczuwanie” nie ma mocy niszczenia korzenia umysłu.

    Wszelkie „zrozumienia”, „poczucia”, „poczuwania”, „odczuwania”, „wyobrażenia”, „wizualizacje”, „wczuwania się” itp. odbywają się w umyśle i nie prowadzą do uchwycenia czystego „ja jestem”. Oczywiście przy odpowiedniej dozie autosugestii można różne cuda „poczuć”, ale poważny praktyk nie powinien nawet brać serio takich opcji.

    Chyba, że w ramach "poczuwania" człowiek oddzieli doskonale pierwszoosobową myśl-ja od wszelkich myśli drugiej i trzeciej osoby porzucając je i wnikając w źródło tej ja-myśli tak, że ona zniknie - wówczas wykona prawidłowo Atma-vicharę bez względu na to, jaką nazwę temu nada.

    Na bezpośredniej ścieżce polegającej na trzymaniu się czystego „ja jestem” pomóc może albo urzeczywistniony mędrzec (nie jest znany żaden taki na świecie), albo zaawansowany praktyk, w sposób powtarzalny docierający do „ja jestem”. Pozostali będą w tym raczej marną pomocą - dobrze, jeżeli nie zaszkodzą.



„Bądź cichy i nieporuszony, a wszystkie myśli znikną. Samobadanie i samopoddanie są metodami, które przynoszą wewnętrzną ciszę i wolność od poruszeń.[...] Ostateczne pouczenie brzmi:
Bądź cichy i nieporuszony; ugruntuj i ustabilizuj ten stan, a Jaźń zostanie urzeczywistniona.
Jednak pouczenie "bądź cichy i nieporuszony" będzie najpewniej błędnie zrozumiane przez przeciętnego człowieka, dlatego udzielane jest tylko dojrzałym aspirantom”.



Praktykowanie samuważności czy inaczej Atma-vichary nauczanej przez Śri Ramanę nie może się odbywać przy braku bhakti [samopoddania, samooddania lub miłości]; przeciwnie samouważność i samopoddanie [samooddanie] są ze sobą nierozłączne i w swoim najwyższym akordzie są jednym.
O istocie bhakti oraz jej różnych poziomach więcej w zakładce bhakti.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

Przydatne wskazówki.



"Kiedy próbuje się osiągnąć poddanie zjawia się ego i trzeba próbować je uciszyć. Poddanie nie jest łatwą sprawą. Zabicie ego nie jest łatwą sprawą. Tylko kiedy sam Bóg mocą swej wielkiej łaski pociągnie umysł do wewnątrz, całkowite poddanie może zostać osiągnięte. Jednakże taka łaska pojawia się tylko u tych, którzy przeszli już - w tym lub poprzednim życiu - całą konieczną walkę i wszystkie wstępne sadhany niezbędne do anihilacji umysłu i zabicia ego".



Kamień milowy.



Na drodze Atma-vichary na długo przed tym, zanim nastąpi moment ostatecznego zniweczenia wasan, umysłu i ego, przychodzi moment uchwycenia czystego poczucia „ja jestem”, stanowiący w istocie początek właściwej Atma-vichary, który jest niezwykle znaczącym wydarzeniem na duchowej drodze człowieka.

Jest to moment w którym adept po raz pierwszy dochodzi własnym wysiłkiem, połączonym oczywiście z działaniem łaski, do kosztowania smaku błogości-szczęśliwości Jaźni; smak ten jest przedsmakiem Jaźni i po raz pierwszy daje adeptowi właściwe pojęcie o tym, o co naprawdę tutaj chodzi (więcej o przedsmaku Jaźni tutaj).

I właśnie na ten moment zwracamy uwagę - jest to niezwykle cenne doświadczenie przedsmaku własnej Jaźni, po doświadczeniu którego można zyskać całkowicie nowy ogląd rzeczy. Warto wziąć to pod uwagę przed zbyt wczesną rezygnacją.

Sekundy.



Śri Sadhu Om zapytany przez jednego z pielgrzymów, czy powinien próbować praktykować samouważność w każdych okolicznościach życia np. jedząc, rozmawiając, chodząc itd. odpowiedział: „Nie mogę ci tego polecić”, dodając, by pytający zaczął nie będąc zaangażowanym w żadne inne aktywności. Następnie zalecił posłużenie się pytaniem „Kim ja jestem?” lub powtarzaniem „ja, ja”, aby w ten sposób odwrócić umysł od obiektów drugiej i trzeciej osoby i „przywołać” świadomość „ja jestem” i próbować uchwycić się jej samouważnością. Dalej powiedział: „Możesz być w stanie uchwycić się tej świadomości tylko na kilka sekund na jeden raz, lecz nawet to będzie bardzo korzystne”.

Jest tutaj poruszonych kilka istotnych kwestii, na które warto zwrócić uwagę.

Pierwsza to ważna wskazówka, by rozpoczynać przygodę z Atma-vicharą od specjalnie przeznaczonego na to czasu, kiedy nie jesteśmy zaangażowani w nic poza tym. Nie ma naturalnie przeciwwskazań by podejmować próby również w czasie codziennych czynności, ale jeżeli ktoś nie jest w stanie "przywołać" i uchwycić świadomości „ja jestem” podczas specjalnie poświęconej temu sesji w optymalnych warunkach, to mało prawdopodobne by tego dokonał, kiedy jego umysł poddany jest działaniu dodatkowych rozpraszających czynników. Oczywiście adept obyty z właściwą Atma-vicharą może i powinien próbować ją utrzymywać w każdych okolicznościach - oatatecznie praktyka musi być nieustająca.

Druga to wzmianka Sadhu Om o sekundach doświadczania świadomości „ja jestem” dziennie. Komuś nieobeznanemu z tematem mogłoby się wydawać, że "sekundy" nic nie znaczą, jednak byłby w błędzie. Te sekundy są niezwykle istotne i owocne - nie należą do porządku ego, lecz do porządku Jaźni, mają potężną moc, są wyjątkowo znaczące dla adepta i zwykle zostawiają po sobie ślad na długo po tym, jak przeminęły.

Moc obecności Jaźni(6), której pielgrzymi doświadczali w obecności Ramany Maharishi, jest tą samą mocą, z którą obcujemy poprzez właściwie wykonaną praktykę samobadania, nawet jeśli udało się to tylko przez sekundę.

Jeszcze raz podkreślamy: w praktyce Atma-vichary nie chodzi o relaks, mniejsze czy większe wyciszenie umysłu, „pustkę”, „oświecenie”, zrozumienie, wgląd itp. Błysk intuicji, wglądu czy zrozumienia nie jest Atma-vicharą. W praktyce Atma-vichary chodzi o zanurzenie w Źródle, z którego nasze „ja” się wyłania, co jest nieodłącznie związane z bezpośrednim doświadczaniem czystej błogości-szczęśliwości [ananda] oraz pokoju [shanti].

____________
(6) Znany jest z czasów życia Śri Ramany w ciele przykład silnie zaangażowanej w duchowość kobiety, której zmarło jedyne ukochane dziecko, a która wcześniej wszelkimi możliwymi środkami, przy pomocy guru i Boga, bezskutecznie próbowała je ocalić. Niestety dziecko nie przeżyło, zaś kobieta doszła do wniosku, że winien jest okrutny Bóg i guru-oszuści, zaczęła więc jeździć od aśramy do aśramy wylewając na nich swoje żale, oskarżając i obwiniając jednego guru po drugim.
W takim nastroju przybyła do Triuvannamalai, zatrzymała się na nocleg u jednego z gospodarzy, z rozżaleniem opowiadając mu swoją historię. Następnego dnia ten zaprowadził ją rozgoryczoną i nabuzowaną do Ramanasramam, zostawił przed wejściem do pokoju Bhagawana, po czym udał się z powrotem do domu. Jednak gdzieś po drodze przyszło mu do głowy, że być może nie najlepiej zrobił zaprowadzając ją tam, bo kobieta była zdesperowana, w bojowym nastroju i mogła wywołać awanturę. Zawrócił więc, żeby sprawdzić, co się dzieje. Kiedy uchylił drzwi i zajrzał do pokoju w którym siedział Śri Ramana z pielgrzymami, zobaczył ją uśmiechniętą i rozpromienioną, przestał się więc martwić. Gdy w południe w równie radosnym nastroju wróciła na kwaterę spytał ją, co się stało, że tak diametralnie zmienił się jej stan, ta zaś odpowiedziała: „Nie wiem. Po prostu usiadłam tam i wszystko się rozpłynęło”.

Minuty, godziny...



W dalszej części cytowanego wyżej pouczenia Śri Sadhu Om powiedział: „Ważne jest, żeby próbować, nawet, jeśli jest to tylko kilka minut dziennie [...] Jeżeli będziemy próbować chwytać się świadomości „ja jestem” chociaż przez kilka chwil w ciągu dnia, będzie to stopniowo zmniejszać nasze lgnięcie do czegokolwiek innego i prowadzić do celu...”(6A), poruszając tym samym zagadnienia:
a)konieczności podejmowania prób
b)czasu potrzebnego na praktykę.

To pierwsze jest dość oczywiste. Śri Ramana porównał kiedyś proces odwracania umysłu od obiektów do procesu kuszenia soczystą trawą krowy, która nauczyła się paść na cudzych włościach, tak aby ta wróciła do swojej zagrody. Cały proces jest z reguły długi, powolny i wymaga wysiłków; bez nieustannych prób, wytrwałości, uporu i niezłomności niewiele zdziałamy.

Co do drugiego, wbrew pozorom niełatwego zagadnienia, to trudno się ze słowami Sadhu Om nie zgodzić, jednak widzimy konieczność doprecyzowania ich poprzez dodanie jednego warunku: próba chwytania się chociaż przez kilka minut dziennie świadomości „ja jestem” będzie skutecznym środkiem prowadzącym do celu pod warunkiem, że adept w czasie tej chwili jest w stanie uchwycić tę świadomość lub przynajmniej zapobiec rozbieganiu się umysłu w stronę obiektów drugiej i trzeciej osoby albo w jakimś przynajmniej stopniu przekierować go na pierwszą osobę. Jeżeli nie jest on w stanie nic z tego w ciągu takiej chwili wykonać to taka praktyka będzie mieć niewielką wartość (nie będzie jednak całkiem bezwartościowa - jakakolwiek rzetelna próba jest efektem działania łaski i ma pewną wartość sama w sobie). Niestety, zdecydowana większość adeptów nie jest zdolna do wykonania żadnego z tych zadań w ciągu kilku minut. Należy więc uznać, że jest to rada stosowna dla bardziej zaawansowanych aspirantów.

Jak zauważa Śri Śankara sukces zależy zasadniczo od kwalifikacji adepta, czas jest w tym wypadku sprawą drugorzędną. Od tychże kwalifikacji (dojrzałości duchowej) zależy jednak także czas, jaki jest konieczny najpierw do rozpoczęcia, a później do zakończania praktyki.
Są tacy, którzy wczoraj usłyszeli o Śri Ramanie, dziś kupili książkę z jego naukami, przeczytali kilka stron i od razy wykonują prawidłowo właściwą Atma-vicharę. Są to jednak wyjątki. Zdecydowana większość ludzi próbując wykonać bezpośrednią praktykę napotyka przed sobą pionową ścianę i potrzebuje dużo, dużo czasu żeby choć odrobinę się po niej wspiąć.
Już wśród uczniów Śri Ramany były w tym względzie znaczne różnice: byli tacy jak Muruganar czy Sadhu Om, którzy szybko osiągali biegłość z praktyce samouważności, lecz byli też i tacy, jak choćby uznany mistrz mantra-dżapy Ganapati Muni, który - jak podają niektóre źródła - prawdopodobnie nigdy nie był w stanie wykonać poprawnie Atma-vichary, a na pewno miał z nią ogromne trudności.
Zdecydowana większość adeptów potrzebuje na podejmowanie prób na wstępnym etapie znacznie więcej czasu niż tylko kilka minut, o ile ma to przynieść jakiś efekt już w tym życiu; my polecamy na początku sesje minimum 1,5-2 godziny(6B). U zaawansowanych praktyków wymagana jest ciągła praktyka we wszystkich okolicznościach życia, podobna - jak powiedział w Istocie Pouczenia Śri Ramana - do płynącej rzeki lub strugi lejącego się masła ghee.

Złym znakiem jest natomiast pozorowanie praktyki samobadania i samooszukiwanie się. Jeśli ktoś ma tak dużo koniecznych do wykonania zajęć, że jest w stanie przeznaczyć na praktykę Atma-vichary tylko 15 minut dziennie, to trudno - taka z trudem wygospodarowana chwila też ma swoją wartość. Jeżeli jednak ktoś robi to samo z wyrachowania, a spędza godziny na czytaniu, buszowaniu po internecie, oglądaniu telewizji, popijaniu herbatek i pogaduszkach ze znajomymi czy podróżach, licząc na to, że przy takim podejściu jeszcze w tym życiu przepłynie ocean samsary, to ma naprawdę spore pokłady optymizmu. Można być zaawansowany na innych, pośrednich ścieżkach, ale to nie przekłada się na Atma-vicharę, a czasem - jak w przypadku Ganapatiego Muni - może wręcz być wielką przeszkodą. Taka postawa wskazuje na słabą dyspozycję do przebywania w Jaźni i nie wróży na tej ścieżce sukcesów.

Pewnego razu skarżącemu się na brak efektów praktyki samobadania Swami Ananmalai powiedział: Metoda jest poprawna, jeżeli twoje samobadanie nie przynosi efektów, to znaczy, że twojemu samobadaniu brakuje intensywności.



____________
(6A)W Sadhanai Saram Śri Sadhu Om zaleca, żeby nie siedzieć w praktyce długimi godzinami bez końca próbując uchwycić uwagą poczucie "ja jestem" i utrzymać je; w zamian zaleca, żeby podejmować trwającą kilka minut próbę, potem zrobić chwilę przerwy, by następnie znów spróbować. Jego zdaniem nieprzerwane wielogodzinne próby sprawią, że wysiłki adepta osłabną, a intensywność samouważności zmniejszy się.

Niestety my, choć zgadzamy się ze zdecydowaną większością komentarzy, objaśnień czy nauk Sadhu Om i cenimy je, to z tą możemy się zgodzić tylko w niewielkim stopniu.

Jest wysoce prawdopodobne, że początkujący adepci jeśli będą siedzieć w praktyce bez umiaru wiele godzin próbując uważnością uchwycić "ja jestem", lecz nie będąc w stanie tego zrobić, osłabną w swoich wysiłkach, ich próby staną się słabe a oni sami zniechęcą się. Ba, takie przesilenie może mieć miejsce nawet przy mniej forsownych niż "bez umiaru" próbach i stanowić spory problem dla adepta. Nie jest to on zresztą specyficzny dla tej tylko drogi.
Problem ten może wystąpić jednak tylko na wstępnym etapie praktyki Atma-vichary, ponieważ od momentu wejścia w jej właściwy etap czyli uchwycenia "ja jestem" reguły się zmieniają, co sam Sadhu Om potwierdza kilka akapitów dalej zalecając nieprzerwane trzymanie się uważnością świadomości "ja", a więc nieprzerwaną praktykę samouważności.

Zupełnie nie możemy się wszakże zgodzić z tym, że zaradzić wspomnianemu problemowi przesilenia miałaby przerywana, kilkuminutowa praktyka przetykaną chwilami odpoczynku. Zwrócić się do wewnątrz i w kilka minut uchwycić "ja jestem" może bardzo zaawansowany adept (a nie do takich to pouczenie jest adresowane) lub jakiś zaczynający proces gigant ducha jakim był Ramana Maharishi, który wykonał całą praktykę od początku do końca w 20 minut.

Jeśli natomiast chodzi o początkujących, których umysły są jeszcze mocno nakierowane na zewnątrz i rozbiegane, to nie mają oni wielkich szans (my oceniamy je na zerowe), żeby w kilka minut czegokolwiek dokonać. Dużo bardziej prawdopodobne, że przerodzi się to w jakąś grę umysłu, z której pożytek będzie żaden lub prawie żaden. Nie spotkaliśmy nikogo tak praktykującego Atma-vicharę, kto miałby jakiekolwiek dobre efekty.

Początkujący nie są w stanie uchwycić uwagą "ja jestem" ponieważ ich umysł jest rozwibrowany ogromem i siłą biegnących w stronę obiektów myśli. Jeżeli teraz po kilku minutach nieudanych prób wykonania praktyki zrobią przerwę, to co będzie robił ich umysł w tej przerwie? Znów bardziej intensywnie myślał o obiektach, przez co ponownie bardziej się rozkręci tracąc odrobinę skupienia, którą zyskał dzięki wcześniejszej próbie (o ile w kilka minut cokolwiek zyskał, co mało prawdopodobne). W ten sposób kolejna próba zacznie się znów od punktu wyjścia i znów nic nie da. I tak w kółko. Naszym zdaniem jest to bardzo dobry przepis na zabawę w kotka i myszkę z własnym umysłem.

Niektórzy praktycy, jak np. Michael Langford, którego książka jest dostępna na naszych stronach, mówią o 12 godzinach dziennie praktyki. My nie polecamy takich ekstremalnych wyczynów początkującym zgadzając się z Sadhu Om, że to może ich przeciążyć i zamulić, w zamian podpowiadając rozsądne i dające szansę efektywności 1,5-2 godzinne sesje. W takim przedziale czasowym umysł ma najpierw możliwość uspokojenia i wyciszenia się (których nie ma w kilkuminutowych sesjach), by później dać szansę uchwycenia "ja jestem". Jest to optymalny czas praktyki, dający szanse na efekty a stwarzający małe ryzyko wystąpienia problemu sygnalizowanego przez Sadhu Om (oczywiście zaawansowani na tej ścieżce muszą próbować być cały czas w samouważności).

Idea kilkuminutowych prób Sadhu Om opiera się na założeniu, że na te kilku minut adept ma zebrać wszystkie świeże siły i dokonać maksymalnego wysiłku w próbie przebicia się przez gęste chmury umysłu i uchwycenia „ja jestem”. Sadhu Om porównuje to do wywierania fizycznego nacisku na szalę wagi, który to nacisk będzie mógł być coraz silniejszy gdy dokonuje się krótkich, świeżych prób na maksimum możliwości przerywanych odpoczynkiem, a który będzie stopniowo słabł, jeśli próbować go utrzymać przez cały czas.

Taki koncept ma jednak kilka dyskusyjnych punktów.

Po pierwsze adept przystępujący do Atma-vichary i tak musi od początku pracować na dostępne mu w danej chwili maksimum możliwości; jeśli chce to robić na pół gwizdka, to bez względu na wszystko i tak ma marne szanse na sukces.

Po drugie, tutaj – inaczej niż przy pewnych fizycznych czynnościach – wysiłki sumują się. Wysiłek wkładany od początku w praktykę procentuje w dalszej części oczyszczaniem umysłu i zmianą jego ukierunkowania tak, że na koniec ten sam wysiłek daje więcej niż na początku. Na koniec adept zbiera owoc pracy z całej sesji, nie tylko z pojedynczej próby.

Po trzecie, Ramana Maharishi jasno powiedział, że postęp na tej drodze zachodzi tylko stopniowo i powoli, tak w wymiarze ogólnym jak i szczególnym. Porównał cały proces do kuszenia soczystą trawą krowy, która uciekła na cudze włości. Trzymając się tej analogii trudno sobie wyobrazić, jaki kilkuminutowy "estra wysiłek" miałby dać lepszy efekt niż długie, mozolne, wytrwałe, cierpliwe i niezłomne próby wabienia uciekinierki tak, by ta wróciła do domu.

To nie jest droga dla sprinterów próbujących dobrze się rozpędzić i przebić głową mur wasan, lecz dla długodystansowców, wybierających z tego muru ziarnko po ziarnku. W pięć minut sprawy się nie załatwi.

(6B) Część źródeł podaje, że Ramana Maharishi zalecał różne podejście do praktyki różnym ludziom. Kiedy np. pracujący przy budowie Ramanasramam Swami Annamalai próbował siadać do medytacji z zamkniętymi oczami, Bhagawan odciągał go od tego znajdując mu raz dwa dodatkowe zajęcie. Nie zalecał mu wówczas takiej metody praktyki mówiąc, że prawdziwa sadhana polega na niezapominaniu Jaźni tzn. trzymaniu się jej uważnością, bez kierowania uwagi na obiekty. To można wykonywać w każdych warunkach, nie trzeba do tego siadać do specjalnej medytacji.
Swami Annamalai był jednakże dojrzałym adeptem, który już mając nieco ponad dziesięć lat objaśniał innym, dobrowolnie się w tym celu wokół niego gromadzącym dorosłym ludziom, pisma święte, a który i tak w pewnym momencie - gdy dostał błogosławieństwo od Bhagawana - odszedł z Ramanasramam by w samotności prowadzić praktykę samouważności, gdzie z pewnością spędzał wiele godzin na samej tylko praktyce.
Dobrze też zwrócić uwagę na postawę samego Ramany Maharishi w czasie jego spontanicznego aktu Atma-vichary w wieku 16 lat, kiedy to, jak sam opisuje, położył się celowo na ziemi żeby głębiej przejść cały proces, a nie wykonywał tej praktyki wraz z jakimiś czynnościami towarzyszącymi.

Biorąc to pod uwagę oraz to, jak trudna dla początkujących na tej drodze jest praktyka Atma-vichary, trudno wyobrazić sobie rozpoczynanie jej inaczej niż od specjalnie przeznaczonego na to czasu.

Jednakże w dzisiejszych czasach wielu znacznie, znacznie mniej od Swamiego Annamalai dojrzałych aspirantów duchowych, zwiedzionych pozorną łatwością metody Śri Ramany i tego rodzaju pouczeń, decyduje się nie podejmować żadnej praktyki medytacyjnej, tylko po prostu zwyczajnie być, co ma być w ich rozumieniu "niezapominaniem Jaźni" i "tylko byciem" zgodnym z naukami Bhagawana.
Jeżeli u kogoś ja osobowe rozpłynęło się w bezosobowym ja-ja, jeżeli wszystkie jego troski, zmartwienia i problemy rozpuściły się w błogości-szczęśliwości Jaźni, jeżeli utrzymuje on Mounę a jego umysł nie generuje myśli drugiej i trzeciej osoby, to wtedy można powiedzieć, że "nie zapomina Jaźni" na sposób nauczany przez Ramanę Maharishi.
Jeżeli natomiast u kogoś zjawiska te nie występują i prowadzi on typowe życie zogniskowane wokół ja osobowego, a przy tym sympatyzuje z Ramaną Maharishi, czyta jego nauki i pamięta o Jaźni w sposób podobny, jak pamięta się np. o swoich rodzicach czy dzieciach, sądząc przy tym, że jest w stanie "niezapominania Jaźni" wg Śri Ramany, to jest niestety w sporym błędzie. Taka postawa to w żadnym wypadku nie jest stan "niezapominania Jaźni" czy "tylko bycia" wg Śri Ramany.
Jakby tego było mało, niektórzy z takich "niezapominających" ludzi patrzą z góry, z dumą, pychą i wzgardą na innych duchowych aspirantów podejmujących gorliwą praktykę medytacyjną myśląc, że są oni jeszcze dziecinni i naiwni, bo nie wiedzą, że nie trzeba medytować, wystarczy sobie zwyczajnie być i po sprawie. Taka postawa jest oznaką dryfowania hen z dala od ścieżki Śri Ramany, a rozwinięcie w sobie takich cech skutecznie zamyka drzwi do niej.

Co oznacza "tylko bycie" czy "niezapominanie Jaźni" i dlaczego jest to tak wymagające, zostało wyjaśnione w kilku miejscach na naszych stronach.

Ramana Maharishi naucza, że aby osiągnąć Wyzwolenie stan medytacji Jaźni musi się stać tak silny, by objął całe życie człowieka tzn. cokolwiek on robi - je, śpi, pracuje etc. - podczas wszystkich tych aktywności musi być w stanie medytacyjnym. Dlatego czasami zwraca uwagę, że medytacji Jaźni nie należy ograniczać tylko do "siedzenia w medytacji" - to może/powinno być początkiem pozwalającym nabyć odpowiedniej mocy trzymania się Jaźni, ale na tym nie można poprzestać. Niestety część ludzi opacznie te wskazówki interpretuje sądząc, że w ogóle nie należy medytować. Jest to odwróceniem znaczenia pouczeń i postawieniem sprawy na głowie.

Nawiasem mówiąc, my całkowicie zgadzamy się z Bhagawanem co do medytacji z zamkniętymi oczami. Adept wchodzący na ścieżkę Śri Ramany i rozpoczynający medytację samouważności powinien brać pod uwagę, że w pewnym momencie będzie musiał utrzymać stan medytacji Jaźni podczas codziennych czynności, a tych nie da się wykonywać z zamkniętymi oczami.

Zwracamy też uwagę na następujące pouczenie Ramany, które skierował do Swamiego Annamalai:
"Nie jest koniecznym zamykanie oczu kiedy medytujesz. Wystarczy, jeżeli po prostu zamkniesz oko umysłu. Nie ma świata zewnętrznego, który nie byłby w umyśle".


Kiedy praktykować?



Śri Ramana powiedział: „Jeżeli człowiek starannie określi najbardziej korzystny dzień do praktykowania Atma-vichary […], nie wyjdzie mu nic innego niż dzisiaj”.

Uciszenie umysłu a Atma-vichara.



W pewnym uproszczeniu w Atma-vicharze można wyróżnić dwie składowe: negatywną – tzn. to, czego należy zaniechać, oraz pozytywną – tzn. to, co należy wykonać. Ta pierwsza to zaniechanie trzymania się umysłem [uwagą] zewnętrznych, różnych od „ja” obiektów [myśli], ta druga to skierowanie uwagi na „ja jestem”, uchwycenie i utrzymanie go.

Aby mówić o prawidłowo wykonanej właściwej Atma-vicharze muszą wystąpić razem oba te elementy.

Porzucenie zewnętrznych obiektów [myśli] jest niezbędnym warunkiem całego procesu, jednakże samo w sobie jest jeszcze niewystarczające – ma miejsce również na innych ścieżkach, wydarza się w czasie głębokiego snu i samo z siebie nie daje Wyzwolenia. Umysł musi nie tylko porzucić poznawanie zewnętrznych obiektów, lecz musi także wykonać świadomy wysiłek uchwycenia i trzymania się uwagą swojej własnej formy, poczucia pierwszej osoby „ja”, aby poznać „kim ja jestem?”(6C).

Są różne rodzaje wyciszenia umysłu(6D). Samo powściągnięcie umysłu nie jest osiągnięciem szczególnie wyjątkowym, a techniki opanowywania umysłu znane były długo przed Śri Ramaną. Czymś szczególnym, wyróżniającym Atma-vicharę i będącym kluczowym elementem całego procesu, jest skierowanie uwagi umysłu na poczucie „ja jestem”, uchwycenie i utrzymanie go jednocześnie z zaprzestaniem kierowania umysłu na obiekty. Przy czym niewskazane jest łączenie innych technik służących do wyciszania umysłu z Atma-vicharą.

W Ścieżce Śri Ramany Sadhu OM definiuje dwie przeszkody na drodze do przebywania w Jaźni i dwie moce potrzebne do przezwyciężenia ich.
Pierwszą przeszkodą jest rozpraszanie się umysłu w niezliczone myśli, pokonywane mocą skupienia lub wyciszenia umysłu, drugą niepoprawne ukierunkowanie umysłu, pokonywane mocą zwrócenia całej uwagi w kierunku pierwszej osoby.

W przypadku pracy z technikami innymi niż Atma-vichara usuwana jest tylko pierwsza przeszkoda, druga pozostaje nieporuszona, a może nawet ulec wzmocnieniu. Jeżeli zaś adept pracuje od razu tylko i wyłącznie metodą samobadania, aktywowane są obie moce i usuwane obie przeszkody jednocześnie.
Próby uciszania umysłu innymi technikami Sadhu Om porównał do nauki jazdy na rowerze, kiedy to uczący się jeździć wybiera kierunek przeciwny do obranego celu, przez co kiedy już nauczy się jeździć okazuje się, że ma dłuższy dystans do pokonania, gdyż podczas nauki oddalił się od punktu docelowego. W przypadku Atma-vichary problem ten nie występuje, gdyż kierunek jest od początku poprawny.

Martwy punkt.



„Nawet jeśli nie znasz środków ani metod, próbuj uciszyć umysł i skierować się do wewnątrz. Nigdy nie będzie tak, żebyś nie wiedział, jaka ma wyglądać twój następny krok. We właściwej chwili pomoc zawsze nadejdzie. Problem powstanie dopiero wtedy, gdy zamiast uczynić ten następny krok rzucisz się do ucieczki”.
- Nisargadatta Maharaj



Zaskakująco wielu sympatyków Ramany Maharishi zatrzymało się w martwym punkcie i mało kto kwapi się, by ten stan zmienić. Zapoznali się z naukami Bhagawana i jego ścieżką, rozpoznają jej doniosłość i znaczenie dostrzegając w niej wyjście z koła samsary, otaczają Śri Ramanę szacunkiem i estymą, czytają jego nauki, kontemplują jego zdjęcia, jeżdżą pod Arunaczalę, przyjmują go za swego Guru, jednak za nic nie potrafią ruszyć z praktyką Atma-vichary.

Część próbuje, jednak szybko się zniechęcają i poddają, inni coś robią od przypadku do przypadku, jeszcze inni „siadają” w miarę regularnie, ale po kilka minut żeby tylko odhaczyć że swoje zrobili, niektórzy wykonują w zamian jakieś pośrednie praktyki, jeszcze inni odkładają to na emeryturę lub „wieczne jutro”, które nigdy nie nadchodzi, itp. Generalnie – obchodzą temat dookoła. Dlaczego? Sprowadzając rozliczne powody do wspólnego mianownika można by powiedzieć, że wynika to ze zbyt jeszcze silnego uścisku ego i zbyt jeszcze słabego pragnienia Wyzwolenia.

Jak można się z tego miejsca ruszyć? Jest kilka możliwości.

1. Szeroką drogą cierpień(6E). To utarty szlak, którym idą niemal wszyscy ludzie, doświadczając cierpień i nieszczęść w życiu opartym o ego. Kiedy czara goryczy zaczyna się przelewać dusze skłonne zejść z tej drogi i wejść na duchową ścieżkę prowadzącą bezpośrednio do Boga.

Rozwiązanie mierne. Wprawdzie niby dużo się nie napracujemy, ale będziemy dostawać w kość nie wiadomo ile jeszcze wcieleń.

2. Znalezienie urzeczywistnionego mędrca, wejście z nim w satsangę i uzyskanie od niego pomocy.

Bardzo dobre rozwiązanie. Druga najlepsza opcja wobec niemożności wejścia w satsangę z Jaźnią wewnątrz. Problem – nie jest znany szerzej obecnie żaden urzeczywistniony mędrzec, który by się ujawnił i przyjmował uczniów.

3. Samozaparcie i niezłomne podejmowanie prób. Śri Ramana Maharishi powiedział, że jeżeli my wykonamy krok w kierunku Boga, on wykona w naszym dziewięć i utuli nas z miłością większą niż nasza własna matka. Krok u Ramany Maharishi to nie czytanie, nie rozmyślanie, nie rozważanie i nie kontemplacja jego zdjęć - to wszystko są tylko działania pomocnicze - ale rzetelne próby odwrócenia umysłu od obiektów i zanurzenia go w Źródle. Taki krok nie trwa trzy dni, ale miesiące a nawet lata. Taki krok wymaga więcej niż 15 minut dziennie – sensowna próba musi mieć (naszym zdaniem) od 1,5 do 2 godzin.

Rozwiązanie dobre. Wymaga podejmowania poprawnie ukierunkowanego wysiłku nawet, jeśli wydaje się, że nie przynosi to efektów. Jak wskazuje Swami Annamalai prawie niemożliwym jest na tym etapie samemu ocenić czy dokonuje się jakiegoś postępu czy nie. Adept nie powinien dochodzić do wniosku, że nie czyni postępów na drodze samobadania tylko dlatego, że jest to dla niego trudne. Nasz wysiłek – jeśli jest szczery, gorliwy i intencjonalnie czysty – jest brany pod uwagę.

Rozwiązanie dobre. Dostępne każdemu i w każdej chwili. Wymaga samozaparcia i nieulegania podszeptom ego, które podpowiada w głowie, żeby się poddać. Przy braku odpowiedniej dozy samozaparcia patrz punkt pierwszy.

4. To samo co w punkcie trzecim plus znalezienie zaawansowanego praktyka Atma-vichary i poproszenie go o pomoc. Taki praktyk, jeżeli będziemy np. wykonywać wspólnie z nim praktykę, może (nie musi) nas mniej lub bardziej podciągnąć i/lub wskazać newralgiczne punkty w naszej praktyce. Może się zdarzyć, że nagle w jego/jej obecności nie wiadomo jakim cudem przejdziemy punkt, który wcześnej był nie do przejścia.

(Zaawansowany praktyk to taki, który własnym sumptem sam dochodzi w sposób powtarzalny do właściwego etapu Atma-vichary. Do takich ludzi nie można zaliczyć:
- osób, które same są na wstępnym etapie samobadania;
- teoretyków, którzy tylko o tym poczytali;
- prowadzących za pieniądze spotkania nazywane komercyjnie „satsangami”.)


Rozwiązanie dobre plus. Pozwala na czyichś skrzydłach podlecieć w górę. Działa to jednak tylko w jakimś procencie przypadków, trudno określić w jakim; różna też może być głębia tego zjawiska.

Natomiast decydujący się na nierozpoczynanie Atma-vichary powinni uwzględniać następujące ewentualności:

- jeżeli w tym wcieleniu trafiliśmy na Sat-Guru i bezpośrednią ścieżkę, to wcale nie mamy gwarancji, czy tak będzie i w kolejnym - może nie być;
- duchowy ogień, jeśli nie jest podsycany, może przygasnąć - z czasem ścieżka Śri Ramany może nam niepostrzeżenie odpłynąć;
- bywa, że z wiekiem zdarzają się niedomagania, które mogą utrudnić lub nawet uniemożliwić praktykę;
- niejeden, który czekał na emeryturę, jej niedoczekał.

Bhagawan Ramana dając swoim uczniom do ręki lampę Atma-vichary domaga się, żeby ją zapalili oświetlając leżącego na ziemi węża [ego] i przekonali się, że tak naprawdę jest tam tylko sznur [Jaźń]. Jeśli ci zamiast tak czynić kładą tę lampę na półce bez zapalania, bo "tak ciężko się ją zapala", ale przy tym uważają, że przecież dobrze wiedzą, że tam nie ma węża tylko sznur [mają prawdziwą wiedzę], a tymczasem poruszają się do akompaniamentu posykiwania tegoż węża tak jak każdy przeciętny człowiek - a tą tylko różnicą, że w nieco innym takcie - to tak naprawdę cała ta ich "prawdziwa wiedza" to tylko pobożne życzenia.

____________
(6C) Należy przy tym pamiętać, że proces odwrotny tzn. próba uchwycenia "ja jestem" bez porzucenia trzymania się różnych od "ja" obiektów na najsubtelniejszych nawet poziomach, będzie tak samo niewystarczający jak samo uciszenie umysłu. W dzisiejszych czasach zdarzają się ludzie uczący innych Atma-vichary właśnie na taką modłę, co jest tylko połowiczną vicharą i daje mizerne efekty, które przez niektórych są uznawane za to, o co chodzi.

(6D) Chociaż stanu doświadczania Jaźni nie sposób opisać słowami, to Swami Annamalai podaje kilka wskazówek, które mogą nam pomóc odróżnić w czasie praktyki niepożądany i niedający żadnego postępu stan zwykłego zawieszenia umysłu [laya], od stanu prawdziwego milczenia [Mouna], czyli stanu przebywania w Jaźni [nishtha].

Po pierwsze – mówi – jeżeli stan wyciszenia umysłu kończy się ponownym natychmiastowym utożsamieniem ciała z "ja", nie mieliśmy do czynienia ze stanem nishtha, stanem zanurzenia w Jaźni, lecz stanem laya, stanem czasowego wygaśnięcia funkcji mentalnych. Jeżeli umysł po prostu tymczasowo odpoczywa, nie jest to równoznaczne z doświadczeniem prawdziwego milczenia. Całkowita nieobecność myśli nie oznacza jeszcze, że człowiek doświadcza milczenia Jaźni.

Po drugie – dodaje - jeżeli podczas praktyki uczeń ma poczucie: „ja siedzę w praktyce, ja medytuję” itp. jest to znakiem, że nie doświadcza Jaźni, lecz doświadcza ego. „Doświadczanie” Jaźni to bycie Jaźnią w którym znika doświadczające osobowe „ja” , więc nie może być w nim odczucia: „ja medytuję, ja doświadczam”.

Po trzecie – mówi dalej Swami – jeżeli w człowieku jest poczucie ogromnej świeżości i czystości, jeżeli świadomość jaśnieje w nim w taki sposób, że czuje się niezwykle radosny i po brzegi wypełniony pokojem, wtedy jest bardziej prawdopodobne, że jest to prawdziwe milczenie. To poczucie świeżości, czystości, pokoju i szczęśliwości jest zupełnie innego kalibru niż stany przyjemności uzyskiwane poprzez obiekty zmysłowe. Nie jest to też religijne/duchowe wzruszenie, które stoi znacznie niżej od stanu nishtha.

(6E) W żadnym razie nie gloryfikujemy w tym miejscu cierpienia – jesteśmy od tego tak dalecy jak to tylko możliwe. U Ramany Bóg jest Miłością a droga do niego prowadzi przez radość i szczęśliwość, nie przez cierpienie i ból; tutaj upodobanie i pławienie się w cierpieniu nie są pod żadnym pozorem oddawaniem się Bogu - uczeń Śri Ramany nie powinien o takiej ewentualności nigdy nawet pomyśleć!

Jednakże w ogólnym ujęciu funkcjonuje mechanizm, w którym w pozornie dające szczęście obiekty drugiej i trzeciej osoby zaszyte jest cierpienie tak, żeby tym sposobem – doświadczając co rusz cierpień i nieszczęść - człowiek w końcu odkrył, że obiekty te nie dają szczęścia i przestał go w nich szukać kierując się bezpośrednio do Boga. W tym sensie cierpienie ma swój sens – zniechęca do przynoszących cierpienie obiektów i jest wołaniem o zwrócenie się w kierunku dającego szczęście Boga.

Jeżeli będący na etapie praktyki uczeń Śri Ramany przez nieuważność [pramada] porzuci trzymanie się Jaźni i skieruje umysł na obiekty nurzając się w doświadczaniu ich, też zacznie doświadczań nieszczęść i cierpień; powinien wówczas czym prędziej porzucić te obiekty i wrócić do dającej szczęście Jaźni. Właściwym sposobem zachowania sadhaki podczas poruszania się pomiędzy obiektami jest utrzymywanie uważności Jaźni, wówczas żaden brud się go nie będzie imał.