Tajemnica Roberta Adamsa:
Czy naprawdę spotkał Ramanę Maharshi i mędrców Indii?



Od redakcji tytułem wstępu:

Poniższy tekst jest przekładem publikacji do której link znajduje się poniżej:

The Mystery of Robert Adams: Did He Really Meet Ramana Maharshi and the Sages of India?

My nie jesteśmy jego autorami, jest to też jedyny tekst na naszych stronach, którego nie tłumaczyliśmy, dokonując z nim jedynie niewielkich korekt.
Ponieważ w tekście znajdowały się neoadwajtystyczne, niepoprawne objaśnienia Atma-vichary, dodaliśmy w kilku miejscach prostujące je komentarze tak, żeby czytelnik nie myślał, że my takie błędne wykładnie tej praktyki popieramy i nie sugerował się nimi; prosimy by je czytać i rozpatrywać wraz z komentarzami.

Odpowiadamy w tym tekście za znajdujące się w nawiasach i oznaczone komentarze dotyczące samobadania; wszystko pozostałe umieszczamy tutaj wierząc, że są to informacje prawdziwe i wiarygodne, jednak nie bierzemy za to odpowiedzialności - nie jesteśmy ich w stanie zweryfikować ani za nie ręczyć.

Zamieszczamy ten tekst ku przestrodze: kilka uwidocznionych w nim zjawisk jest niestety - w mniejszym lub większym nasileniu i różnych konfiguracjach - nagminnie spotykanych we współczesnej duchowości, nie omijając nawet ludzi odwołujących się w swoich naukach do Ramany Maharishi czy nazywających go swoim nauczycielem.

Potencjalnych obrońców Roberta Adamsa prosimy o niezwracanie się w tej kwestii do nas – właściwymi adresatami ewentualnych tego typu uwag są albo autor artykułu albo osoby, które w tym tekście, w dużej części mającym formę wywiadu, udzielają informacji czy formułują wnioski.

----------------------------------------------------------------------------------------------------

[Robert Adams był amerykańskim nauczycielem neo-Adwaity, który twierdził, że jest bezpośrednim uczniem Ramany Maharshi i że mieszkał w Ramanasramam w Tiruvannamalai i w jego pobliżu przez około 3 lata, a także z innymi znanymi świętymi i mędrcami w Indiach, takimi jak: Anandamayi Ma, Nisargadatta Maharaj, Swami (Papa) Ramdas, Baba Muktananda (z Ganeshpuri), Neem Karoli Baba i wielu innych].

Wywiad ze Stevenem Strouthem.

P: Jak poznałeś Roberta Adamsa?
O: W 1986 roku prowadziłem grupę ludzi studiujących nauki Ramany Maharishi w rejonie Los Angeles, a on zadzwonił do mnie i zapytał, czy mógłby w niej uczestniczyć. Powiedział, że nie ma samochodu i zgodziliśmy się, że nasze przyszłotygodniowe spotkanie odbędzie się u niego. Byłem jedyną osobą na spotkaniu w następnym tygodniu, więc pojechałem do Panorama City i spotkałem się z nim.

P: Jak to wyglądało?
O: W tamtych czasach Panorama City było trochę niebezpieczną dzielnicą, gdzie spotkać się można było z aktywnością gangów. Kiedy tam dotarłem Robert wydawał się przepraszać za to, że tam mieszka i powiedział, że jedynym powodem, dla którego tam mieszka jest to, że jego brat zmarł i zostawił mu tę dużą kamienicę. Okazało się, że to było kłamstwo. Nie był właścicielem tej kamienicy, nikt nie umarł i nie zostawił mu jej, a nawet nie sądzę, żeby miał brata.

P: Jak wyglądało twoje pierwsze spotkanie z nim?
O: Poszliśmy do jednego z pustych mieszkań, do którego, jak się później dowiedziałem, miał klucze, ponieważ pracował tam jako zarządca domu. Zaczęliśmy rozmawiać o Ramanie i samobadaniu oraz o tym, że samobadanie nie jest tajemniczym procesem jak ludzie zwykli sądzić. Wtedy Robert wyznał mi, że był w Indiach i spotkał Ramanę, co naprawdę zrobiło na mnie wrażenie. Powiedział, że był w aszramie Ramany przez dwa tygodnie, kiedy miał 18 lat. Spotkanie kogoś, kto rzeczywiście znał Ramanę w 1986 roku nie wydawało mi się nawet możliwe, ale kiedy policzyłem, zdałem sobie sprawę, że jest to możliwe i byłem pod wrażeniem.

Jego domniemana podróż do Indii miała miejsce zaraz po ślubie z Nicole. Nicole według jego opowieści odziedziczyła spadek na Kajmanach i miała pieniądze. Myślałem, że powiedział, że to pieniądze Nicole finansowały jego rzekome podróże do Indii, ale była też historia o ciotce, która zmarła i zostawiła mu pieniądze. Powiedział, że spędził 17 lat w Indiach podróżując, więc pomyślałem, że może latał tam i z powrotem. Nigdy tak naprawdę nie zapytałem go o to, jak spędzał czas ze swoimi dwiema młodymi córkami i jednocześnie spędził tyle lat w Indiach.

W każdym razie rozmawialiśmy jeszcze trochę a Robert chciał być częścią grupy i powiedział, że musimy ją powiększyć. Miałem wtedy 32 lata i chociaż nigdy nie uważałem Roberta Adamsa za swojego guru, ani za żadnego guru, to jednak sądziłem, że zna on poprawne podejście do samobadania i dlatego w następnym tygodniu spotkałem się z nim ponownie.

P: Co się stało na następnym spotkaniu?
O: Znowu nikt inny nie przyszedł i pojechałem z Burbank do Panorama City. Robert powiedział, że chciałby zamieścić ogłoszenia w Whole Life Times, aby więcej ludzi dowiedziało się o tym, co robimy. Powiedział, że wyobraża sobie założenie aszramu/centrum zdrowotnego. Pomyślałem, że to byłoby ciekawe. Więc tak czy inaczej zamieściliśmy reklamy i powoli kilka osób zaczęło przychodzić. Robert chciał pobierać od wszystkich 10 dolarów za wstęp na nasze spotkania i bardzo na to nalegał, mówiąc, że to jedyny sposób, abyśmy mogli uruchomić aszram. Powiedziałem mu, że nie chcę mieć nic wspólnego z pobieraniem opłat za satsang i że jeśli takie będzie jego podejście, to będzie zdany sam na siebie. Niechętnie zgodził się nie pobierać opłat.
Jak się okazało dom, w którym mieszkałem, został kupiony do rozbiórki i potrzebowałem nowego miejsca do życia, a Robert powiedział: "Hej, dlaczego nie wynajmiesz mieszkania w moim budynku - będziemy mogli spędzać razem czas i planować nasz aszram?" Tak zatem zrobiłem. W tamtych czasach pracowałem od 17:00 do 1:00 w nocy. Przeniosłem się tam i codziennie spędzaliśmy razem czas, rozmawialiśmy i planowaliśmy nasz aszram. Robert zwykł opowiadać mi historie o wszystkich duchowych nauczycielach, których spotkał.

Powiedział, że był współwłaścicielem sklepu na Manhattanie w Nowym Jorku razem z Rudim [Albert Rudolph, znany również jako Swami Rudrananda – przyp. tłum.] , gdzie sprzedawali dzieła sztuki, posążki i drobiazgi z Indii. Powiedział, że Franklin Jones zwykł kręcić się w pobliżu sklepu i dawał mu zlecenia na prace i tym podobne rzeczy w tamtych czasach. Robert często mówił o Swamim Chetananandzie (którego żartobliwie nazywał Swami Shitananda), który był guru namaszczonym przez Rudiego. Najwyraźniej w pewnym momencie byli kumplami. Później rozmawiałem z kimś, kto był z Rudim od samego początku i nigdy nie słyszał o Robercie Adamsie i nie rozpoznał go na zdjęciu, więc wiele z tych rzeczy związanych z Rudim mogło być zmyślonych. Jest mało prawdopodobne, że Rudi był z nim współwłaścicielem sklepu w Nowym Jorku. Moje wrażenie było zawsze takie, że Baba Muktananda był tak naprawdę guru Roberta, a on dużo o nim mówił... zawsze z szacunkiem. Uwielbiał o nim mówić, opowiadać historie o nim i bronił go przed skandalicznymi opowieściami. Robert wspomniał mi również, że w Ramanasramam rzekomo odbywało się wiele dzikich seksualnych szaleństw i orgii. Coś, o czym wiedzieć miało niewielu ludzi. Pamiętam, że było to dla mnie szokujące. Powiedział również, że spotkał Swamiego [Papa] Ramdasa, który według Roberta zachowywał się nieodpowiednio seksualnie wobec małych dziewczynek.

W tamtych czasach (1986) zacząłem czytać Nisargadattę Maharaja i pokazałem Robertowi książkę z rozmowami z nim, zatytułowaną "I Am That." Lata później słyszałem, że mówił ludziom, że spotkał Nisargadattę i że spędzał z nim czas na jego poddaszu w Bombaju, chodząc na satsangi przez sześć miesięcy z rzędu podczas ostatnich trzech lat życia Nisargadatty, ale nikt nigdy nie pamięta, żeby go tam widział i ciekawe jest, że nigdy nie wspomniał o czymś takim, kiedy pokazałem mu te książki.
Kiedy znałem Roberta, mówił normalnie i chodził normalnie, ale były pewne oznaki podobne do choroby Parkinsona, takie jak lekkie drżenie rąk od czasu do czasu.
Kiedy po raz pierwszy zdecydowaliśmy się zorganizować satsang, powiedziałam Robertowi, że mogę nie mieć wystarczająco dużo krzeseł w moim mieszkaniu, a on odparł: "Nie martw się o to, mam dużo mebli w magazynie". Zeszliśmy do magazynu i przynieśliśmy kilka naprawdę ładnych krzeseł, które mogliśmy wykorzystać na satsangu. Robert powiedział, że ma meble w magazynie w Nevadzie, na Florydzie, w stanie Waszyngton, w Nowym Meksyku, na Hawajach i chyba jeszcze gdzieś indziej, gdzie dawał shaktipat i prowadził satsangi, ale potem się przeprowadził. Powiedział, że Nicole była zirytowana porzucaniem wszystkich swoich dobrych mebli za każdym razem, gdy się przeprowadzali, więc zaczęli je składować w magazynach.

P: Co to była za historia z porwaniem na Hawajach?
O: Na początku historia z porwaniem na Hawajach brzmiała dziwacznie, ale po dłuższej znajomości z Robertem nabrała sensu. Robert miał w zwyczaju "pożyczać" pieniądze od swoich zwolenników. Jednak podczas gdy większość ludzi używa słowa "pożyczać" odnośnie pieniędzy z zamiarem zwrócenia ich kiedyś, Robert nigdy nie używał tego słowa w ten sposób. Byłby wręcz zszokowany, gdyby ktoś w ogóle wspomniał o "zwrocie" w związku z pieniędzmi, które "pożyczył"... Dlatego przypuszczam, że porwanie dotyczyło kogoś, kto stracił dużo pieniędzy. Robert nie robił rzeczy na małą skalę. Powiedział, że niektórzy z jego zwolenników porwali go i trzymali dla okupu. Wydaje mi się, że wspomniał, że to było na Hawajach, ale nie jestem pewien dokładnego miejsca - mógł to być Nowy Meksyk. Myślę, że powiedział, że prowadził tam satsang pod pseudonimem "M.T. Mind".

P: Czy Robert Adams prowadził satsangi na Hawajach?
O: Słyszałem, że nauczał na Wielkiej Wyspie pod nazwiskiem Robert Siegal. W tamtym czasie mówił, że jego guru jest Baba Muktananda i nie twierdził, że był z Ramaną Maharishi. Historia, którą poznałem była taka, że po incydencie z porwaniem Robert opuścił Hawaje i tak się złożyło, że kilka lat później dwie kobiety (jego byłe uczennice) odwiedzały Los Angeles i usłyszały o satsangu prowadzonym przez niejakiego Roberta Adamsa, który twierdził, że jest bezpośrednim uczniem Ramany. Poszły tam i ze zdziwieniem zobaczyły, że to Robert Siegal, którego były uczennicami na Hawajach, który wcześniej mówił, że był uczniem Muktanandy w Siddha Jodze i nigdy nie wspominał, że spotkał Ramanę.

P: Jak to było z leczeniem psychiatrycznym Roberta Adamsa?
O: Robert powiedział mi, że jego matka poddała go leczeniu psychiatrycznemu, kiedy miał około 12 lat. Powiedział, że to dlatego, że nie rozumiała jego "duchowości". Wtedy przyjąłem, iż to znaczyło, że uważa za dziwne to, że Robert rozmawiał z dwumetrowym Ramaną przy swoim łóżku, ale być może odkryła też bardziej niepokojące aspekty jego zachowania.

P: A o co chodziło z tym, że Henry Denison wyrzucił Roberta z jego domu.
O: Słyszałem to tylko z drugiej ręki, ale od kilku osób. W tamtych czasach Henry Denison miał zwyczaj zapraszać wielu różnych nauczycieli duchowych na satsangi do swojego domu z widokiem na jezioro w Hollywood Hills. Jego uczennica, Karen Evans, odbywała z nim regularne prywatne spotkania. Karen była klasycznie piękną kobietą, około 25 lat młodszą od Roberta. Podczas jednego z takich spotkań Robert złożył jej propozycję seksualną. Karen odmówiła, a wtedy Robert próbował ją objąć, ale ona się wyślizgnęła i powiedziała mu, żeby nigdy więcej tego nie robił, i że będzie się z nim angażować tylko w relację uczeń-nauczyciel. On się na to zgodził, a ona mu uwierzyła i w następnym tygodniu poszła na kolejne spotkanie, a on ją złapał i próbował jej wepchnąć język w usta. Odepchnęła go, wybiegła, ale kilka dni później poszła na jego kolejny satsang, gdzie Robert poprosił o pytania po swoim wykładzie, a Karen zapytała go, dlaczego próbował ją pocałować (lub dlaczego ją złapał wg innej relacji). Robert odpowiedział: "Próbowałem cię pocieszyć", a ona odpowiedziała: "Z twoim językiem w moim gardle?". Powstała wrzawa, a Henry Denison wstał i powiedział Robertowi: "Robercie, jesteś plugawym starcem, wynoś się z mojego domu".
To pogrążyło Karen w depresji, a później popełniła samobójstwo.

P: Czy kiedykolwiek byłeś świadkiem, jak Robert zachowywał się wobec kogoś nieodpowiednio pod względem seksualnym?
O: Nie, ale dużo mówił o kobietach, które na niego leciały i o tym, że jego żona Nicole była zazdrosna. Pewnego dnia na naszym satsangu była bardzo ładna, trzydziestokilkuletnia dziewczyna, która przyszła po nauczanie. Następnego dnia nie widziałam Roberta, a dwa dni później wspomniał, że był u niej w domu, a ona się do niego przystawiała i próbowała się z nim zabawiać seksualnie, zawijając ich razem w koc. Powiedział, że jej synek był bachorem i nie chciał mieć z nią nic więcej do czynienia, a ona nigdy nie wróciła na nasz satsang.

P: Czy straciłeś pieniądze pożyczając je Robertowi?
O: O tak, i myślę, że wielu ludzi to spotkało.
Pewnego dnia Robert przyszedł do mojego mieszkania z ogłoszeniem o Hondzie Prelude. Powiedział, że potrzebuje jej, żeby Nicole mogła jeździć na pchli targ i sprzedawać swoje koszulki. Zapytał mnie, czy nie podżyrowałbym tej kwoty. To było 19000$. Powiedział, że nie stracę żadnych pieniędzy. On będzie spłacał po 200 dolarów miesięcznie. Odpowiedziałam, że się zastanowię. Następnego dnia oznajmiłem mu, że nie będę za niego żyrować tego samochodu. Był tym zirytowany. Poinformowałem go, że poszukam dla niego używanego samochodu, a on będzie mógł mi za niego zwrócić. Powiedziałem, że kupię coś tańszego i w następnym tygodniu kupiłem Hondę Civic za 600 dolarów. To był piękny samochód... prowadził się świetnie. Miał co prawda wgnieciony przedni błotnik, ale pod względem mechanicznym był idealny.
Po dwóch miesiącach Robert nie zapłacił mi za nią ani grosza. Zapytałem go, dlaczego nie płaci. Odpowiedział, że nie może nic zapłacić, bo nie ma pieniędzy, nie ma pracy... skąd ma wziąć pieniądze? (Innymi słowy, całe 19 000 dolarów ciążyłoby na mnie). Powiedziałem mu, że jeśli nie zapłaci mi czegoś w ciągu dwóch tygodni, to sprzedam samochód. Wyśmiał się z tego. Dwa tygodnie później nie zapłacił nic, a ja sprzedałem samochód. Był wściekły i zaczął mnie obwiniać. Później tego samego dnia przyszła Nicole i była wściekła, że sprzedałem "ich" samochód. Wyjaśniłem Nicole sytuację, a ona się uspokoiła. Później zapytałem Roberta, dlaczego nie powiedział Nicole, że jest mi winien pieniądze za samochód? Powiedział, że wmówił Nicole, że samochód pojawił się dzięki magii.

P: Co to za historia o tym, że podawał się za lekarza i prowadził klinikę antystresową?
O: Pewnego dnia byłem w mieszkaniu Roberta, siedzieliśmy sobie i rozmawialiśmy, a ja przypadkiem podniosłam kartkę papieru pod krzesłem, na którym siedział. To była reklama kliniki leczenia stresu w Las Vegas. Była wyraźnie napisana przez Roberta, mogłem rozpoznać jego sposób mówienia i pisania. Było tam napisane, że ten konkretny lekarz wyleczy cię ze stresu. Robert wydawał się czuć bardzo niezręcznie, gdy to czytałem. Zapytałem go, co to jest. Odpowiedział, że to coś, co napisał dla swojego przyjaciela lekarza. Wyczułem, że kłamie i wydawało mi się również mało prawdopodobne, by lekarz zlecił Robertowi Adamsowi napisanie materiałów reklamowych. Ponadto było to po tym, jak cały pomysł ze związkiem zawodowym dozorców upadł i wiedziałem, że miał problemy z pieniędzmi. On już zaczął odnosić się do siebie jako dr Robert Adams i zauważał, jak wiele szacunku wzbudzało to u ludzi. Rzeczywiście wyglądał jak lekarz.
W każdym razie, wszystko co mogę powiedzieć to to, że wyczułem, że dzieje się z tym i z jego zachowaniem tamtego dnia coś bardzo dziwnego.

Przewiń do przodu o kilka lat... Moja przyjaciółka opowiada mi, że jadła z Robertem lunch w restauracji "Follow Your Heart" i podszedł do nich mężczyzna, który rozpoznał Roberta i powiedział do niego: "Doktorze Anderson, jak dobrze znów pana widzieć". Robert podał rękę mężczyźnie, uścisnął go i wrócił do swojego obiadu.
Później dowiedziałem się też, że Robert prowadził klinikę leczenia stresu na Hawajach.
W tym czasie powiedział mi już tak wiele rażących kłamstw, że wiedziałem, że absolutnie niczemu co mówił nie można było ufać. Sądzę, że dr Robert Adams vel dr Anderson pracował jako lekarz w więcej niż jednym stanie.
Pamiętam też, że pewnego razu po tym, jak kupiłem samochód dla Roberta, jego córka Prentiss (miała około 19 lat w tym czasie) jeździła nim dużo i zapytałem ją, jak jej się podobało. Powiedziała, że była przyzwyczajona do jazdy ich Ferrari, ale było w porządku. A ja sobie myślę, ona była przyzwyczajona do jazdy ich Ferrari? Robert nie miał żadnych umiejętności zawodowych i właściwie nigdy nie wspominał o tym, że kiedykolwiek miał jakąkolwiek pracę. Skąd wziął pieniądze na Ferrari?

P: A co z pieniędzmi odziedziczonymi przez Nicole?
O: Kiedy go znałam, jego rodzina była całkiem spłukana, a on sam próbował wiązać koniec z końcem jako dozorca. Słyszałem głównie od Dany, która jadała z Robertem lunch w każdą środę w "Follow Your Heart", że Nicole miała odziedziczyć pieniądze od swojej rodziny na Kajmanach, ale nigdy nie słyszałem o tym, żeby cokolwiek z tego wypłynęło.

P: Kim jest dr Blake Warner?
O: Robert miał dwie córki, Melanie i Prentiss. Melanie była wtedy mężatką i mieszkała chyba w Woodland Hills. Nigdy jej nie spotkałem, ale często widywałem jej męża Davida Warnera. Przychodził na nasze satsangi. Był zainteresowany naukami Roberta. Grał na gitarze, śpiewał i ogólnie był świetnym muzykiem. Dr Blake Warner to właśnie mąż Melanie, David. Zawsze lubiłem Davida i uważałem, że jest bardzo szczery. W tamtych czasach pracował w firmie zajmującej się telewizją kablową. Wydaje mi się, że był instalatorem. Jeśli kiedykolwiek udałoby nam się go spotkać i skłonić do mówienia prawdy, założę się, że wiele prawdy o Robercie mogłoby wyjść na jaw.

P: Nicole Adams napisała biografię Roberta Adamsa. Czytałeś ją?
O: Nie. Opowiadano mi, że nie zawiera żadnych informacji o tym gdzie mieszkali, gdzie podróżowali, jak Robert zarabiał pieniądze, żadnych dat, miejsc ani niczego. Jaka biografia nie zawiera tego typu informacji? Podejrzewam, że jeśli ona w ogóle coś by powiedziała, to cały zestaw kłamstw i dezinformacji nagle by się rozsypał. Widziałem gdzieś promocję książki Nicole Adams, w której twierdziła, że była u boku Roberta "codziennie przez 40 lat", ale ten cytat chyba zniknął. Ponieważ Robert powiedział mi i wielu innym, że podróżował samotnie po Indiach przez 17 lat, więc może ktoś jej powiedział, że liczby się nie zgadzają. Rozumiesz, co mam na myśli? Jak tylko wspomnieć choćby jedną liczbę, wszystko się rozpada. Przynajmniej według recenzentów nie umieściła w swojej książce niczego konkretnego w tym stylu.
Można powiedzieć, że z Robertem grało się w coś w rodzaju gry-adwaity. Za każdym razem, kiedy zaczynaliście kwestionować coś, co powiedział, a co nie pasowało do całości, mówił: "Nie żyj przeszłością. Przeszłość nie istnieje, przeszłość jest nierealna", tego typu rzeczy. Kiedy jednak mówił o swoich "duchowych doświadczeniach" lub rzekomych interakcjach z Ramaną, wtedy przeszłość wydawała się ważna. Kiedy potrzebował pożyczyć pieniądze, było to naglące i ważne, a kiedy poruszałeś temat spłaty, zawsze było tak, że "Przeszłość jest nierealna. Dlaczego żyjesz w przeszłości?".

P: Czy Nicole lub ich córki przychodziły na satsangi, kiedy tam byłeś? Na ich stronie internetowej są przedstawiane jako jego najbardziej oddane uczennice.
O: Nie. Zapytałem Roberta dlaczego, a on odpowiedział, że mają go dość w domu. Prentiss chodziła na zajęcia z Nauki o Umyśle. Z perspektywy czasu wydaje się, że może gdyby tam były, to mogłyby się pojawić osobiste pytania dotyczące spraw, które były ukrywane? Nie wiem.
Nicole przyszła pewnego dnia do mojego mieszkania i powiedziała mi, że jest "Panią Da Free John", więc domyślam się, że przez to dawała znać, że czytała jego książki. Powiedziała też, że wie, co robiłem sam w mieszkaniu, cokolwiek to miało znaczyć.

P: Kim był Tony?
O: Tony był młodym mężczyzną, który kręcił się w pobliżu kompleksu budynków i wykonywał różne prace dla Roberta, między innymi stróża nocnego tego kompleksu. Robert i Tony wydawali się być sobie bardzo bliscy. Tony pracował z Robertem w poprzednim miejscu, w którym obaj mieszkali, ale nigdy nie zapytałem, co robił. Pewnego dnia zapytałem Toniego, dlaczego nie przychodzi na nasze satsangi, a on odpowiedział mi, że nie jest zainteresowany, a poza tym Robert nigdy nie mówił nic nowego, tylko powtarzał te same stare rzeczy.

Kiedy Tony został aresztowany za kradzież w sklepie, Robert pożyczył ode mnie 300 dolarów, żeby go wyciągnąć za kaucją, i nigdy nie oddał tych pieniędzy. I znowu, "pożyczanie" znaczyło dla Roberta coś innego, niż to co ja (do tej pory) rozumiałem pod tym słowem.

P: Czy kiedykolwiek poprosiłeś go o zwrot "pożyczonych" pieniędzy?
O: Wiele razy. Zawsze tylko mówił, że nie ma pieniędzy. Kilka razy sięgnął do kieszeni, wyciągnął banknot jednodolarowy i dał mi go. (Tyle z tysięcy długów).

Q: Jaka jest historia związku zawodowego dozorców?
O: Pewnego dnia Robert przyszedł do mojego mieszkania i powiedział mi, że miał wizję od Boga i że wszystkie pieniądze potrzebne na budowę aszramu nadejdą. Powiedział, że Bóg zabrał go do wyższej sfery i pokazał mu ten piękny aszram i powiedział, że to wszystko się ziści. Powiedział, że Bóg zapytał go: "Skąd będą pochodzić pieniądze na budowę tego aszramu?", na co Robert odpowiedział: "Ten, który mi to pokazuje, dostarczy również pieniądze". Wtedy Bóg pokazał mu, że Robert założy związek zawodowy dla zarządców mieszkań w całych Stanach Zjednoczonych. Oni nigdy nie byli zrzeszeni w związkach zawodowych i to zapewniłoby wszystkie pieniądze potrzebne dla aszramu. Zapytał mnie, czy chcę być częścią tego związku. Tak, chciałem.
Powiedział więc, że zgodnie z wizją musimy zdobyć adresy wszystkich dozorców w USA i wysłać im zaproszenie do przyłączenia się do naszego nowo powstałego związku. Krótko mówiąc, zrobiliśmy wszystko, co Robertowi kazano zrobić w wizji, a ja straciłem jeszcze więcej pieniędzy. Tym razem ponad 2 000 dolarów.

P: Musiałeś czuć się jak idiota.
O: I tak, i nie. W tamtym czasie byłem zagubiony w tym całym samobadaniu. Za każdym razem, gdy pytałem: "Kim jestem?" nie dochodziłem do niczego. Nic się nie wydarzało, wydawało się, że nic nie działa. Robert twierdził, że u niego coś się wydarzyło. Powiedział, że pojawiła się Jaźń i wciągnęła go do Serca po prawej stronie klatki piersiowej i uczyniła go tym, który urzeczywistnił Boga. Był tak pewny siebie i mówił o tym z takim autorytetem... Nie miałem nic, co mogłoby poddać w wątpliwość jego autentyczność, z wyjątkiem dowodów na kilka kłamstw i na jego brak moralności, o którym często mówi się, że nie jest żadnym wyznacznikiem czegokolwiek.
Jeśli chodzi o sprawę z dozorcami, były dwie osoby, które wysłały swoje 30 dolarów, aby zostać członkami i powiedziałem Robertowi, że nie możemy prowadzić związku mając tylko dwie osoby płacące składki członkowskie i wygląda na to, że potrzebujemy nowego pomysłu. Robert się zgodził. W tym momencie powiedziałem, że wyślę im z powrotem ich pieniądze, a Robert odparł: "Dlaczego miałbyś wysyłać im z powrotem ich pieniądze?". Innymi słowy, chciał zatrzymać ich pieniądze, mimo że nie było związku. Wtedy właśnie zdałem sobie sprawę, że Robert nie jest w stanie jedni z wszystkimi istotami.

P: Czy to wtedy zakończyłeś swoją relację z Robertem Adamsem?
O: Po tym wydarzeniu przeprowadziłem się i nie miałam z nim wiele wspólnego, a kilka tygodni później poznałam Bernadette Roberts, zaczęłam chodzić na jej wykłady i warsztaty i dopiero po spotkaniu kogoś tak prawdziwego i szczerego jak Bernadette, z perspektywy czasu zobaczyłem, jakie bzdury wymyślał Robert Adams. Teraz wydaje mi się to śmieszne, ale w tamtym czasie, kiedy wszystko to wydawało się tak zagmatwane, a ktoś prezentował się z taką pewnością siebie i mówi z takim autorytetem, trudno było nie dać się nabrać.

P: Co Bernadette mówiła o samobadaniu i skupianiu się na sobie?
O: Moja interpretacja tego, czego nauczała jest taka, że są dwa rodzaje wewnętrznych ruchów. Jednym z nich jest samorefleksyjna pętla ego. Kiedy spędzasz dużo czasu skupiając się na sobie możesz gloryfikować pętlę samorefleksji do tego stopnia, że przekonujesz siebie, że jesteś boski. Powiedziała, że widzi wiele z tego w nowoczesnych "duchowych" naukach. Pętla samorefleksji jest bardzo atrakcyjna dla narcyzów, ponieważ oni już są skrajnie zapatrzeni w siebie. Prawdziwy duchowy ruch nie polega na skupianiu się na "sobie", ale wiąże się z nieruchomym centrum, z tym nieruchomym punktem, który nigdy się nie zmienił pośród wszystkich zmian w życiu.

Natknąłem się na ten cytat z Roberta Adamsa:
"Robert: [...] W miarę jak ciągle zwracasz się do siebie i mówisz: 'Kim jestem?', 'ja' staje się coraz słabsze i słabsze. W końcu musi zniknąć, a wtedy jesteś wolny."

[Z puntu widzenia nauk Ramany Maharishi taka praktyka jest całkowicie niepoprawna – przyp. red.]

Tak naprawdę nie, w ten sposób grzęźniesz coraz bardziej w samorefleksyjnej pętli, aż w końcu zaczniesz myśleć, że ty (oddzielne poczucie jaźni) jesteś boski. Teraz możesz pławić się w odbitej chwale swojej fałszywej "boskości", zasiąść na podium i przyjmować honory. Stałeś się w swoim umyśle istotą wyższą od innych i możesz im powiedzieć, żeby też gloryfikowali swoje ego jako lekarstwo na niską samoocenę. W zasadzie kochanie swojej ego-jaźni jest krokiem odejścia od nienawiści siebie i niskiej samooceny w których tkwi większość ludzi, ale nie jest to rzeczywista wolność.

Tutaj jest kolejny cytat z Roberta Adamsa:
"Zacznij wykonywać to ćwiczenie. Patrząc w lustro, zacznij może od minuty, potem przejdź do dwóch minut, trzech, czterech, pięciu minut. Spójrz na siebie. Przyznaj się przed sobą do prawdy. "Jestem Brahmanem. Jestem ostateczną rzeczywistością. Jestem bezkresną przestrzenią. Jestem Atmanem, doskonałą inteligencją, jednym bez drugiego, wszechprzenikającą, doskonałą jaźnią". A gdybyś tak codziennie sobie to powtarzał? Jak myślisz, co by się stało? Gdybyś spojrzał w lustro i robił to każdego dnia, zmieniłbyś się w Boga, którym jesteś. I znalazł pokój, całkowity pokój, pełną miłość."

[Z punktu widzenia nauk Ramany Maharishi taka praktyka jest całkowicie błędna – przyp. red.]

Patrzenie na swoje odbicie w lustrze, na swój obraz samego siebie i powtarzanie: "Jestem Brahmanem, jestem ostateczną rzeczywistością", jest próbą deifikacji swojego obrazu samego siebie. To nie kończy się oświeceniem, to kończy się pęknięciem garnka i neurotyczną samouwielbieniową chwałą, która jest prawdopodobnie nie tak szkodliwa dla ciebie, jak dla twoich naśladowców (narcystyczne zaspokojenie).

Ogólnie rzecz biorąc nie polecam nikomu chrześcijańskich nauk Bernadetty i nie uważam, żeby pasowały do naszych czasów. Ale była ona prawdziwą osobą, a jej towarzystwo było wielką inspiracją. Obecnie lubię między innymi Swamiego Sarvapriyanandę i Atmanandę Krishna Menona jako nauczycieli niedualnego nurtu, ale jest jedna rzecz, którą Bernadette mi powiedziała, a która zawsze wydawała mi się pomocna. Jeśli jesteś szczery i prawdziwy, ścieżka otworzy się dla ciebie. Od tego momentu będzie to tylko kwestia pozostawania szczerym i prawdziwym.

P: Czy pytałaś Bernadette o samobadanie?
O: Tak. Zazwyczaj pierwszą rzeczą, o którą pytała w zamian, była ciemna noc duszy. Kiedy głęboko badasz swoją prawdziwą naturę, stajesz twarzą w twarz z pustką. To jest pustka, przed którą wszyscy uciekają, nie tylko ludzie duchowi, ale wszyscy. Ludzie duchowi często trzymają się miłości, błogości i szczęścia jako ochrony przed swoją własną pustką. Ogólnie rzecz biorąc, jeśli nauczanie lub nauczyciel nie mówi o wejściu w tę pustkę, w tę pustkę, od której śmierć wydawałaby się nieskończenie lepsza, oznacza to, że po prostu nie doszli jeszcze tak daleko i zamiast tego zagrzebali się w innej dziurze, tym razem miłości i światła. Pustka mieści w sobie wszystko - miłość, nienawiść, radość, nieszczęście, życie, śmierć - jest z tym wszystkim w zgodzie.

[Ramana Maharishi z kolei głosi, że urzeczywistnienie Jaźni nie jest żadną pustką, a pustka nie jest żadnym osiągnięciem, zdarza się początkującym adeptom i jest na bezpośredniej duchowej drodze zjawiskiem niepożądanym. Czym wyjaśnić tę rozbieżność? Tym, że Śri Ramana mówi z punktu widzenia ostatniego szczebla duchowej drabiny zaś ten człowiek z jednego z początkowych, na których wejście z „pustkę samego siebie" czy osiągnięcie „pustki” wydają się być wielkimi czy zgoła największymi osiągnięciami.

Jeżeli praktyka duchowa będzie wykonywana bez uchwycenia poczucia "ja jestem", tj. jedynego promienia, którym połączeni jesteśmy ze Źródłem, to doprowadzi co najwyżej do nic nie dającego stanu laya, nazywanego czasem "pustką". Zapuszczający się tam ludzie mają skłonność twierdzić, że owa "pustka" jest ostatecznym, najwyższym stanem, co - mówi Śri Ramana - jest nieprawdą. Jeżeli adept odłączy uwagę przedmiotową i w praktyce Atma-vichary będzie się trzymał tylko tego "ja jestem", bez trudu wyjdzie poza tę "pustkę" [lub raczej sprawnie ją ominie] dochodząc do Pełni.

Krytykowane uciekania w dziurę miłości i światła jest też tylko o tyle uzasadnione, o ile dotyczy neoadwajtystycznego uciekania w wyobrażanie o miłości i świetle realizowanego na poziomie ego. Jednak czym innym jest światło i miłość realizowane przez ego na neoadwajtystycznej ścieżce, a czym innym światło i miłość doświadczanie i urzeczywistniane bez ego na bezpośredniej ścieżce Śri Ramany; to drugie jest prawdziwe, rzeczywiste, jest naszą prawdziwą naturą i zdecydowanie należy się go trzymać.]

Dlatego właśnie prawdziwa Atma-vichara polega bardziej na badaniu samego siebie, a nie na trzymaniu się myśli "ja" lub poczucia "ja". Kiedy wskazujesz na siebie, wskazujesz na nic, na pustkę, a generalnie ta pustka jest tym, czego wszyscy chcą uniknąć. Słyszysz to wszędzie: "Czułem się taki pusty". Pustka jest generalnie najgorszym koszmarem każdego człowieka. Ale w ten sposób wciąż nie dotarłeś do pustki, ponieważ wciąż istnieje "ty" doświadczające jej. To musi zostać przejrzane.

[Twierdzenie, że Atma-vichara nie polega na trzymaniu się ja-myśli (przynajmniej do momentu, kiedy ta nie zniknie), jest błędne; na tym właśnie polega.
Niezrozumienie tej praktyki bierze się w znacznej mierze stąd, że ludzie próbują trzymać się ja-myśli wraz z całym mentalem, gdy tymczasem ja-myśl musi być dzięki rozróżnieniu (viveka) wyłuskana spośród innych myśli, które jednocześnie dzięki beznamiętności (vairagya) muszą zostać porzucone; jak mówi Śri Śankara, podmiot musi być doskonale rozdzielony od przedmiotów tak jak mleko od wody. Trzymanie się ja-myśli wraz z myślami drugiej i trzeciej osoby nic nie daje i nie jest samobadaniem.

Na to "ja jestem" [aham-writti], o którym ten człowiek mówi że pozostaje w "pustce" i ma zostać "przejrzane", musi zostać skierowana cała uwaga z wyłączeniem wszystkiego poza tym. Jeżeli to zostanie wykonane i utrzymane, zniknie korzeń umysłu a wraz z nim cała "pustka". Jak mówi Śri Ramana w wersie 14 Istoty Pouczenia: "Kiedy umysł jest powściągnięty przez powstrzymywanie oddechu, jego forma umrze, jeśli skierować go na [tę jedną] ścieżkę poznania 'ja'."

Również twierdzenie, że ta „pustka” jest koszmarem każdego człowieka, można nazwać sporym uproszczeniem - nie bierze pod uwagę stanu ducha duchowo dojrzałych ludzi, dla których nie stanowi ona większego problemu - przyp. red]


Pyt.: Jaka jest różnica pomiędzy "praktyką" a "badaniem".
O: Praktyka to robienie tej samej rzeczy w kółko, być może próbując za każdym razem robić to lepiej. Badanie to przyglądanie się z pierwszej ręki w celu odkrycia prawdy. To są bardzo różne od siebie rzeczy.
Powiedzmy, że stwierdzam, że pod względem fizycznym jestem rurą, która z jednej strony przyjmuje pokarm, a z drugiej go wydala. Nikt tak naprawdę nie może się spierać z tym, że na pewnym poziomie tym jestem. Więc od tego punktu mogę praktykować trzymanie się poczucia "Jestem Brahmanem". Wraz z praktyką mogę uzyskać poczucie, że "jestem boski". Ale podświadomie nie odrzuciłem w pełni utożsamienia z tą rurą. Zdeifikowałem ją. Możesz deifikować swój własny obraz, swoją przeszłość, swoją własną energię, swoją energię kundalini, swoje oddzielne istnienie. W swoim umyśle możesz deifikować wszystko, za co się uważasz. Ale badanie jest inne. Jest ono wtedy, gdy zaczynasz pytać: "Czy naprawdę jestem rurą, która przyjmuje pokarm?" Może jestem czymś innym? Może jestem energią. Może jestem percepcją. Może jestem miłością, szczęściem lub świadomością?". Nie przestajesz badać, dopóki nie będziesz pewien, czym naprawdę jesteś. To nie jest praktyka, to jest poszukiwanie.

[Znajduje się tutaj kilka kolejnych przeinaczeń metody Śri Ramany.

Po pierwsze, to co ten człowiek nazywa tutaj „praktyką” (powtarzanie "jestem Brahmanem" itd.) nie ma nic wspólnego z Atma-vicharą Ramany Maharishi. Tak błędnie wykonywaną praktykę Śri Ramana w istocie skorygował przychodząc na świat i przynosząc mu swoją poprawną metodę.

Po drugie, takie rozróżnianie między "praktyką" a "badaniem" jest zbędne, nic nie wnosi, jest tylko semantyczną gierką charakterystyczną dla neo-Adwaity. Równie dobrze można powiedzieć „praktyka samobadania” łącząc te dwa w jednym. Prawdziwy praktyk nie uprawia gierek polegających na żonglowaniu pojęciami tylko rzetelnie wykonuje co ma do wykonania, bez oglądania się na to, czy to ktoś nazwie "praktyką", "poszukiwaniem", "badaniem" czy w dowolny inny sposób.

Po trzecie, jeśli człowiek ten będzie robił swoje ”badanie” powtarzając je w kółko, to spełni ono jego definicję „praktyki”. Pytanie siebie: „Czy naprawdę jestem rurą, która przyjmuje pokarm, a może jestem czymś innym? [...]” jest tak samo błędne, jak stanie przed lustrem i mówienie do siebie "jestem Brahmanem". Ani jedno ani drugie nie jest samobadaniem wg Ramany Maharishi, ani jedno ani drugie nie wyda żadnych pożywnych owoców – przyp. red]


[Uwaga: czytelników może zainteresować też rozmowa na blogu Michaela Jamesa z udziałem córki Arthura Osborna, Kitty [Katya], która mieszkała w Ramanasramam przez cały okres, w którym Robert Adams twierdził, że tam był. Słowa Kitty Osborne zaznaczone są kursywą].

Link do strony internetowej dyskusji:

https://happinessofbeing.blogspot.com/2019/11/ego-seems-to-exist-only-when-we-look.html?commentPage=1

Michael James powiedział:
Salazar, w swoim komentarzu z 14 listopada 2019 o 21:08 pisze, że Robert Adams twierdził, że zatrzymał się w domu Arthura Osborna i pewnego popołudnia Bhagawan wszedł do jego pokoju i dał mu mango. To co piszesz wydaje się być streszczeniem tego co powiedział 2 sierpnia 1992 roku, jak zapisano na stronach 2839-40 tego:
https://robert-adams.ru/wp-content/uploads/sites/21/2019/01/Robert_Adams_Transcripts-English.pdf
3652-stronicowego transkryptu „Robert Adams Satsangs” od sierpnia 1990 do czerwca 1993, w którym powiedział:
"Mieszkałem w aszramie Ramany przez około półtora roku. To był koniec 1948 roku. Zatrzymałem się u Arthura Osborna, w jego domu. W tamtych czasach, kiedy przyjeżdżali obcokrajowcy, byli kwaterowani u Arthura Osborna, w większości bez jego wiedzy. I pewnego szczególnego wieczoru około godziny czwartej Sri Ramana wszedł do jego domu i przyniósł mi mango".
Podobne twierdzenie przedstawił tydzień później, 9 sierpnia 1992 roku, kiedy powiedział, jak zapisano na stronie 2868:
"W 1948 roku byłem w domu Arthura Osborna w pobliżu aszramu Ramany. Ramana przychodził tam od czasu do czasu. Pewnego dnia przyszedł, usiadł i zaczął mówić o niereagowaniu na wydarzenia".

Prostując te zapisy: wbrew temu, co Robert Adams twierdził, nigdy nie przebywał w domu Osbornów ani na terenie kompleksu, a Bhagawan nigdy go tam nie odwiedził. Jak napisała do mnie dzisiaj Katya Douglas (dawniej Kitty Osborne):

Kitty Osborne: „Nasz dom w Tiruvannamalai był...i jest...malutki i NIKT nie mógł w nim przebywać bez naszej wiedzy. Co za niedorzeczny pomysł. Bhagawan NIGDY nie przyszedł do naszego domu, to łagodnie mówiąc czysta fantazja, żeby nie powiedzieć wprost, że to kłamstwo!”

Michael James powiedział: Nie wiem dlaczego Robert wymyślił takie historie, ale takie jawnie fałszywe twierdzenia poddają w wątpliwość wszystkie jego twierdzenia o tym, że spotkał Bhagawana i mieszkał tam tak długo w tamtych czasach.

Dowiedziałem się o tym twierdzeniu, że Robert przebywał w domu Osbornów, dopiero w ostatni weekend na spotkaniu Fundacji Ramany Maharshi tutaj w Londynie, kiedy przyjaciel podszedł do mnie i powiedział coś w tym stylu: 'Wiesz, ludzie mówią, że nikt w aszramie nie pamięta, żeby widział Roberta Adamsa, kiedy przebywał z Bhagawanem. Cóż, najwyraźniej Kitty Osborne go pamięta, ponieważ David Godman napisał pod swoim wideo o Robercie, że jej ojciec pożyczył mu ich samochód, aby mógł podróżować po Indiach".
Byłem trochę zaskoczony słysząc to, ponieważ wydawało mi się to raczej nieprawdopodobne, ale nie zastanawiałem się nad tym głębiej, dopóki nie zobaczyłem komentarza, który Asun napisał 14 listopada 2019 roku o 12:15 pytając, "Przy okazji, czy ktoś z was czytał list Kitty Osborne zaprzeczający informacjom, które według Davida Godmana dostał od niej, o tym, że Robert Adams odwiedził aszram Ramany i historię o jej ojcu i samochodzie, którą opowiada w wideo?", a następnie twój komentarz napisany później tego dnia, do którego odnoszę się powyżej.

To skłoniło mnie do sprawdzenia faktów, więc poszukałem i znalazłem wideo Davida:
https://youtu.be/KIo0AbN8LzA Robert Adams i Ramana Maharshi,
pod którym sześć lat temu napisał komentarz: "Udzieliłem tego wywiadu dziesięć lat temu. W tamtym czasie nie znałem nikogo, kto spotkałby Roberta w Tiruvannamalai. Od tego czasu odkryłem, że był on dobrze znany rodzinie Osbornów. Arthur napisał lub zredagował trzy książki na temat Ramany. Lubił Roberta tak bardzo, że dał mu swój jedyny samochód, aby Robert mógł jeździć po Indiach po śmierci Śri Ramany. Otrzymałem tę informację od córki Arthura, Katyi, która pamięta, że była zirytowana tym, że ich rodzinny pojazd został komuś oddany". Jednak pod tym komentarzem znajduje się odpowiedź napisana dwa lata temu przez niejakiego Stevena Stroutha, który pisze:

To jest e-mail od Katyi Osborne kwestionujący to twoje twierdzenie:

Kitty Osborne: "Drogi [......] Chciałbym wyjaśnić kilka oczywistych nieporozumień, w które zostałeś wkręcony, aby uwierzyć w historię Roberta Adamsa itd. Po pierwsze nigdy, aż do teraz, nigdy nie słyszałam o Robercie Adamsie. Nie twierdzę, że nigdy nie odwiedził Ramanashramam, niekoniecznie spotkałbym go, gdyby to zrobił, ale z pewnością nie przebywał tam przez 3 lata, gdyż w takim przypadku na pewno bym go spotkała.
Po drugie historia o tym, że Bhagawan poświęcał mu szczególną uwagę i podawał jedzenie do jego pokoju jest nonsensem. Bhagawan nie robił takich rzeczy. Mogę tylko się domyślać, że może to być wymówka przedstawiona po to, aby wyjaśnić, dlaczego nikt go nie widział!
Po trzecie, nasza rodzina nigdy nie miała samochodu, więc nie było możliwe, aby mój ojciec go oddał. Nie mogę zrozumieć, skąd David Godman wziął pomysł, że jestem częścią tej całej fantazji. Jedyna sprawa związana z samochodem miała miejsce wtedy, kiedy przyjaciel moich rodziców, Louis Hartz, sprowadził samochód do Indii na własny użytek, a kiedy szykował się do opuszczenia kraju, zaoferował go mojemu ojcu. Ojciec odmówił, tłumacząc, że po nic mu samochód. Koniec historii. Nie mogę zrozumieć, jak można mnie tak kompletnie błędnie cytować, kiedy jeszcze żyję i moja pamięć jest całkiem sprawna. Z pewnością najmniejsze sprawdzenie faktów wyprostowałoby sprawę.
Na koniec chciałbym zaznaczyć, że było całkowicie niemożliwe, aby mój ojciec dawał pieniądze "Robertowi Adamsowi", ponieważ do 1948 r. żyliśmy z renty wojennej, do której ojciec kwalifikował się po 4 latach spędzonych w obozie koncentracyjnym w Bangkoku. W tamtych latach ledwo starczało nam na życie, a już na pewno nie mieliśmy tyle, żeby rozdawać.
Przeczytałam tekst pośmiertny napisany w 1997 roku. Wygląda na to, że jest napisany w dobrej wierze, ale opiera się w dużej mierze na pogłoskach. Jest to powtarzający się problem, kiedy ludzie piszą o czymkolwiek, co ma związek z Ramaną Maharishi. Tak niewielu z nas pozostało, z tych, którzy byli tam w tamtych czasach, a wielu ludzi preferuje krążące historie, które im opowiedziano, bez sprawdzania faktów.

Powtórzę to jeszcze raz: Chciałbym wyraźnie oświadczyć, że nigdy nie spotkałem ani nie słyszałem o Robercie Adamsie, dopóki nie przeczytałem twojego listu.
Po drugie, historia o samochodzie jest całkowicie nieprawdziwa.

Z poważaniem,

Kitty Osborne".


Dlatego napisałem do Katyi przez naszego wspólnego przyjaciela, aby zapytać ją, czy jest coś prawdy w tym, co napisał David, lub czy email cytowany przez Stevena Stroutha został rzeczywiście napisany przez nią, a ona odpowiedziała potwierdzając, że rzeczywiście napisała tego emaila, i że wysłała również jego kopię do Davida, który odpowiedział jej mówiąc: "Usłyszałem tę historię z drugiej ręki od kogoś, kto powiedział, że ty jesteś źródłem. Nie będę już więcej podawać cię jako źródła w tej sprawie, a jeśli ktokolwiek o to zapyta, powiem, że historia o samochodzie jest fałszywa. Dziękuję za poinformowanie mnie o tym".

Michael James powiedział: W swojej pierwszej odpowiedzi do mnie Katya napisała:

Kitty Osborne: "Nie ma możliwości, żebym pamiętała Roberta Adamsa, ponieważ nigdy go nie spotkałam, ani nawet do niedawna nie słyszałam, żeby wymawiano jego nazwisko. Mój ojciec nie mógł mu pożyczyć samochodu, bo nie miał własnego. Żadne z moich rodziców nie prowadziło samochodu. Cała ta sprawa wydaje się być kompletną fantazją".

W innym e-mailu, który napisała do mnie dzisiaj, mówi:

Kitty Osborne: "To jest tak głęboko obraźliwe, kiedy ludzie wymyślają historie o Bhagawanie i udają, że są one prawdziwe. Wszyscy wiemy, że bycie tak zwanym 'guru' to największa możliwy próba ognia ego, a niektórzy ludzie po prostu nie mogą się temu oprzeć. Wielbiciele Bhagawana... szczególnie ci, którzy mieszkają w pobliżu aszramu i mają dostęp do wszystkich pism i niektórych osób z tamtych czasów, mają szczególny obowiązek starać się, na ile to możliwe, pielęgnować autentyczność słów i opisu zachowań Bhagawana. Wymyślanie czegoś i publikowanie tego jako faktów jest niewybaczalne, tak samo jak przyzwalanie innym, którzy robią to samo. Powtórzę, że Bhagawan NIGDY nie przyszedł do naszego domu na wizytę czy pogawędkę. Robert Adams NIGDY nie zatrzymał się w naszym domu, a my NIGDY nie pożyczyliśmy mu samochodu, którego w żadnym wypadku nie posiadaliśmy. On wymyślił te wszystkie historie, oczywiście po to, aby dodać sobie trochę skradzionego od Bhagawana blasku. To jest żałosne. Cokolwiek możecie zrobić, aby położyć kres tym całkowicie sfabrykowanym historiom, proszę, zróbcie to z moim błogosławieństwem".

Michael James powiedział:
Dla przypomnienia, w kontynuacji moich poprzednich trzech komentarzy, inną uwagą, którą poczyniła Katia pisząc do mnie dzisiaj było:

Kitty Osborne: "Bhagawan nigdy nie przyszedłby odwiedzać kogokolwiek i oferować owoce. On po prostu nigdy nic takiego nie robił".

Katya napisała do mnie dzisiaj:

Kitty Osborne: "Drogi Michaelu, właśnie natknęłam się na czyjś komentarz mówiący, że widział nasz dom w Tiruvannamalai wcale nie wydawał się mały! Czuję, że muszę to wyjaśnić. Kiedy moi rodzice żyli nasz dom składał się z 2 pokoi na dole plus łazienka. Na górze był jeden pokój, w którym umieszczaliśmy gości. Łazienka na dole była używana przez wszystkich, łącznie z przechodzącymi żabami lub wężami, które chciały się ochłodzić. My dzieci spaliśmy gdziekolwiek na werandzie. Braliśmy nasze łóżka... takie polowe łóżka, które można łatwo przenieść... i mocowaliśmy nasze moskitiery do licznych gwoździ, które zdobiły ściany. Nazywam to malutkim domkiem. Po śmierci mojej matki rozbudowałam dom, aby moja rodzina mogła mieć normalne sypialnie itd. Wybudowałam też więcej łazienek i kuchnię. W dawnych czasach gotowaliśmy na zewnątrz, a kiedy padało, w przejściu stał piec naftowy, a jedliśmy na werandzie. Śmieszą mnie próby wyobrażenia sobie nieznanego gościa, który skrada się tam niezauważony.

Wciąż nie mogę pogodzić się z ludźmi, którzy są tak zdesperowani, aby zostać uznanymi za mistrzów duchowych, że mówią bezczelne kłamstwa o wszystkim i o wszystkich. Kłamią nawet na temat Bhagawana. Wydaje mi się to być szczytem braku szacunku.

Twoja, Kitty Osborne"


[Koniec komentarzy Michaela Jamesa].

Inny komentator A. Dostal napisał na tej samej stronie internetowej poniższy wnikliwy komentarz:

Są inne niepokojące tajemnice w biografii R. Adamsa *(jego twierdzenia, osobiste komunikaty), że Robert ofiarował Ramanashram i trzy lata później dostał od Arthura Osborna 7000$:

Z biografii sagi Roberta Adamsa:

"...Robert przebywał w Ramanasramam przez nieco ponad trzy lata. Przybyszom nie wolno było wtedy zostawać tam długo, więc mieszkał w jaskiniach nad aszramem. W tym czasie kupił jeepa dla aszramu, aby przywozić zaopatrzenie z miasta i pomógł zbudować duży szpital w aszramie za pieniądze ze spadku.... (Robert ofiarował około 7000 dolarów). .... Po śmierci Ramany, Robert chciał odwiedzić kilku innych świętych w Indiach, ale nie miał już pieniędzy. Słynny biograf Ramany, Arthur Osborne (mieszkaniec Ramanasramam), usłyszał o sytuacji i czynach Roberta i dał mu 7000 dolarów, aby mógł kontynuować swoje podróże i duchową edukację. Podobne rzeczy wydarzają się w dziwny sposób, co jest moim własnym doświadczeniem; była to dokładnie ta sama kwota, którą wydał na jeepa i szpital".
("Dałem kiedyś Robertowi 7000 dolarów w 1990 roku, kiedy jeszcze miałem pieniądze. Powiedział, że to inwestycja w biznes jego żony, która szyje ubrania na sprzedaż sprzedawcom detalicznym i na pchle targi. Jednak w głębi serca wiedziałem, że to był mój pierwszy datek na jego utrzymanie. Siedem tysięcy dolarów wydaje się być znaczącą kwotą w naszej rodzinie. Jednak po uwzględnieniu inflacji, gdyby kogoś chciał wiedzieć, ta kwota z 1942 roku wynosiłaby około 70 000 dolarów w 2006 roku"
- Ed Muzika, uczeń i przyjaciel Roberta Adamsa, online)...

Żeby każdy mógł sobie wyobrazić, o jakich sumach w dolarach mówił R. Adams w swoich rozmowach podczas wizyty w Ramanashram w latach 1946-7: załóżmy, że Robert wymienił 7000 dolarów w Indiach 1946-7, dostał coś około 23000 rupii (kurs wymiany w '46-7, online), to mówimy tu o "astronomicznych" liczbach. Indyjski kierowca rikszy zarabiał 10 rupii miesięcznie w 1947 roku.

David Godman usunął swoją rozmowę o R. Adamsie na YT. W dyskusji pod tym video była bardzo ostra krytyka odnośnie oświadczeń R. Adamsa o pieniądzach/samochodzie w 1946-7 i zawierała kilka oświadczeń z pierwszej ręki od Katy Osborne (córki A. Osborne, która była tam 1946-7) i innych amerykańskich uczniów R. Adamsa. Rzeczywiście, nie było żadnych potwierdzonych zapisów ani wspomnień o hojnym darczyńcy i posiadaniu samochodu w Ramanasram w 1946-7. Nie wiem, co o tym myśleć...?

Link do oryginalnego tekstu:
The Mystery of Robert Adams: Did He Really Meet Ramana Maharshi and the Sages of India?

To jest część 1 serii [my umieściliśmy na naszej stronie tylko cześć 1 – zainteresowani znajdą poniżej linki do pozostałych części – przyp. red]

Część 2 link: Czy Robert był w Indiach?

Część 3 link: The Question of Integrity by Kitty Osborne

Część 4 link: Pytania do Kitty Osborne