Pewnego razu napisał do nas jeden z czytelników prosząc o wskazówki w interesujących go tematach.
Odpowiedzieliśmy raczej lakonicznie wskazując tylko na pewne istotne punkty w danym obszarze, niespecjalnie się nad nimi rozwodząc. Wskazaliśmy też na pewne widoczne u niego pozytywne procesy znamionujące podążanie w dobrym kierunku.
A oto jaką odpowiedź otrzymaliśmy (publikujemy za wiedzą i zgodą autora):

"[...] Niesamowite, jak odpowiednio sformułowane słowa potrafią coś w człowieku odblokować...
Ale czy aby na pewno to po prostu słowa? Słowa nie oddadzą, ale opiszę, co się wydarzyło...

Może to jakiś ogromnie niebywały zbieg okoliczności, ale tuż po odczytaniu wiadomości od państwa, poczułem silną potrzebę usiąść do medytacji.  Miałem w sobie te wszystkie zdania, obraz w sercu, które otrzymałem w mailu do mnie i w zasadzie natychmiast po zamknięciu oczu, coś jakby od razu mocniej "pociągnęło" w głąb.

Było to o tyle dziwne i inne niż wszelkie doświadczenia w medytacji do tej pory, że coś jakby się we mnie w środku "przesuwało", czy "przesunęło" kilka razy , a ja czułem To cieleśnie, ale zarazem WCALE Tego nie czułem! Trwało to około 2, może 3 minut i zaczęło się normować.

Przytomność była pełna, w sensie brak "odjeżdżania" czy przysypiania umysłem, spokój. Jednocześnie duże gorąco na poziomie klatki piersiowej i ciarki ( to ostatnie to pewnie reakcja emocjonalna w wyniku tego, co się działo).

Uświadomiłem sobie chyba pierwszy raz bardzo doświadczalnie, że to uczucie, które jednocześnie "czuję i nie czuję" to chyba to, o czym czytałem:  Jesteś w ciele, ale nie jesteś tym ciałem. 

Tzn. mimo czucia tych zjawisk, nie byłem nimi, byłem tylko świadkiem ich występowania. To było bardzo ewidentne, wyraźne jak nigdy przedtem. Był to tzw. "glimpse" [przebłysk - przyp. red.], niepełne zintegrowane doświadczenie.

Ramana Maharishi nauczał poprzez milczenie, ale za tym szła ogromnie potężna energia, jedni ją czuli i odbierali, inni słabiej lub wcale, według indywidualnej gotowości i otwarcia na tę wiedzę.

To, co przeczytałem w mailu od Was, mam wrażenie, jakby zawierało jakąś wiązkę, moc, ładunek i "rozpakowało" się to we mnie w momencie, gdy zasiadłem do praktyki?!?

Nie wiem, nie chce zbytnio analizować, czy spekulować, ale moja wielka potrzeba poznania i wasze szczere, pełne chęci wspierania słowa, wywołały po prostu coś dobrego. 

Nie wiem jak mam dziękować... [...]"

--------------------
Komentarz:

Najwyraźniej słowo pisane - a raczej to co za nim na planie subtelnym stoi - nawet ubrane w formę tak prozaiczną jak email, ma swoją moc i zdolność do przenoszenia wzniosłych duchowych stanów lub co najmniej otwierania do nich drzwi.

Jednak aby coś takiego mogło się wydarzyć muszą zaistnieć pewne szczególne okoliczności, które można by spróbować opisać trzema warunkami:

1. Piszący muszą sięgnąć głęboko do serca i pisać stamtąd, z tkwiącej tam autentycznej potrzeby i mocy, nie z głowy, zachowując przy tym krystaliczną czystość intencji (dotyczy obu stron korespondencji).
2. Odbierający musi być gotowy do otrzymania duchowego doświadczenia wysokiej próby.
3. Przekazujący musi mieć aktywne, otwarte połączenie z Jaźnią i dar jego udostępnienia (niekoniecznie nawet przejawioną chęć, to ma tendencję do wydarzania się samo z siebie).

Wszystkie te okoliczności nie występują jednak za często, a ta trzecia już bardzo rzadko. Niemniej przy sprzyjających wiatrach jest to również możliwy do wykorzystania kanał.

PS Powyższe warunki należy traktować jako jedynie przybliżone. Wiatr łaski wieje jak chce, kiedy chce i gdzie chce i nie da się go zamknąć w kilku prostych warunkach.